Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136654.57 km
  • Zajęło to: 259d 12h 39m
  • Średnia: 21.90 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Wpisy archiwalne w kategorii

transport

Dystans całkowity:47847.78 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:2254:03
Średnia prędkość:21.21 km/h
Maksymalna prędkość:60.42 km/h
Suma podjazdów:704 m
Maks. tętno maksymalne:191 (98 %)
Maks. tętno średnie:152 (78 %)
Suma kalorii:6134 kcal
Liczba aktywności:2279
Średnio na aktywność:21.00 km i 0h 59m
Więcej statystyk
Poniedziałek, 27 stycznia 2014 Kategoria transport

Poniedziałek!

  • DST 8.11km
  • Czas 00:24
  • VAVG 20.27km/h
  • Sprzęt Jaszczur
Piątek, 24 stycznia 2014 Kategoria do czytania, transport

Zaiste, ciekawy był to dzień

W czwartek udało mi się w końcu wykręcić z firmowej imprezy. Nikt mnie nie zmuszał do przyjścia "choć na chwilę", więc mogłem spokojnie swoje odsiedzieć i pojechać do domu. Nie byłbym sobą, gdybym czegoś nie wykombinował, więc machnąłem się przez okolicę budynku, w którym owa impreza była, strzeliłem sobie słitfocię z budynkiem w tle (żeby dnia kolejnego pokazać, że to nieprawda, że mnie nie było) i zawinąłem do bazy, po drodze patrząc na ambitnych, którzy w garniturach i bez czapek poginali na piechotę z przystanku (a do przejścia było coś około kilometra).

Następnego dnia moja abstynencja została wynagrodzona. Gdybym poszedł, to zapewne bym coś tam spożył, licho wie, czy tylko troszkę, czy trochę więcej i czy wskutek tego "trochę więcej" mógłbym wsiąść na rower tak rano, jak było to zaplanowane (o kaca się nie boję, od ponad dwóch lat nie miałem, jakoś wiem, ile powinienem wypić). A skoro nie piłem i mogłem jechać, to wstałem o szóstej rano i o szóstej dwadzieścia osiem wyszedłem przed blok. Wsiadłem na rower i oczy me zachwyciło piękno przedświtu. Ciemna, rozświetlona latarniami Warszawa, delikatnie prószący suchutki śnieżek, ruch znikomy... Temperatura przyjazna życiu i zdrowiu, chusta przymarzała mi do brody, okulary walczyły o termiczną dominację z nasadą nosa; pierwsze z tych zdarzeń bardzo lubię, a drugie to wynik tego, że teraz jeżdżę w okularach zapasowych, bo "główne" trochę pękły. Na miejscu byłem trochę za wcześnie, a jako że siódma jest graniczną godziną i przed nią wchodzić nie wolno, zawinąłem jeszcze kółko przez uliczki na Ochocie. Dla zainteresowanych (choć bardziej dla siebie): było jakieś -17, odczuwalna: -25.

W pracy... w pracy zostałem zaskoczony. Niektórzy pewnie wiedzą, że urodziny me wypadają w wigilię. Dzisiaj, czyli miesiąc po tym (niewygodnym i urlopowym) terminie (w końcu wówczas byłem sam w pracy ze ściągniętym awaryjnie El Stalkero), ludziki z pracy złożyły mi życzenia i wręczyły prezent. Tego to ja się nie spodziewałem, gdy kupry podniosły się z siedzeń zacząłem się zastanawiać, komu będziemy życzenia składać... Dostałem koszulkę i - uwaga - przyciemniane okulary z kamerą. Niestety, instrukcja sugeruje temperatury działania powyżej zera, więc zrezygnowałem z testowania jej w drodze do domu, ale coś pewnie na dniach nagram i wrzucę.

Wskutek powyższego nie udało mi się wyjść z roboty tak, jak planowałem (czyli o 16:00), ale o 17:30, na szczęście byłem w domu na tyle wcześnie, że zdążyliśmy jeszcze zebrać się na ścianę i z niej wrócić, również rowerem. Trochę to dziwnie wygląda z zewnątrz, bo na treningi jeździliśmy samochodem przez całą wiosnę, lato i jesień, a na rower wsiadamy dopiero, gdy jest grubo poniżej -10.

