Wpisy archiwalne w kategorii
transport
| Dystans całkowity: | 47847.78 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 2254:03 |
| Średnia prędkość: | 21.21 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 60.42 km/h |
| Suma podjazdów: | 704 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 191 (98 %) |
| Maks. tętno średnie: | 152 (78 %) |
| Suma kalorii: | 6134 kcal |
| Liczba aktywności: | 2279 |
| Średnio na aktywność: | 21.00 km i 0h 59m |
| Więcej statystyk | |
Poniedziałek, 31 marca 2014
Kategoria do czytania, transport
Zakończenie marca
Zakończyliśmy marzec. Dziwny miesiąc:
- Niby trzy tygodnie zimy, a przekroczone bez wysiłku 1300 km,
- Pobity rekord dystansu,
- Pobity rekord średniej dziennej,
- Pobity rekord średniej miesięcznej (!)
- DST 18.43km
- Czas 00:47
- VAVG 23.53km/h
- Sprzęt Zenon
Piątek, 28 marca 2014
Kategoria transport
Praca
- DST 23.42km
- Czas 00:58
- VAVG 24.23km/h
- Sprzęt Zenon
Piątek, 28 marca 2014
Kategoria transport
Z pracy
- DST 13.27km
- Czas 00:31
- VAVG 25.68km/h
- Sprzęt Zenon
Czwartek, 27 marca 2014
Kategoria do czytania, transport
Na wyjazd sakwiarski bez namiotu, śpiwora, karimaty...
Swego czasu przechodziliśmy przez ważenie wszystkiego, co się tylko rusza, dzięki czemu dowiedziałem się, że mój stary namiot waży coś około 3,2 kg, śpiwór gdzieś pod 1,6 kg, a karimata - 400 g. Razem wychodzi pięć kilo z ogonkiem. Pięć kilo, które trzeba ciągnąć na rowerze... a gdyby się tak tego pozbyć? Bez żadnych zobowiązań i skutków negatywnych, po prostu zawinąć na wyjazd bez tego? Każdy, kto jeździł z sakwami, wie, jak lekko chodzi rower, gdy się go znacznie odciąży...
Ponieważ wyjazd bez tych trzech rzeczy na wyjazd (a zwykle jeżdżę jednak gdy jest chłodniej i bardziej mokro) uznałem za kiepski pomysł, postanowiłem tego nadmiaru pozbyć się inaczej. Od chwili już podśmiechiwała się ze mnie Hipcia, a instruktorka na treningach wymownie dziobała mnie w brzuch. I w końcu, gdzieś pod koniec stycznia, zdałem sobie sprawę z teorii, którą wyłuszczyłem w pierwszym akapicie. A jako że 2014 jest rokiem większych sportowych wyznań i sporych oczekiwań, zarówno rowerowych, jak i wspinaczkowych, postanowiłem pozbyć się nadmiaru bagażu noszonego ze sobą wszędzie i tym samym zwiększyć możliwości zmniejszając jednocześnie obciążenie.
W niecałe dwa miesiące, używając tylko metody "żryj mniej" (batonów i bananów) i nie ograniczając sobie niczego, nie zmieniając też szczególnie trybu życia, pozbyłem się ponad sześciu kilo (co ciekawe, przed całym procesem, mimo że zaliczyłbym się do ludzi szczupłych, BMI wskazywało, że mam nadwagę - dowiedziałem się tego dopiero wtedy, gdy kupiłem sobie wagę). Docelowo chcę zniknąć jeszcze z cztery, żeby było dokładnie dziesięć mniej. Nie, nie czuję się lepiej, nie oddycha mi się lepiej, nie śpi mi się lepiej, bo nie startowałem z miejsca, gdzie było "gorzej". Rowerowo nie jestem w stanie ocenić zysków, ale wspinaczkowo widać, że zgina się dużo lepiej.
Ponieważ wyjazd bez tych trzech rzeczy na wyjazd (a zwykle jeżdżę jednak gdy jest chłodniej i bardziej mokro) uznałem za kiepski pomysł, postanowiłem tego nadmiaru pozbyć się inaczej. Od chwili już podśmiechiwała się ze mnie Hipcia, a instruktorka na treningach wymownie dziobała mnie w brzuch. I w końcu, gdzieś pod koniec stycznia, zdałem sobie sprawę z teorii, którą wyłuszczyłem w pierwszym akapicie. A jako że 2014 jest rokiem większych sportowych wyznań i sporych oczekiwań, zarówno rowerowych, jak i wspinaczkowych, postanowiłem pozbyć się nadmiaru bagażu noszonego ze sobą wszędzie i tym samym zwiększyć możliwości zmniejszając jednocześnie obciążenie.
