Wpisy archiwalne w miesiącu
Styczeń, 2013
Dystans całkowity: | 712.98 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 36:13 |
Średnia prędkość: | 19.69 km/h |
Maksymalna prędkość: | 55.48 km/h |
Liczba aktywności: | 30 |
Średnio na aktywność: | 23.77 km i 1h 12m |
Więcej statystyk |
Piątek, 11 stycznia 2013
Kategoria do czytania, transport
Rozszerzone kursy transportowe
Wczoraj w pracy mielimy IWENT. Iwent, jak to iwent, składa się z części oficjalnej i nieoficjalnej. I szef mój wspaniałomyślnie stwierdził (mimo mojego zdecydowanego oporu), że przymuszenie mnie do pójścia tam (część oficjalna była w godzinach pracy) to świetny pomysł. Nie wiem, co nim powodowało, może liczył na to, że jak już będę na miejscu, to zostanę na obie części... w każdym razie przeliczył się. Przy pierwszej dogodnej okazji wymknąłem się do łazienki, ubrałem w normalne (czyli rowerowe) ubranie i przepychając się przez tłum przebierających nóżkami w oczekiwaniu na darmową najebkę lemingów, dotarłem do roweru. Oskubałem siodełko z lodu (!), zerknąłem na zegarek, zakląłem i ruszyłem przed siebie. Miałem bowiem zdążyć do sklepu, przed 19:00, oczywiście wszystko się przeciągnęło i byłem w mocnym niedoczasie. Bo komuś uparło się zmarnować dwie i pół godziny mojego życia.
Do sklepu dotarłem na ostatnią chwilę, załatwiłem tylko jedną ze spraw, które miałem załatwić, i przez kałuże pobrnąłem w kierunku domu. Zabawna sprawa z tymi kałużami: im człowiek bliżej domu, tym bardziej mu wszystko jedno, ile wody wlewa mu się do butów.
Rano z kolei Hipcia musiała dotrzeć załatwić jedną sprawę o ósmej. I powiedziała, że sama nie jedzie, w związku z czym wstałem razem z nią o 6:30... o siódmej (!) byliśmy na rowerach, o siódmej trzy ruszyliśmy, o siódmej trzy i trzydzieści sekund wygrzmociłem się na lodzie. Po tym pouczającym doświadczeniu stwierdziliśmy, że jedziemy jezdnią. Odwiozłem Hipcię w okolice Jana Pawła i wróciłem do roboty. Na szczeście Prymasa była tylko odrobinę zalodzona, ale fragment miedzy pracą a Rondem Zesłańców... piękne lodowisko z ładnymi koleinami. Cud, że nie było gleby.
Do sklepu dotarłem na ostatnią chwilę, załatwiłem tylko jedną ze spraw, które miałem załatwić, i przez kałuże pobrnąłem w kierunku domu. Zabawna sprawa z tymi kałużami: im człowiek bliżej domu, tym bardziej mu wszystko jedno, ile wody wlewa mu się do butów.
Rano z kolei Hipcia musiała dotrzeć załatwić jedną sprawę o ósmej. I powiedziała, że sama nie jedzie, w związku z czym wstałem razem z nią o 6:30... o siódmej (!) byliśmy na rowerach, o siódmej trzy ruszyliśmy, o siódmej trzy i trzydzieści sekund wygrzmociłem się na lodzie. Po tym pouczającym doświadczeniu stwierdziliśmy, że jedziemy jezdnią. Odwiozłem Hipcię w okolice Jana Pawła i wróciłem do roboty. Na szczeście Prymasa była tylko odrobinę zalodzona, ale fragment miedzy pracą a Rondem Zesłańców... piękne lodowisko z ładnymi koleinami. Cud, że nie było gleby.
- DST 32.83km
- Czas 01:42
- VAVG 19.31km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 10 stycznia 2013
Kategoria do czytania, transport
Faza na dziury w dętkach?
