Wpisy archiwalne w kategorii
transport
| Dystans całkowity: | 47847.78 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 2254:03 |
| Średnia prędkość: | 21.21 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 60.42 km/h |
| Suma podjazdów: | 704 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 191 (98 %) |
| Maks. tętno średnie: | 152 (78 %) |
| Suma kalorii: | 6134 kcal |
| Liczba aktywności: | 2279 |
| Średnio na aktywność: | 21.00 km i 0h 59m |
| Więcej statystyk | |
Czwartek, 18 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, transport, waypointgame
Co to za smar kupiłem?
Wróciłem skrzypiąc i piszcząc do domu. Nasmarowałem i na kurs pojechało cicho. Dziś jadę do pracy... i nadal - piszczy, mniej trochę, ale słychać mnie z daleka i tracę element zaskoczenia. Dziwny jakiś smar, cholernie ciekły, wcześniej miałem jakiś inny, taki bardziej gęsty, ten to się trzymał nawet przez kilka deszczy...
Po kursie wybyliśmy ustrzelić punkcik.
Na weekend... na weekend jest Plan. Związany z waypointami. I bezpośrednio powiązany z tym, czy auto, dziś odstawione do serwisu, jutro wróci do mnie. Naprawione.
Po tym ostatnim jeżdżeniu po zmianie miejsca pracy mogę wreszcie napisać, że czuję się ujeżdżony. Jeżdżę tyle, ile bym chciał, czuję, że jeździłem i trwa to odpowiednio długo.
Po kursie wybyliśmy ustrzelić punkcik.
Na weekend... na weekend jest Plan. Związany z waypointami. I bezpośrednio powiązany z tym, czy auto, dziś odstawione do serwisu, jutro wróci do mnie. Naprawione.
Po tym ostatnim jeżdżeniu po zmianie miejsca pracy mogę wreszcie napisać, że czuję się ujeżdżony. Jeżdżę tyle, ile bym chciał, czuję, że jeździłem i trwa to odpowiednio długo.
- DST 48.67km
- Czas 02:14
- VAVG 21.79km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Środa, 17 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, transport
Skrzypiąco dopracowo
Wieczorem przyjechałem po trasie i padłem. Rano też siły nie miałem ogarniać roweru. Skutkiem tego łańcuch piszczy mi jak zarzynany. Aż wstyd.
Taka zabawa z sakwami niby spokojna, niby nic, niby nic nie ujechałem, a w nogach jednak czuję ciągnięcie bagażu po piasku. I pchanie roweru po tymże.
Taka zabawa z sakwami niby spokojna, niby nic, niby nic nie ujechałem, a w nogach jednak czuję ciągnięcie bagażu po piasku. I pchanie roweru po tymże.
- DST 13.47km
- Czas 00:36
- VAVG 22.45km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 12 sierpnia 2011
Kategoria transport
Z pracy - przed weekendem
Szybki powrót z pracy tuż przed wyjazdem.
- DST 16.53km
- Czas 00:47
- VAVG 21.10km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 12 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, transport
Uważać na zakrętach!
Podjechałem metrem na stację Natolin, przyszedłem do sklepu, zobaczyłem, co zrobili mi z rowerem, chwilę pogadałem i wyszedłem. Nowy napęd, wymienione wszystkie linki, nawet mili panowie prysknęli mi w amortyzator oraz poprawili tylny błotnik. Wsiadłem - i pojechałem. Wszystko się toczy, wszystko się turla tak, jak powinno... Minusem było to, że musiałem jechać w dżinsach, ale taka droga pod 30km była cennym przypomnieniem przewagi obcisłego nad tkaniną.
Naprawdę, porządny serwis. Mieli rower trzymać dzień, zrobili w cztery godziny. Spodziewałem się, ze przyjadę do pracy autem, a tu - proszę, jednak się udało. Jedzie aż za dobrze, tak lekko, ze na zakrętach momentami się czułem niepewnie.
[edit]
Tak sobie zerknąłem i okazuje się, że połowy miesiąca jeszcze nie było, a ja już pół tysiąca nakręciłem. Zanosi się na rekord przebiegu miesięcznego.
Naprawdę, porządny serwis. Mieli rower trzymać dzień, zrobili w cztery godziny. Spodziewałem się, ze przyjadę do pracy autem, a tu - proszę, jednak się udało. Jedzie aż za dobrze, tak lekko, ze na zakrętach momentami się czułem niepewnie.
[edit]
Tak sobie zerknąłem i okazuje się, że połowy miesiąca jeszcze nie było, a ja już pół tysiąca nakręciłem. Zanosi się na rekord przebiegu miesięcznego.