Dla formalności dodam, że dojechawszy w piątek do pracy przekroczyłem tysiąc kilometrów w tym roku (tym samym jest to mój najlepszy styczeń w historii).
  • DST 39.41km
  • Czas 01:56
  • VAVG 20.38km/h
  • Sprzęt Jaszczur
Czwartek, 23 stycznia 2014 Kategoria do czytania, transport

Dokręcony termometr

Zeszłej zimy zarówno metodą czytania komentarzy, jak również metodą doświadczalną, sprawdziłem, że mój termometr w liczniku zamyka się przy minus dziesięciu. Przy jeździe do domu nie dobiło do tej wartości, ale gdy (wykorzystując, żem przyszedł wcześniej) jechaliśmy rowerem z treningu, termometr osiągnął wartość graniczną bardzo szybko, bo po zaledwie trzech kilometrach. Przedłużyliśmy sobie nawet powrotną trasę przez Lazurową - przyjemna, wieczorna, mroźna jazda.

Poranna trasa dokręciła termometr na maksa już po czterech kilometrach. Asfalt biały i suchy, DDR-ki - błyszczące i pokryte lodem. Z tego, co widzę, nawet sporo samobójców tamtędy jeździ. U mnie, w BlueShitty, drugi "całoroczny" zniknął jakieś trzy miesiące temu (może zmienił pracę), od tamtej pory mój rower jest jedynym parkującym pod pracą.
  • DST 27.69km
  • Czas 01:19
  • VAVG 21.03km/h
  • Sprzęt Jaszczur
Środa, 22 stycznia 2014 Kategoria do czytania, transport

Taką zimę to ja lubię

Wieczorem, po pracy, czekała mnie wycieczka na miasto - załatwienie jednej sprawy, którą można załatwić tylko od dwudziestej. Na szczęście nie musiałem nigdzie czekać - w miejscu pracy mogłem spędzić trochę czasu, czyniąc dobro na rzecz Firmy. Tym razem nie było żadnego wymykania przed czasem (jak to ostatnio uskuteczniała Klusia): cały zespół (z wyjątkiem Pięknego Lolo, który "jeszcze tylko coś musiał zrobić") siedział grzecznie i zniknął o tej samej godzinie - około dwudziestej.

To, co miałem załatwić, było "aż" na Nowowiejskiej. A skoro tam, to i wycieczka zrobiła się całkiem spora, jak na zwykły powrót z pracy. Jezdnie robiły się coraz bardziej suche, ruch znikomy, temperatura uczciwa - dziewięć na minusie. Łącznie wyszło ze dwadzieścia kilometrów plątania się po spokojnej, nocnej Warszawie.

Rankiem temperatura jeszcze spadła (doszliśmy do -9,9 przy wjeździe do garażu, ale jeszcze był potencjał), asfalt jeszcze bardziej wysechł i jeszcze bardziej się wybielił. To teraz poproszę tak zatrzymać i nie podnosić temperatury aż do marca. Obniżać wolno.

A poniższe z dedykacją dla zmarzlaków:

  • DST 30.22km
  • Czas 01:26
  • VAVG 21.08km/h
  • Sprzęt Jaszczur
Wtorek, 21 stycznia 2014 Kategoria do czytania, transport

I jeszcze chłodniej

Wieczorem to mi się po łapach dostało. Już przed domem małe palce u dłoni zaczynały marudzić że im zimno.
Rano - już prawie -8. Ciekawe kiedy nadejdzie to zapowiadane -25.
  • DST 24.24km
  • Czas 01:07
  • VAVG 21.71km/h
  • Sprzęt Jaszczur
Poniedziałek, 20 stycznia 2014 Kategoria do czytania, transport

Witaj poniedziałku!