Wczoraj, gdy wystartowaliśmy po kursie, Hipci zrobiło się coś miękko pod pupą. Tylne koło sflaczało, ale na szczęście udało się dojechać. I zamiast pomagać, tudzież robić coś do jedzenia, siedziałem przy łataniu dętki, rozważając o tym, że jedynym słusznym rozwiązaniem jest wziąć takich, co to szkło tłuką na chodnikach i przeciągnąć kilkanaście razy dupą po wspomnianym szkle, a potem, dla równego rachunku, przeciągnąć po tymże kilkanaście razy przodem.
Rano przywitała nas odwilż, zwiastująca, ze już niedługo (bo jutro) drogi rowerowe zmienią się w zgraje lodowych kolein. Nie powiem, że będzie mi smutno, gdy wrócę do jazdy jak człowiek, jezdnią.
Przy Rondzie Zesłańców spotkałem smutnego i trochę pękniętego Goro, który także wyglądał na zachwyconego tradycją tłuczenia szkła. Dzięki temu mógł przecież sobie pospacerować, a jak wszyscy wiedzą, spacery to samo zdrowie.
Rano przywitała nas odwilż, zwiastująca, ze już niedługo (bo jutro) drogi rowerowe zmienią się w zgraje lodowych kolein. Nie powiem, że będzie mi smutno, gdy wrócę do jazdy jak człowiek, jezdnią.
Przy Rondzie Zesłańców spotkałem smutnego i trochę pękniętego Goro, który także wyglądał na zachwyconego tradycją tłuczenia szkła. Dzięki temu mógł przecież sobie pospacerować, a jak wszyscy wiedzą, spacery to samo zdrowie.
- DST 41.22km
- Czas 02:15
- VAVG 18.32km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Środa, 9 stycznia 2013
Kategoria transport, do czytania
Praca
Z pracy szybko, hyc na sekcję.
Rano - życzenia noworoczne od Goro, który nadjechał znienacka.
Rano - życzenia noworoczne od Goro, który nadjechał znienacka.
- DST 22.76km
- Czas 01:05
- VAVG 21.01km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Wtorek, 8 stycznia 2013
Kategoria transport, do czytania
Z gołą dupą w pracy
Powrót z pracy standardowy, w końcu, po długiej przerwie (choroby, pakowanie, święta) udało się pojechać razem rowerem na kurs. Brakowało mi tego, mam dosyć samochodu.
Rano zrobiliśmy akcję pt. "weeeeeeeź chodź jeszcze chwilę się przytul...". I tak oto zbudziliśmy się 22 minuty po czasie. Błyskawiczne zebranie się do kupy, śniadanie mistrzów (wróciłem od wczoraj) zjedzone na stojąco, ruszamy, zajeżdżam do roboty i... i się okazuje, że cuś wcięło mi spodnie, które zawsze powinny czekać w robocie. Pewnie zabrałem je wczoraj, odruchowo, a w domu nie zauważyłem, gdy szybko pakowaliśmy się na kurs. Zatem chwilowo jestem w wersji "dupa goła, ale w obciskach" (alternatywnie: "ajm seksi end aj nołit!"). No to co? Myknę szybko do domu, zabiorę spodnie...
Kurwa.
Nie myknę. Rano, gdy się pakowaliśmy, nie znaleźliśmy jednego kompletu kluczy. Ponieważ wracam jako drugi, mam przy sobie tylko kluczyk do blokady, a więc droga na Bemowo prowadzi przez Centrum; jak nic będę w robocie najwcześniej na 10:00. Nic to. Musiałem poczekać, aż BlueShitty się otworzy... dobrze, że jest czas na promocje; kupienie spodni zajęło mi niecałe dziesięć minut.