- DST 40.12km
- Czas 01:48
- VAVG 22.29km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 11 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, transport
To już jesień, to juz wrzesień
A tak sobie dziś jechałem do roboty nucąc wesoło Babie lato. Sierpniem, a jeszcze upalnym, to tego, co jest, nazwać nie można. Nie, żebym narzekał, nie, nie, jadę sobie spokojnie i cieszę się z tego, że przyjemnie, nie za ciepło...
Cóż, jeśli ktoś tak bardzo uwielbia słoneczko i kocha jechać na rowerze, gdy to zółte gówno bezlitośnie napiera z góry, a bruzda między pośladkami zamienia się w rwącą rzekę potu... cóż, zawsze można założyć trzy podkoszulki, efekt będzie podobny (cieplutko+pot), albo wynieść się do ciepłych krajów... Egipt, Libia, RPA. Tam jest teraz ciepło, w niektórych miejscach gorąco wręcz.
Viper odstawiony został do weterynarza, dostanie nowy napęd (jak się okazało, łańcuch był rozciągnięty powyżej wszelkich granic), ma być gotów na jutro. Przy okazji czekania w kolejce byłem świadkiem jak tatuś z synkiem (lat 18-19) kupowali rower. Synek - od razu było widać, nic do gadania nie miał; ojciec powiedział - błotniki, światełka - wszystko bez pytania młodego, czy chce: wiadomo - ma być, to ma być. Powstrzymałem parsknięcie, gdy tatusiowy wzrok błądzący po półkach bezgłośnie pytający "co by tu jeszcze...?" trafił na kaski.
T: Kask chcesz?
S: Nieeee...
T: To dostaniesz. Kask ma być.
Ma być i kropka. Nie ważne, jak i gdzie będzie chłopak jeździł - kask ma być. Zadziwiające, że jedynymi argumentami za kaskiem są najczęściej "kask ma być" i "kozakiem będziesz do pierwszego wypadku". I nie ma argumentów przeciw bo - kask ma być.
Nieważne, że kask nic nie pomoże, jeśli to, co chroni, jest już zepsute.
Ze swojej strony uważam, że jazda w kaskach powinna być zabroniona. Dzięki temu matoły, które nazwę MTB rozszyfrowują jako "Miasto Trail Biking" (jeżdżąc na czerwonym, po chodniku, slalomem między pieszymi, między samochodami, bez oglądania się, tnąc przez skrzyżowania DDR z jezdniami z prędkością 35+ "bo ja mam pierwszeństwo"(*)) bardzo szybko, drogą naturalnej kolei rzeczy, pozabijają się, albo przynajmniej okaleczą na tyle, że jeździć będą, ale wózkiem. Już łajzy na mieszczuchach jadące środkiem DDRa irytują mnie mniej, niż jakaś sierota, która zakłada obcisłe, kask, okulary i nakurwia przed siebie, światło, nie światło, bo przecież jedzie rowerem - przepisów przestrzegać to mają samochody, a przepisy, których przestrzegać mają rowerzyści można nagiąć, bo przecież rower ma swoje prawa. A potem się wszyscy dziwią, dlaczego kierowcy nie lubią rowerzystów.
...
W międzyczasie dowiedziałem się, że na rower nie będę musiał czekać do jutra - już dziś będzie do odbioru. I to jest porządny serwis.
(*) Nigdy chyba nie zrozumiem, co jest przyjemnego w leżeniu (być może połamanym) na ziemi w towarzystwie swojego (być może zniszczonego) roweru i być może plastiku z połamanego zderzaka, ze świadomością, że to ja miałem pierwszeństwo i że to kierowca dostanie mandat. Wolę tak jakby przyhamować i zrezygnować z pierwszeństwa, jeśli stawką jest całość mojej dupy i reszty mnie, tudzież roweru, ale to ja - najwyraźniej dziwny jestem.
Cóż, jeśli ktoś tak bardzo uwielbia słoneczko i kocha jechać na rowerze, gdy to zółte gówno bezlitośnie napiera z góry, a bruzda między pośladkami zamienia się w rwącą rzekę potu... cóż, zawsze można założyć trzy podkoszulki, efekt będzie podobny (cieplutko+pot), albo wynieść się do ciepłych krajów... Egipt, Libia, RPA. Tam jest teraz ciepło, w niektórych miejscach gorąco wręcz.
Viper odstawiony został do weterynarza, dostanie nowy napęd (jak się okazało, łańcuch był rozciągnięty powyżej wszelkich granic), ma być gotów na jutro. Przy okazji czekania w kolejce byłem świadkiem jak tatuś z synkiem (lat 18-19) kupowali rower. Synek - od razu było widać, nic do gadania nie miał; ojciec powiedział - błotniki, światełka - wszystko bez pytania młodego, czy chce: wiadomo - ma być, to ma być. Powstrzymałem parsknięcie, gdy tatusiowy wzrok błądzący po półkach bezgłośnie pytający "co by tu jeszcze...?" trafił na kaski.
T: Kask chcesz?
S: Nieeee...
T: To dostaniesz. Kask ma być.
Ma być i kropka. Nie ważne, jak i gdzie będzie chłopak jeździł - kask ma być. Zadziwiające, że jedynymi argumentami za kaskiem są najczęściej "kask ma być" i "kozakiem będziesz do pierwszego wypadku". I nie ma argumentów przeciw bo - kask ma być.
Nieważne, że kask nic nie pomoże, jeśli to, co chroni, jest już zepsute.
Ze swojej strony uważam, że jazda w kaskach powinna być zabroniona. Dzięki temu matoły, które nazwę MTB rozszyfrowują jako "Miasto Trail Biking" (jeżdżąc na czerwonym, po chodniku, slalomem między pieszymi, między samochodami, bez oglądania się, tnąc przez skrzyżowania DDR z jezdniami z prędkością 35+ "bo ja mam pierwszeństwo"(*)) bardzo szybko, drogą naturalnej kolei rzeczy, pozabijają się, albo przynajmniej okaleczą na tyle, że jeździć będą, ale wózkiem. Już łajzy na mieszczuchach jadące środkiem DDRa irytują mnie mniej, niż jakaś sierota, która zakłada obcisłe, kask, okulary i nakurwia przed siebie, światło, nie światło, bo przecież jedzie rowerem - przepisów przestrzegać to mają samochody, a przepisy, których przestrzegać mają rowerzyści można nagiąć, bo przecież rower ma swoje prawa. A potem się wszyscy dziwią, dlaczego kierowcy nie lubią rowerzystów.
...
W międzyczasie dowiedziałem się, że na rower nie będę musiał czekać do jutra - już dziś będzie do odbioru. I to jest porządny serwis.
(*) Nigdy chyba nie zrozumiem, co jest przyjemnego w leżeniu (być może połamanym) na ziemi w towarzystwie swojego (być może zniszczonego) roweru i być może plastiku z połamanego zderzaka, ze świadomością, że to ja miałem pierwszeństwo i że to kierowca dostanie mandat. Wolę tak jakby przyhamować i zrezygnować z pierwszeństwa, jeśli stawką jest całość mojej dupy i reszty mnie, tudzież roweru, ale to ja - najwyraźniej dziwny jestem.
- DST 52.72km
- Czas 02:22
- VAVG 22.28km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Środa, 10 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, transport
Chyba czas z rowerem do doktora
Po ostatnim czyszczeniu napędu okazało się, że nie tylko jedna, ale dwie najważniejsze zębatki są, delikatnie mówiąc, do kitu. Kombinując, dotarłem do ustawienia, w którym z blatu łańcucha nie zdejmuję, a kombinuję tylko tyłem - 4-5-6.
Trzeba będzie oddać go na wymianę napędu. Dowiedziałem się, że to jest koszt jakichś 150zł - całość. Na szczęście, bo spodziewałem się 500zł.
Wczoraj dzięki przeskakującym i ślizgającym się zębatkom dorobiłem się ładnych siniaków na obu udach. Ot, takie potężne pizgnięcie w ramę.
Trzeba będzie oddać go na wymianę napędu. Dowiedziałem się, że to jest koszt jakichś 150zł - całość. Na szczęście, bo spodziewałem się 500zł.
Wczoraj dzięki przeskakującym i ślizgającym się zębatkom dorobiłem się ładnych siniaków na obu udach. Ot, takie potężne pizgnięcie w ramę.
- DST 36.08km
- Czas 01:38
- VAVG 22.09km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Wtorek, 9 sierpnia 2011
Kategoria transport
Z pracy, kurs, do pracy
- DST 46.32km
- Czas 02:13
- VAVG 20.90km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Kategoria transport
Do pracy
- DST 13.65km
- Czas 00:36
- VAVG 22.75km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 5 sierpnia 2011
Kategoria transport
Z pracy
- DST 23.63km
- Czas 01:08
- VAVG 20.85km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 5 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, transport, waypointgame
Gdzie jest zima?
Wcale nie chodzi mi o to, że temperaturowo wolę zimę od lata, o tym już swoje wypisałem. Zima ma jednak jeszcze jeden, potężny plus: zimą na rower wychodzą tylko niektórzy. W szczególności na rower nie wychodzą ludzie, dla których warunkiem wyjścia jest sucha nawierzchnia, temperatura > 20 stopni oraz gwarancja braku opadów przez najbliższe dwa dni. Bo teraz, niestety, jest ciepło, nie pada i jest sucho. I jeździ ich od cholery.
Sama obecność ludzi mi nie przeszkadza, przeszkadza mi to, co wyczyniają. Zjeżdżanie do lewej krawędzi/skręty w lewo bez oglądania się, jazda parami/trójkami/peletonem z prędkością 12km/h i brakiem możliwości wyprzedzenia... Hipcia do tego musi się jeszcze borykać z pacanami, którym uraża dumę to, że wyprzedza ich laska na rowerze i nagle przyspieszają z 15km/h do jakichś 25 i muszą, muszą wyprzedzić. No i wyprzedzają, na sto, dwieście metrów, dopóki nie zaczną zwalniać i Hipci znudzi się korzystanie z powietrznej promocji.
Najgorszy jest "zdrój parapetów" (rondo Zesłańców), gdzie tych mosiężnych tłuków wstrzymuje "to" długie, czerwone światło, po czym gnają na łeb, na szyję, jak bydło, potrącając się, byle tylko być pierwszym na dole i jako pierwszy wnieść rower na górę. Po co - nie wiem. Ostatnio jechałem chyba dwunasty w peletonie do schodów, gdy wniosłem rower na schody (jako ostatni), dwóch pierwszych dopiero przekładało nogę nad ramą. Ale spieszyć się trzeba...
Inna plaga to czerwone światła. Rozumiem, kurczę, gdy jest pusto, rozumiem. Ale w normalnym ruchu, gdy jest przerwa między samochodami, zasuwanie na czerwonym? Potem wszyscy jojczą, że ludzie mają o rowerzystach okropne zdanie.
Naprawdę, nie przypuszczałem, że do tego dojdzie, ale w mojej klasyfikacji irytujących uczestników ruchu zrobiło się przesunięcie :) Poniżej lista, od najbardziej wkurzających do tych najmniej:
1. Rowerzyści
2. Rolkarze
3. Piesi
4. Kierowcy samochodów.
Ci ostatni, czyli samochodziarze, nieprzerwanie są tymi, których najbardziej lubię i przy których, jadąc jezdnią, czuję się najbezpieczniej.
Dziś rano dodałem naszego pierwszego waypointa. Wredny, ale mam nadzieję, że ciekawy. Takiego dotychczas nie widziałem.
Sama obecność ludzi mi nie przeszkadza, przeszkadza mi to, co wyczyniają. Zjeżdżanie do lewej krawędzi/skręty w lewo bez oglądania się, jazda parami/trójkami/peletonem z prędkością 12km/h i brakiem możliwości wyprzedzenia... Hipcia do tego musi się jeszcze borykać z pacanami, którym uraża dumę to, że wyprzedza ich laska na rowerze i nagle przyspieszają z 15km/h do jakichś 25 i muszą, muszą wyprzedzić. No i wyprzedzają, na sto, dwieście metrów, dopóki nie zaczną zwalniać i Hipci znudzi się korzystanie z powietrznej promocji.
Najgorszy jest "zdrój parapetów" (rondo Zesłańców), gdzie tych mosiężnych tłuków wstrzymuje "to" długie, czerwone światło, po czym gnają na łeb, na szyję, jak bydło, potrącając się, byle tylko być pierwszym na dole i jako pierwszy wnieść rower na górę. Po co - nie wiem. Ostatnio jechałem chyba dwunasty w peletonie do schodów, gdy wniosłem rower na schody (jako ostatni), dwóch pierwszych dopiero przekładało nogę nad ramą. Ale spieszyć się trzeba...
Inna plaga to czerwone światła. Rozumiem, kurczę, gdy jest pusto, rozumiem. Ale w normalnym ruchu, gdy jest przerwa między samochodami, zasuwanie na czerwonym? Potem wszyscy jojczą, że ludzie mają o rowerzystach okropne zdanie.
Naprawdę, nie przypuszczałem, że do tego dojdzie, ale w mojej klasyfikacji irytujących uczestników ruchu zrobiło się przesunięcie :) Poniżej lista, od najbardziej wkurzających do tych najmniej:
1. Rowerzyści
2. Rolkarze
3. Piesi
4. Kierowcy samochodów.
Ci ostatni, czyli samochodziarze, nieprzerwanie są tymi, których najbardziej lubię i przy których, jadąc jezdnią, czuję się najbezpieczniej.
Dziś rano dodałem naszego pierwszego waypointa. Wredny, ale mam nadzieję, że ciekawy. Takiego dotychczas nie widziałem.
- DST 34.24km
- Czas 01:34
- VAVG 21.86km/h
- Sprzęt Unibike Viper


