W niecałe dwa miesiące, używając tylko metody "żryj mniej" (batonów i bananów) i nie ograniczając sobie niczego, nie zmieniając też szczególnie trybu życia, pozbyłem się ponad sześciu kilo (co ciekawe, przed całym procesem, mimo że zaliczyłbym się do ludzi szczupłych, BMI wskazywało, że mam nadwagę - dowiedziałem się tego dopiero wtedy, gdy kupiłem sobie wagę). Docelowo chcę zniknąć jeszcze z cztery, żeby było dokładnie dziesięć mniej. Nie, nie czuję się lepiej, nie oddycha mi się lepiej, nie śpi mi się lepiej, bo nie startowałem z miejsca, gdzie było "gorzej". Rowerowo nie jestem w stanie ocenić zysków, ale wspinaczkowo widać, że zgina się dużo lepiej.
- DST 19.89km
- Czas 00:48
- VAVG 24.86km/h
- Sprzęt Zenon
Środa, 26 marca 2014
Kategoria transport
Praca
- DST 23.11km
- Czas 00:54
- VAVG 25.68km/h
- Sprzęt Zenon
Wtorek, 25 marca 2014
Kategoria do czytania, transport
Praca
Do pracy dojechałem.
A w międzyczasie zmieniłem sobie menu po lewej stronie. Teraz jest takie inne, klikalne.
A w międzyczasie zmieniłem sobie menu po lewej stronie. Teraz jest takie inne, klikalne.
- DST 19.46km
- Czas 00:49
- VAVG 23.83km/h
- Sprzęt Zenon
Poniedziałek, 24 marca 2014
Kategoria do czytania, transport
Statyczycznie-gminożernie
Zaktualizowałem statystyki. Mazowieckie prowadzi - 52%, tuż za nim jest Warmińsko-Mazurskie; jedyne dwa województwa które zaliczyliśmy więcej niż w połowie.
- DST 7.86km
- Czas 00:17
- VAVG 27.74km/h
- Sprzęt Zenon
Piątek, 21 marca 2014
Kategoria do czytania, transport
Wiosna
No to i jest wiosna. I zaczęło się - jakieś osiemdziesiąt stopni w słońcu, na dzień dobry.
Trasa: dojazdy+dwa razy wizyta u lekarza.
Trasa: dojazdy+dwa razy wizyta u lekarza.
- DST 34.05km
- Czas 01:25
- VAVG 24.04km/h
- Sprzęt Zenon
Piątek, 21 marca 2014
Kategoria do czytania, transport
Wiosny dzień pierwszy
Żałowałem, że rano nie ubrałem się krótko - ale rano było jeszcze na to za chłodno. Po robocie było ciepło. Za ciepło jak na moje ubranie.
Ale trzeba oddać sprawiedliwość: słońce świeci, chmurki na błękitnym niebie się przesuwają. Jest, kurna, ładnie. Bo w końcu pierwszy dzień tej wiosny mamy, nie? I z tej okazji legenda Stolicy - Vavamuffin!
Ale trzeba oddać sprawiedliwość: słońce świeci, chmurki na błękitnym niebie się przesuwają. Jest, kurna, ładnie. Bo w końcu pierwszy dzień tej wiosny mamy, nie? I z tej okazji legenda Stolicy - Vavamuffin!
- DST 11.84km
- Czas 00:31
- VAVG 22.92km/h
- Sprzęt Zenon
Czwartek, 20 marca 2014
Kategoria do czytania, transport
I tu, i tam, transportowo po Warszawie
Rzadko kiedy zdarza się taki fajny dystans. Od kiedy nie mamy dodatkowej pracy dystanse w kategorii transportu do pracy trochę zdechły i to, co było standardem, czyli jazdy powyżej 40 km, obecnie jest zdecydowaną rzadkością. Sytuację trochę ratuje ścianka, dzięki temu można i w tygodniu wstrzelić okolice trzydziestu.
Wieczorem miało nie padać, a kropiło, ale jechało się bardzo przyjemnie. Wyjąwszy wiatr, który uparł się wiać prosto w twarz. Po treningu pojechaliśmy sobie jeszcze odebrać paczuchę z Paczkomatów.
Rano - do pracy na dziewiątą. Tak już mam fajnie, że w dni treningowe jadę na siódmą (o ile wstanę), żeby wyjść wcześniej, a po treningu - śpię dłużej i jadę właśnie na dziewiątą.
Wieczorem miało nie padać, a kropiło, ale jechało się bardzo przyjemnie. Wyjąwszy wiatr, który uparł się wiać prosto w twarz. Po treningu pojechaliśmy sobie jeszcze odebrać paczuchę z Paczkomatów.
Rano - do pracy na dziewiątą. Tak już mam fajnie, że w dni treningowe jadę na siódmą (o ile wstanę), żeby wyjść wcześniej, a po treningu - śpię dłużej i jadę właśnie na dziewiątą.
- DST 32.71km
- Czas 01:22
- VAVG 23.93km/h
- Sprzęt Zenon


