Rano zrobiliśmy akcję pt. "weeeeeeeź chodź jeszcze chwilę się przytul...". I tak oto zbudziliśmy się 22 minuty po czasie. Błyskawiczne zebranie się do kupy, śniadanie mistrzów (wróciłem od wczoraj) zjedzone na stojąco, ruszamy, zajeżdżam do roboty i... i się okazuje, że cuś wcięło mi spodnie, które zawsze powinny czekać w robocie. Pewnie zabrałem je wczoraj, odruchowo, a w domu nie zauważyłem, gdy szybko pakowaliśmy się na kurs. Zatem chwilowo jestem w wersji "dupa goła, ale w obciskach" (alternatywnie: "ajm seksi end aj nołit!"). No to co? Myknę szybko do domu, zabiorę spodnie...
Kurwa.
Nie myknę. Rano, gdy się pakowaliśmy, nie znaleźliśmy jednego kompletu kluczy. Ponieważ wracam jako drugi, mam przy sobie tylko kluczyk do blokady, a więc droga na Bemowo prowadzi przez Centrum; jak nic będę w robocie najwcześniej na 10:00. Nic to. Musiałem poczekać, aż BlueShitty się otworzy... dobrze, że jest czas na promocje; kupienie spodni zajęło mi niecałe dziesięć minut.
- DST 40.32km
- Czas 01:59
- VAVG 20.33km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Poniedziałek, 7 stycznia 2013
Kategoria do czytania, transport
Do pracy
Dziwna sprawa z tą Prymasa. Jak wół napisane, że ograniczenie do osiemdziesięciu, a ludzie stoją w miejscu. A mogą przecież szybciej.
- DST 9.95km
- Czas 00:28
- VAVG 21.32km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Niedziela, 6 stycznia 2013
Kategoria > 50 km, do czytania
Sprawdzić, czy jeszcze umiemy jeździć...
Krótkie kółko przez Lipków-Wiktorów-Zaborówek-Umiastów. Tak - o, sprawdzić, czy w 2013 również potrafimy wyjść wyżej niż 10 km - praca - 10 km. Okazało się, że umiemy.
Mimo ciepłych rękawiczek dawało ostro po palcach, mimo że aż tak zimno nie było.
Rynek w Starych Babicach bardzo ładnie oświetlony, tak samo zresztą jak niektóre domki na wioskach.
Mimo ciepłych rękawiczek dawało ostro po palcach, mimo że aż tak zimno nie było.
Rynek w Starych Babicach bardzo ładnie oświetlony, tak samo zresztą jak niektóre domki na wioskach.
- DST 51.53km
- Czas 02:39
- VAVG 19.45km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 4 stycznia 2013
Kategoria transport
Z pracy
- DST 13.30km
- Czas 00:40
- VAVG 19.95km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 4 stycznia 2013
Kategoria do czytania, transport
Zdrowie wymaga poświęceń
...a żeby dowiedzieć się, czym zdrowy, musiałem wykonać badania krwi. W tym jakieś takie fikuśne, które trzeba robić po czternastogodzinnym niejedzeniu. Od osiemnastej nic nie jadłem, a Hipcia jeszcze mi na złość jadła cukierki i chuchała w moją stronę...
Rano wsiadłem na rower i zapiwszy burczacy żołądek odrobiną wody, poturlałem się przed siebie... a po chwili wreszcie coś zjadłem!
Rano wsiadłem na rower i zapiwszy burczacy żołądek odrobiną wody, poturlałem się przed siebie... a po chwili wreszcie coś zjadłem!
- DST 20.06km
- Czas 01:03
- VAVG 19.10km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 3 stycznia 2013
Kategoria do czytania, transport
Do pracy, Rodacy!
Standard, aż w uchu dzwoni.
- DST 21.30km
- Czas 01:02
- VAVG 20.61km/h
- VMAX 33.64km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Środa, 2 stycznia 2013
Kategoria transport, do czytania
Noworoczne "do pracy"
Kawałek z Hipcią po to, żeby zorientować się, że nie zabrałem (potrzebnego!) telefonu, powrót do domu, zabranie telefonu, do pracy. Do tego jeszcze wycieczka do lekarza i koniec.
- DST 20.85km
- Czas 01:06
- VAVG 18.95km/h
- Sprzęt Unibike Viper