Wpisy archiwalne w kategorii
transport
| Dystans całkowity: | 47847.78 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 2254:03 |
| Średnia prędkość: | 21.21 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 60.42 km/h |
| Suma podjazdów: | 704 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 191 (98 %) |
| Maks. tętno średnie: | 152 (78 %) |
| Suma kalorii: | 6134 kcal |
| Liczba aktywności: | 2279 |
| Średnio na aktywność: | 21.00 km i 0h 59m |
| Więcej statystyk | |
Środa, 19 marca 2014
Kategoria do czytania, transport
Podwójne hobby
Posiadanie podwojnego hobby ma pewne niepodważalne plusy. Robiąc i jedno, i drugie nie sposób się znudzić ani doprowadzić do przejedzenia; jeśli zabawa jednym stanie się choć trochę nużąca, to na pewno drugie zostało ostatnio zaniedbane i da sporą dawkę radości. Poza tym nie ma szans na zmarnowane dni: jeśli nie mam co robić to na pewno coś sobie znajdę; jeśli mam odpocząć - to mogę odpoczywać. Spora dawka deszczu, wichury i grad mogą mnie przegonić z roweru, ale ścianka pod dachem będzie gotowa na wspinanie.
Posiadanie podwójnego i aktywnego hobby ma też minusy. Ciężko jest, jak to mogą niektórzy, sieknąć sobie stówkę po pracy, tudzież weekend w weekend robić długodystansowe przebiegi na rowerze. Trzy razy w tygodniu jestem na ścianie i nie są to bynajmniej kurtuazyjne wyjścia a regularny trening. A minusem treningu, na przykład takiego w piątki, jest to, że zdarcie się w sobotę nad ranem z łóżka i jazda cały dzień stają się bardzo, bardzo niekuszące. No i, nie ukrywajmy, dzień restowy to dzień restowy, jazdy w dni po treningu nie przynoszą wzrostu mocy.
Gdy zacznie się lepsza pogoda, tj. będzie i cieplej, i sucho, przed weekendami będzie trzeba stanąć przed poważnym wyborem, do dyspozycji będą bowiem rower, ściana, Jura i Tatry. I wtedy trzeba będzie dopiero myśleć.
A na razie jest mokro. I jazdy uskuteczniam na dystansie dom-praca. Ale powoli zbliżają się wiosenne weekendy... i zastanawia mnie tylko kiedy będę odpoczywał.
Posiadanie podwójnego i aktywnego hobby ma też minusy. Ciężko jest, jak to mogą niektórzy, sieknąć sobie stówkę po pracy, tudzież weekend w weekend robić długodystansowe przebiegi na rowerze. Trzy razy w tygodniu jestem na ścianie i nie są to bynajmniej kurtuazyjne wyjścia a regularny trening. A minusem treningu, na przykład takiego w piątki, jest to, że zdarcie się w sobotę nad ranem z łóżka i jazda cały dzień stają się bardzo, bardzo niekuszące. No i, nie ukrywajmy, dzień restowy to dzień restowy, jazdy w dni po treningu nie przynoszą wzrostu mocy.
Gdy zacznie się lepsza pogoda, tj. będzie i cieplej, i sucho, przed weekendami będzie trzeba stanąć przed poważnym wyborem, do dyspozycji będą bowiem rower, ściana, Jura i Tatry. I wtedy trzeba będzie dopiero myśleć.
A na razie jest mokro. I jazdy uskuteczniam na dystansie dom-praca. Ale powoli zbliżają się wiosenne weekendy... i zastanawia mnie tylko kiedy będę odpoczywał.
- DST 25.07km
- Czas 01:00
- VAVG 25.07km/h
- Sprzęt Zenon
Wtorek, 18 marca 2014
Kategoria do czytania, transport
Praca
Znowu wieje, czasem trzeba się aż z lemondki podnieść, bo boczne podmuchy potrafią zdestabilizować gdy uderzą znienacka.
Czyżby lepsza pogoda na weekend? Chętnie przyjmę.
Czyżby lepsza pogoda na weekend? Chętnie przyjmę.
- DST 22.39km
- Czas 00:57
- VAVG 23.57km/h
- Sprzęt Zenon
Poniedziałek, 17 marca 2014
Kategoria do czytania, transport
Do pracy
Weekend upłynął spokojnie. W niedzielę prawie zostałem bulderowcem.
- DST 9.03km
- Czas 00:21
- VAVG 25.80km/h
- Sprzęt Zenon
Piątek, 14 marca 2014
Kategoria do czytania, transport
Piątek: transport i (zaległe) fotki
Mimo że wpis z piątku, to pisany w poniedziałek, już po aktualizacjach. Dodałem galerie w dwóch poniższych wpisach:
Rowerowo było bez szaleństw: do domu i kurs na ścianę. Średnia wyszła nikczemna, bo jak wiatr nie przeszkadzał, to spowalniały mnie korki.
- Tatry Słowackie (wrzesień 2012),
- Urodziny (grudzień 2012).
Rowerowo było bez szaleństw: do domu i kurs na ścianę. Średnia wyszła nikczemna, bo jak wiatr nie przeszkadzał, to spowalniały mnie korki.
- DST 24.81km
- Czas 01:05
- VAVG 22.90km/h
- Sprzęt Zenon
Piątek, 14 marca 2014
Kategoria do czytania, transport
Do pracy
W końcu, trzeci z wpisów dziś tworzonych! Wszystko przez Stefana, który mi się wepchnął ze swoją lemondką, musiałem się przejechać i zrobiła mi się seria Viper-Stefan-Viper.
Połczyńska przejechana w połowie za darmo, dzięki uprzejmości Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie.
[edit]
Na Hipkostronie zamieściłemdwie trzy kolejne relacje sprzed... półtora roku. Czekały i czekały aż Hipcia je przeczyta, ale uznałem, że to może za szybko nie nastąpić i niniejszym wrzucam. Zdjęć w dwóch pierwszych nie ma, jak znajdę czas to dodam:
Jak szaleć to szaleć.Trzecia relacja dorzucona (link powyżej) i - uwaga! - tam akurat są foty.
Gramy!
Połczyńska przejechana w połowie za darmo, dzięki uprzejmości Zarządu Transportu Miejskiego w Warszawie.
[edit]
Na Hipkostronie zamieściłem
- Tatry Słowackie (wrzesień 2012),
- Urodziny (grudzień 2012),
- Listopad na Jurze (listopad 2013).
Jak szaleć to szaleć.Trzecia relacja dorzucona (link powyżej) i - uwaga! - tam akurat są foty.
Gramy!
- DST 9.74km
- Czas 00:22
- VAVG 26.56km/h
- Sprzęt Zenon
Czwartek, 13 marca 2014
Kategoria transport
Z pracy
- DST 18.18km
- Czas 00:42
- VAVG 25.97km/h
- Sprzęt Zenon
Czwartek, 13 marca 2014
Kategoria do czytania, transport
Transportowo-łojancko + wyznanie o bieganiu
Trasa: praca-dom-ściana-dom-praca. Nuda. Tyle nowego, że wieczorem, po treningu, wróciliśmy do domu nieco naokoło.
Poza tym stwierdziłem wczoraj, że nie umiem biegać. Po prostu, po krzywu - nie umiem. Musiałem przebiec coś około 500 m, po pierwszych dwustu miałem nogi jak z drewna. Maszerować mogę bez końca, jechać na rowerze też, ze wspinaniem całkiem nieźle idzie, a biegania nie ma i koniec. Ostatni raz biegałem (za piłką) jakieś 10 lat temu, więc czuję się wytłumaczony. I tak na razie to zostanie - przy obecnym cyklu treningowym bieganie nie ma sensu. Dorżniemy tylko kolana, a to nie jest nikomu potrzebne.
W ramach ciekawostki: dziś kolega z pracy (nie ma jeszcze ksywki na potrzeby BS, nie możemy z El Stalkero wymyślić niczego tak pasującego jak jego dyżurna ksywka w pracy) dowiedział się, że na przejściu dla pieszych na DDR też należy ustąpić pieszym. Człowiek uczy się całe życie, tak mówią...
Przyszły do mnie lemondki do szos. Wieczorem będzie testowanie.
Poza tym stwierdziłem wczoraj, że nie umiem biegać. Po prostu, po krzywu - nie umiem. Musiałem przebiec coś około 500 m, po pierwszych dwustu miałem nogi jak z drewna. Maszerować mogę bez końca, jechać na rowerze też, ze wspinaniem całkiem nieźle idzie, a biegania nie ma i koniec. Ostatni raz biegałem (za piłką) jakieś 10 lat temu, więc czuję się wytłumaczony. I tak na razie to zostanie - przy obecnym cyklu treningowym bieganie nie ma sensu. Dorżniemy tylko kolana, a to nie jest nikomu potrzebne.
W ramach ciekawostki: dziś kolega z pracy (nie ma jeszcze ksywki na potrzeby BS, nie możemy z El Stalkero wymyślić niczego tak pasującego jak jego dyżurna ksywka w pracy) dowiedział się, że na przejściu dla pieszych na DDR też należy ustąpić pieszym. Człowiek uczy się całe życie, tak mówią...