Temperatura wreszcie uczciwa, poniżej -6, ponieważ na drodze mokro skusiłem sie na spodnie przeciwdeszczowe. Luksus: wszystko suche.
  • DST 7.69km
  • Czas 00:22
  • VAVG 20.97km/h
  • Sprzęt Jaszczur
Piątek, 17 stycznia 2014 Kategoria do czytania, transport

Recepta na udany wieczór

Nadchodzi wieczór. Zbliża się godzina osiemnasta, sporo ludzi znika już z pracy. Klimatyzacja szumi spokojnie, myszki klikają, drzwi trzaskają, bo kolejni szczęśliwcy udają się na wieczorny odpoczynek. W końcu zostaje nas czwórka. Klusia dystyngowanie sunie przez pokój, odziewa się w czerń i rzucając nam krótkie "Cześć" oddala się zniknąć w ciemnoszarym mroku, by tam pewnie wyśmiać się do rozpuku z trzech ofiar losu, którym ów kazał zostać. Zamiast... właśnie. Zamiast posiedzieć z kolegami, pocieszyć, dotrzymać towarzystwa... po prostu ucieka do domu! Brak mi słów.

Z trzech potępionych miało zostać dwóch, bo już byłem również przebrany, gdy nagle Piękny Lolo mruknął coś o kolejnym problemie... Przebrany już siadam do komputera i tak siedzimy sobie przez kolejne półtorej godziny, ramię w ramię, trzech muszkieterów myszy i klawiatury: Piękny Lolo, El Stalkero i autor niniejszych słów. W końcu jednak problemy się kończą (albo przynajmniej zostają przygaszone) i można znikać.

I tak o, zamiast wyjść tuż po osiemnastej wychodzę jakoś przed 21:00. Magia korpo, abra-pracuj-kadabra.

Na szczęście w nagrodę dostałem spokojną, pustą Warszawę i sypiący spokojnie śnieg. Ruchu zero, ulice suche, aż chce się jechać gdzieś dalej. Ale dalej nie ma po co, bo w domu czeka kolejna nagroda za ciepliwie i dzielnie przepracowany dzień.

Poranek za to przywitał mnie rozjeżdżonym na ulicach śniegiem... Tu już przyjemność z jazdy się skończyła.
  • DST 24.24km
  • Czas 01:04
  • VAVG 22.72km/h
  • Sprzęt Jaszczur
Piątek, 17 stycznia 2014 Kategoria do czytania, transport

Zaległości się robią

A zaległości mają to do siebie, że człowiek nie pamięta jaka była pogoda. Człowiek pamięta tylko, że w celu wyjechania na Śmigłowca (czyli w celu uniknięcia wątpliwej przyjemności jazdy zaśnieżonym Tym, Co Kiedyś Było DDR) przemknął się garażami pod BlueShitty i leciał jakoś bocznymi dróżkami. A potem już człowiek jechał standardowo do domu. Jezdnią, oczywiście, bo DDR nie istnieją.
  • DST 8.65km
  • Czas 00:22
  • VAVG 23.59km/h
  • Sprzęt Jaszczur
Czwartek, 16 stycznia 2014 Kategoria do czytania, transport

Dopracowo

Trasa standardowa. Jedyną atrakcją był leżący dookoła śnieg - wreszcie Warszawa zaczyna ładnie wyglądać. Śmieszki rowerowe "oczywiście" nieodśnieżone, więc - co zrobić - jezdnia.
  • DST 20.98km
  • Czas 00:56
  • VAVG 22.48km/h
  • Sprzęt Jaszczur
Środa, 15 stycznia 2014 Kategoria do czytania, transport

Roboczo

Wieczorem znowu wyjątkowo - Hipcia po mnie przyjechała.
A rano miałem wstać jak dzień wcześniej, o szóstej. Prawie wyszło, tylko zapomniałem budzika nastawić... dzięki temu miałem okazję jechać w śniegu. Pod BlueShitty nawet konkretnym śniegu.
  • DST 16.66km
  • Czas 00:45
  • VAVG 22.21km/h
  • Sprzęt Jaszczur

stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl