Wpisy archiwalne w kategorii
transport
| Dystans całkowity: | 47847.78 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 2254:03 |
| Średnia prędkość: | 21.21 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 60.42 km/h |
| Suma podjazdów: | 704 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 191 (98 %) |
| Maks. tętno średnie: | 152 (78 %) |
| Suma kalorii: | 6134 kcal |
| Liczba aktywności: | 2279 |
| Średnio na aktywność: | 21.00 km i 0h 59m |
| Więcej statystyk | |
Wtorek, 22 listopada 2011
Kategoria do czytania, transport, waypointgame
Praca, kurs i waypointy
Trochę tego jeżdżenia było. Popołudniowa i poranna Warszawa, nocna Praga. Szczególnie nocna praga - ul. Środkowa, przez otwarte bramy widać świecące się pod kapliczkami znicze, w okolicy trzech panów dresiarzy zaczyna się nami interesować (głupota z naszej strony: trzeba było ustawić rowery pyskiem w kierunku ucieczki, bo gdyby skoczyli, to byłaby szansa, że nas dogonią zanim osiągniemy prędkość międzygwiezdną), ale poprzestają na patrzeniu. O tej godzinie latarką po dziwnych miejscach musi świecić albo ktoś niezrównoważony, albo jakiś psychopata. :)
Udało mi się opanować w miarę telefon, zatem mam możliwość korzystania z nawigacji i uproszczenia sobie drogi. Jest szybciej (szczególnie, gdy chodzi o odpisywanie), ale mniej klimatycznie (urządzenie, które doprowadza pod sam punkt nie jest tak fajne, jak znalezienie go tylko dzięki mapie i notatkom. Niestety, życie weryfikuje plany: odpisywanie ostatniej wycieczki do puszczy kosztowało mnie ponad pół godziny. Zatem te trudniejsze (dłuższe) do opisania punkty będę sobie giepeesował, żeby przyspieszyć robotę. Czasem nawet te moje pięćset znaków na minutę to za wolno :]
Perełka na dziś: Cmentarz choleryczny. Zamknięty w trójkącie między nasypami kolejowymi i otoczony brzozowym zagajnikiem. Polecamy - oczywiście po zmroku. Kodu za to proponujemy nie zdobywać, ile my się nakombinowaliśmy, to glowa mała. Rozumiem litery greckie w kodzie - te akurat były czytelne, ale polskich znaków, jako żywo, bym się nie spodziewał. Zwłaszcza, że vlepka była upaskudzona klejem i ciężko było zauważyć "ogonek".
Z innej beczki: kolega z pracy dziś (po rozmowach ze mną) przyjechał zaopatrzony w SPD. I mówi, że fajniej. Tylko patrzeć, aż kupi sobie obciski. Tak zaczyna się szaleństwo...
Udało mi się opanować w miarę telefon, zatem mam możliwość korzystania z nawigacji i uproszczenia sobie drogi. Jest szybciej (szczególnie, gdy chodzi o odpisywanie), ale mniej klimatycznie (urządzenie, które doprowadza pod sam punkt nie jest tak fajne, jak znalezienie go tylko dzięki mapie i notatkom. Niestety, życie weryfikuje plany: odpisywanie ostatniej wycieczki do puszczy kosztowało mnie ponad pół godziny. Zatem te trudniejsze (dłuższe) do opisania punkty będę sobie giepeesował, żeby przyspieszyć robotę. Czasem nawet te moje pięćset znaków na minutę to za wolno :]
Perełka na dziś: Cmentarz choleryczny. Zamknięty w trójkącie między nasypami kolejowymi i otoczony brzozowym zagajnikiem. Polecamy - oczywiście po zmroku. Kodu za to proponujemy nie zdobywać, ile my się nakombinowaliśmy, to glowa mała. Rozumiem litery greckie w kodzie - te akurat były czytelne, ale polskich znaków, jako żywo, bym się nie spodziewał. Zwłaszcza, że vlepka była upaskudzona klejem i ciężko było zauważyć "ogonek".
Z innej beczki: kolega z pracy dziś (po rozmowach ze mną) przyjechał zaopatrzony w SPD. I mówi, że fajniej. Tylko patrzeć, aż kupi sobie obciski. Tak zaczyna się szaleństwo...
- DST 53.32km
- Czas 02:42
- VAVG 19.75km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Poniedziałek, 21 listopada 2011
Kategoria do czytania, transport
Czy Hipopotamy jeżdżą na orientację?
Tego nie wiemy. Wikipedia nic o tym nie wspomina, Google milczy. Zatem - trzeba to sprawdzić. Zwłaszcza, że wczoraj przyszedł do mnie zagadkowy mail, o równie zagadkowej treści:
Dlaczego zakłady w Ursusie popadły w ruinę? Kim była siódma córka właściciela? Co czeka mieszkańców osiedla na zburzonych halach?
Spotykamy się w sobotę 26 listopada o godz. 19:00 na skwerze w okolicach stacji PKP w Ursusie (wylot ulicy Wojciechowskiego).
Zabieramy ze sobą oświetlenie, plan Warszawy i Piastowa oraz zamknięcie rowerowe ze względu na metę. Wpisowe 5zł przeznaczone na nagrody.
Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie (a wiele może stanąć, od mobilizacji wewnętrznej, przez alkohol, do braku map), to może się wybierzemy. Trzeba zacząć od map.
---
Kontynuuję swoją walkę z lewą stopą. Przez weekend przesuwałem bloki, w końcu znalazłem dobre ułożenie. W sobotę za luźno spiąłem buty. Dziś za mocno. Ale jest jakiś postęp - nie cierpną okolice palców, tylko okolice pięty. I mniej. Idziemy w dobrą stronę.
Dlaczego zakłady w Ursusie popadły w ruinę? Kim była siódma córka właściciela? Co czeka mieszkańców osiedla na zburzonych halach?
Spotykamy się w sobotę 26 listopada o godz. 19:00 na skwerze w okolicach stacji PKP w Ursusie (wylot ulicy Wojciechowskiego).
Zabieramy ze sobą oświetlenie, plan Warszawy i Piastowa oraz zamknięcie rowerowe ze względu na metę. Wpisowe 5zł przeznaczone na nagrody.
Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie (a wiele może stanąć, od mobilizacji wewnętrznej, przez alkohol, do braku map), to może się wybierzemy. Trzeba zacząć od map.
---
Kontynuuję swoją walkę z lewą stopą. Przez weekend przesuwałem bloki, w końcu znalazłem dobre ułożenie. W sobotę za luźno spiąłem buty. Dziś za mocno. Ale jest jakiś postęp - nie cierpną okolice palców, tylko okolice pięty. I mniej. Idziemy w dobrą stronę.
- DST 8.46km
- Czas 00:25
- VAVG 20.30km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 18 listopada 2011
Kategoria do czytania, transport
Szorujemy do pracy
Bo już jutro... wolne! A jak wolne, to może uda się zaplanowac jakąś ciekawą wycieczkę. Albo, na przykład, siedzieć cały dzień w domu razem i opierniczać się. Albo... no, coś się wymyśli.
- DST 23.18km
- Czas 01:00
- VAVG 23.18km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 18 listopada 2011
Kategoria do czytania, transport
Zaliczamy gminy
Znalazłem nową zabawę: Zalicz Gminę. Wyszło, że na razie zdobytych mamy 45 gmin w całej Polsce. Dobre i to na początek.
- DST 10.07km
- Czas 00:25
- VAVG 24.17km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 17 listopada 2011
Kategoria do czytania, transport, waypointgame
Kolejne nocno-wieczorno-dojazdowe turlanie dropsa
Po pracy przychodzi czas na kurs. Po dwóch godzinach przeganiania ludzi za bardzo nam się nie chce nigdzie ruszać kupra, ale Surf coś tam narzekał, że niby naszej naklejki nie ma, więc trzeba było to sprawdzić. Ruszamy zatem w kierunku Bródna, na miejscu okazuje się, że to, co jeszcze w piątek w nocy było szkieletem dachu i stało krzywo, teraz leży elegancko na podłodze i ma format ramy; środkowe poprzeczki zostały równo wycięte. Moja wina, nie przypuściłem, że zardzewiałym szkieletem mogą zainteresować się złomiarze. Teraz vlepka jest bezpieczniejsza. Gdy ja szukam miejsca na naklejkę, Hipcia szwęda się po krzakach. Wśród równo zagrabionych kupek suchych liści znajduje... No właśnie, co Hipcia może znaleźć? Nie portfel, nie komorkę, nie złoty łańcuszek. Hipcia znajduje martwego lisa. Przez chwilę nawet myślimy, żeby w nim ukryć vlepkę, ale coś nam podpowiada, że to może być nietrwała kryjówka.
Wracamy do domu w miarę możliwości sprawnie, bo Hipcia powoli zaczyna tracić czucie w łapkach; w połowie drogi gdzieś je odzyskuje, ale tempo już utrzymujemy. Na drogach spokój, teraz jeszcze, gdy wieczorami jest chłodno, ludzie siedzą w domach, więc prócz pojedynczych samochodów, mamy ciszę i spokój do samego domu.
Rano za oknem pojawia się mleko. Przewidująco zakładam softshella, co przez większość trasy okazuje się być dobrym pomysłem. Ochraniacze na buty - rownież. W siodle jesteśmy 8:06, więc jest szansa na dłuższą trasę razem - do III przystanku. Miasto robi się przyjemnie zimowe: przy jezdni mamy już szron, po bokach i na chodnikach biało. A na Grzybowskiej korek, jak rzadko, ale biel dookoła rekompensuje mniejszą prędkość.
[edit]
Hipcia ze swojej strony, na swoim Bike-oTweetoLogu całą wycieczkę podsumowała była o tak: Opowieści z Waypnii - Hipek, zdechły lis i stara chałupa. Podkreślam, że po "Hipek" jest przecinek.
Wracamy do domu w miarę możliwości sprawnie, bo Hipcia powoli zaczyna tracić czucie w łapkach; w połowie drogi gdzieś je odzyskuje, ale tempo już utrzymujemy. Na drogach spokój, teraz jeszcze, gdy wieczorami jest chłodno, ludzie siedzą w domach, więc prócz pojedynczych samochodów, mamy ciszę i spokój do samego domu.
Rano za oknem pojawia się mleko. Przewidująco zakładam softshella, co przez większość trasy okazuje się być dobrym pomysłem. Ochraniacze na buty - rownież. W siodle jesteśmy 8:06, więc jest szansa na dłuższą trasę razem - do III przystanku. Miasto robi się przyjemnie zimowe: przy jezdni mamy już szron, po bokach i na chodnikach biało. A na Grzybowskiej korek, jak rzadko, ale biel dookoła rekompensuje mniejszą prędkość.
[edit]
Hipcia ze swojej strony, na swoim Bike-oTweetoLogu całą wycieczkę podsumowała była o tak: Opowieści z Waypnii - Hipek, zdechły lis i stara chałupa. Podkreślam, że po "Hipek" jest przecinek.
- DST 48.13km
- Czas 02:16
- VAVG 21.23km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Środa, 16 listopada 2011
Kategoria do czytania, transport
Nareszcie pozbyłem się ciepła
Z pracy - cisza i spokój. Trochę padało jakieś marznące cuś, ale nie przeszkadzało bardziej, niż powinno.
Do pracy - zgodnie z zapowiedzią, zrezygnowawszy z softshella, założylem zwykłą bluzę. I okazało się to dobrym rozwiązaniem. Pisali, że niby odczuwalne zero stopni: nie było ani za ciepło, ani za zimno, w sam raz.
Hipcię odstawiłem na II przystanek i zawinąłem do pracy. Przy Szczęśliwickiej chłopaki budują kolejny odcinek DDR. Barbarzynstwo! I nawet tamtędy będę musiał tłuc się dróżką rowerową, narażając swoje zdrowie i życie, zamiast jak uczciwy uczestnik ruchu sunąć jezdnią? Założyłbym akcję "uchrońmy Warszawę przed DDR". Chociaż "Wypuśćmy rowery na jezdnie" też nieźle, nawet chyba lepiej brzmi: kto chce, niech się tłucze DDRem, jego sprawa; ale niech mi nie grozi 200zł nagrody za to, że chcę być bezpieczniejszy i jadę jezdnią.
Na WaypointGame posucha. Nikt nie jeździ, prawie wszyscy pochowali rowery pod kocyki i czekają na wiosnę. Co dziwne, codziennie rejestruje się jakiś nowy zawodnik. Alternatywne osobowości już grających zawodników? ;-)
Do pracy - zgodnie z zapowiedzią, zrezygnowawszy z softshella, założylem zwykłą bluzę. I okazało się to dobrym rozwiązaniem. Pisali, że niby odczuwalne zero stopni: nie było ani za ciepło, ani za zimno, w sam raz.
Hipcię odstawiłem na II przystanek i zawinąłem do pracy. Przy Szczęśliwickiej chłopaki budują kolejny odcinek DDR. Barbarzynstwo! I nawet tamtędy będę musiał tłuc się dróżką rowerową, narażając swoje zdrowie i życie, zamiast jak uczciwy uczestnik ruchu sunąć jezdnią? Założyłbym akcję "uchrońmy Warszawę przed DDR". Chociaż "Wypuśćmy rowery na jezdnie" też nieźle, nawet chyba lepiej brzmi: kto chce, niech się tłucze DDRem, jego sprawa; ale niech mi nie grozi 200zł nagrody za to, że chcę być bezpieczniejszy i jadę jezdnią.
Na WaypointGame posucha. Nikt nie jeździ, prawie wszyscy pochowali rowery pod kocyki i czekają na wiosnę. Co dziwne, codziennie rejestruje się jakiś nowy zawodnik. Alternatywne osobowości już grających zawodników? ;-)
- DST 23.18km
- Czas 01:01
- VAVG 22.80km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Wtorek, 15 listopada 2011
Kategoria do czytania, transport
Spotkanie na DDR... jednak nie.
Powrót z pracy standardowo. W drodze na kurs z przodu pojawia się jakiś rowerzysta. Jakoś wolno jechał, więc doganiamy go na Maczka na pierwszych światłach (na czerwonym). Czekamy na światło, a koleżka kręci sobie kółka. Ruszamy: my DDRem, gość najeżdża w naszą stronę od chodnika. Hipcia przejeżdża pierwsa, gość rozpędza się... i stajemy, na przejściu dla pieszych na DDR. Ja jechałem prawidłowo - cały czas DDRem, gość - nie dość, że jechał chodnikiem, to jeszcze najwyraźniej zamierzał przeciąć przejście i pojechać dalej chodnikiem, a przed całym manewrem jeszcze się rozpędził. Krótko: próbował wymusić pierwszeństwo. Zwracam się ku niemu... to, co wystaje spod okularów/kasku/buffa przypomina Damiana. Dodatkowo jeszcze siedzi toto na kolarce. Rezygnuję zatem z należnego opierniczenia (bo i tak się spieszymy, jadąc czasowo na styk), rzucamy tylko "O, cześć, Damian!" i jadę dalej.
Problem w tym, że Damian zaprzeczył, jakoby tam był. Zatem miał chłopiec szczęście.
W kierunku "do pracy" odwozę Hipcię do III przystanku i wracam do roboty. Podniesione rano siodełko sprzyja lepszemu pedałowaniu (teraz już wiem, czemu tak dziwnie było). Ogólnie, jedzie się nam dobrze... za dobrze. Softshell robi swoje, ciepłe gatki robią swoje i ostatnie sześć kilometrów pokonuję już z gołą głową, żeby jakoś to ciepło mogło uchodzić. Czyli jednak na takie pogody, jak dzisiaj, kiedy temperatura uśredniona oscyluje około dwóch stopni, a odczuwalna to zero, trzeba wrócić do zestawu koszulka + bluza; softshell jeszcze za ciepły na takie zabawy.
Problem w tym, że Damian zaprzeczył, jakoby tam był. Zatem miał chłopiec szczęście.
W kierunku "do pracy" odwozę Hipcię do III przystanku i wracam do roboty. Podniesione rano siodełko sprzyja lepszemu pedałowaniu (teraz już wiem, czemu tak dziwnie było). Ogólnie, jedzie się nam dobrze... za dobrze. Softshell robi swoje, ciepłe gatki robią swoje i ostatnie sześć kilometrów pokonuję już z gołą głową, żeby jakoś to ciepło mogło uchodzić. Czyli jednak na takie pogody, jak dzisiaj, kiedy temperatura uśredniona oscyluje około dwóch stopni, a odczuwalna to zero, trzeba wrócić do zestawu koszulka + bluza; softshell jeszcze za ciepły na takie zabawy.
- DST 43.99km
- Czas 02:02
- VAVG 21.63km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Poniedziałek, 14 listopada 2011
Kategoria do czytania, transport
Do pracy po weekendzie
Oj, jak nie chciało się wstawać rano...
- DST 10.01km
- Czas 00:28
- VAVG 21.45km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 10 listopada 2011
Kategoria do czytania, transport
Powrót z pracy przed długim weekendem
Szału nie było: wróciłem po prostu z pracy. A potem, w tłumie ludzi, ruszyliśmy do hipermarketu, zrobić zapasy przed nadciągającym czerwonym świętem. Dwa razy o mało co odruchowo nie zasygnalizowałem skrętu, zamyślony pchając wózek. Co zresztą zdarza mi się również, gdy zamyślony idę korytarzem. Ot, odruch.
- DST 10.17km
- Czas 00:24
- VAVG 25.42km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 10 listopada 2011
Kategoria do czytania, transport
Poprawiamy technikę pedałowania
Jako że już tak mam, że jedyne części ciała, które są w stanie mi zmarznąć, to stopy i dłonie, czas nadszedł, by zadbać o komfort dla tychże. W tymże celu poprosiłem Panią moją najmilszą, żeby odkopała mi moje pokrowce na buty. W nich pojechałem na kurs... a akurat wieczór był ciepły :/ Na szczęście, gdy już wracaliśmy, zrobiło się chłodniej i można było rzec, że pokrowce funkcję swą spełniają. Trzeba jeszcze odkopać jesienne rękawiczki i Hipek gotów na zimowe zmagania.
Czas, gdy lewej nogi nie było i musiałem pedałować mocniej prawą (a momentami tylko prawą, gdy lewa zwisała wypięta i odpoczywała), uświadomił mi, że z moją techniką pedałowania jest coś nie tak. Konkretnie: że jej nie ma. Samo ćwiczenie pedałowania jedną tylko nogą pokazało, w których momentach nie dokładam siły, a jedynie transportuję pedał na miejsce. Od dwóch dni zmieniam sobie przełożenie na cięższe i ćwiczę nieprzerwane dostarczanie mocy w korbę. Łydki nie czują się dobrze z tym pomysłem.
Jadąc do pracy odstawiłem Hipcię do przystanku II (Siedmiogrodzka/Karolkowa) i zwinąłem kuper do starego miejsca pracy, odebrać przesyłkę, która jakimś cudem tam trafiła. Smar do łańcucha. W samą porę.
Ostatni kilometr przycisnąłem maksymalnie. To dobry pomysł, tak sobie strzelić na sam koniec. Nogi już rozgrzane, więc można spokojnie zasuwać. Trzeba to też wprowadzić na stałe, jako element tras dojazdowych.
Można by też tak po kursie - ostatnie dwa kilometry (asfalt/ładna ścieżka) pocisnąć na maks... Tylko weź sobie tu człowieku po szesnastu godzinach poza domem, tuż przed północą, ciśnij na maksa...
Czas, gdy lewej nogi nie było i musiałem pedałować mocniej prawą (a momentami tylko prawą, gdy lewa zwisała wypięta i odpoczywała), uświadomił mi, że z moją techniką pedałowania jest coś nie tak. Konkretnie: że jej nie ma. Samo ćwiczenie pedałowania jedną tylko nogą pokazało, w których momentach nie dokładam siły, a jedynie transportuję pedał na miejsce. Od dwóch dni zmieniam sobie przełożenie na cięższe i ćwiczę nieprzerwane dostarczanie mocy w korbę. Łydki nie czują się dobrze z tym pomysłem.
Jadąc do pracy odstawiłem Hipcię do przystanku II (Siedmiogrodzka/Karolkowa) i zwinąłem kuper do starego miejsca pracy, odebrać przesyłkę, która jakimś cudem tam trafiła. Smar do łańcucha. W samą porę.
Ostatni kilometr przycisnąłem maksymalnie. To dobry pomysł, tak sobie strzelić na sam koniec. Nogi już rozgrzane, więc można spokojnie zasuwać. Trzeba to też wprowadzić na stałe, jako element tras dojazdowych.
Można by też tak po kursie - ostatnie dwa kilometry (asfalt/ładna ścieżka) pocisnąć na maks... Tylko weź sobie tu człowieku po szesnastu godzinach poza domem, tuż przed północą, ciśnij na maksa...
- DST 39.77km
- Czas 01:53
- VAVG 21.12km/h
- Sprzęt Unibike Viper


