Przyszły do mnie lemondki do szos. Wieczorem będzie testowanie.
- DST 38.76km
- Czas 01:30
- VAVG 25.84km/h
- Sprzęt Zenon
Środa, 12 marca 2014
Kategoria do czytania, transport
Transport
Wreszcie przyszły pedały, wieczorem więc przykręciłem je i u siebie, i u Hipci. Jedzie się dużo lepiej, tylko siodełko mam jakieś takie... miękkie. I takie... szerokie. Rano zarzuciłem bluzę (w końcu najwyższy czas przejść na lżejszy ubiór), a tu niespodzianka - zero stopni.
- DST 24.90km
- Czas 00:57
- VAVG 26.21km/h
- Sprzęt Zenon
Wtorek, 11 marca 2014
Kategoria do czytania, transport
Transport
Znowu ubraniowa hipsterka na maksa. Przez Dźwigową przeciągnąłem się za autobusem, końcówka to coś ponad kilometr powyżej 50 km/h.
Rano mieliśmy jechać razem z JKW, ale plany się cokolwiek pochrzaniły i nic z tego nie wyszło.
Rano mieliśmy jechać razem z JKW, ale plany się cokolwiek pochrzaniły i nic z tego nie wyszło.
- DST 24.93km
- Czas 00:55
- VAVG 27.20km/h
- Sprzęt Zenon
Poniedziałek, 10 marca 2014
Kategoria transport, do czytania
Lemoniadowy hipster
W sobotę przeczyściłem Vipera. W niedzielę okazało się, że nie dam rady odkręcić jednego z pedałów z Jaszczura, więc siłą rzeczy Viper na razie dostał platformy. Pierwsza jazda w poniedziałek była nietypowa, bo... do sądu. Pierwszy raz w życiu miałem okazję być w takim miejscu i nie mogłem sobie nie podarować pojechania tam rowerem (dla ciekawskich: nie, nikt mnie jeszcze nie zamyka, byłem na miejscu jako świadek). Pojechałem oczywiście w zwykłej koszulce i zwykłych butach, przebrałem się dopiero na miejscu, żeby ludzie na ulicy widzieli, że to nie byle bajker pojechał do sklepu po bułki(*). Radocha z położenia się w końcu na lemondce - ogromna!
Zajechałem, załatwiłem, wróciłem i w domu napotkałem problem. Do platform nie założę butów SPD, bo będą się ślizgały. Jak założę do obcisków trampki, będę wyglądał cokolwiek śmiesznie. Grzebnąłem w szafie i wyciągnąłem moje stare spodnie, w których dawno temu dojeżdżałem do pracy (spodnie w kolorze zgniła zieleń), założyłem trampki, podwinąłem jedną nogawkę (po namyśle podwinąłem i drugą, bez przesady) i ruszyłem do pracy.
Dopiero po takiej przerwie czuję, jak wielki jest to rower. Na szosie i na jaszczurze jestem bliżej gleby, na Viperze jestem zdecydowanie wyżej. Do tego dociążony sakwą (hurra, sakwa!) szedł jak czołg, trochę ciężej niż Jaszczur (wówczas plecakiem byłem dociążony ja).
(*) Mój ulubiony cytat z jakiejś dyskusji o kaskach. Tak właśnie ktoś uargumentował powód, dla którego jeździ na rowerze w kasku.
Zajechałem, załatwiłem, wróciłem i w domu napotkałem problem. Do platform nie założę butów SPD, bo będą się ślizgały. Jak założę do obcisków trampki, będę wyglądał cokolwiek śmiesznie. Grzebnąłem w szafie i wyciągnąłem moje stare spodnie, w których dawno temu dojeżdżałem do pracy (spodnie w kolorze zgniła zieleń), założyłem trampki, podwinąłem jedną nogawkę (po namyśle podwinąłem i drugą, bez przesady) i ruszyłem do pracy.
Dopiero po takiej przerwie czuję, jak wielki jest to rower. Na szosie i na jaszczurze jestem bliżej gleby, na Viperze jestem zdecydowanie wyżej. Do tego dociążony sakwą (hurra, sakwa!) szedł jak czołg, trochę ciężej niż Jaszczur (wówczas plecakiem byłem dociążony ja).
(*) Mój ulubiony cytat z jakiejś dyskusji o kaskach. Tak właśnie ktoś uargumentował powód, dla którego jeździ na rowerze w kasku.
- DST 13.13km
- Czas 00:33
- VAVG 23.87km/h
- Sprzęt Zenon


















