Wpisy archiwalne w kategorii
transport
| Dystans całkowity: | 47847.78 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 2254:03 |
| Średnia prędkość: | 21.21 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 60.42 km/h |
| Suma podjazdów: | 704 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 191 (98 %) |
| Maks. tętno średnie: | 152 (78 %) |
| Suma kalorii: | 6134 kcal |
| Liczba aktywności: | 2279 |
| Średnio na aktywność: | 21.00 km i 0h 59m |
| Więcej statystyk | |
Poniedziałek, 1 lutego 2016
Kategoria do czytania, transport
Poranek przez Bielany
Rano musiałem się zwlec wcześnie i załatwić jedną sprawę na Bielanach.
Praktycznie na miejsce dojechałem ciągiem DDR-ek, nie odpuszczając sobie tej wychodnikowanej, przy Broniewskiego. Te płyty to tak średnio równe się zrobiły i jazda tamtędy przypomina już jazdę przy Prymasa. Bo oczywiście nie można było wtedy zalać asfaltu.
Przy powrocie siąpiący deszcz ze śniegiem ustąpił, za to przy S8 błądziłem chwilę szukając właściwego przejazdu.
Praktycznie na miejsce dojechałem ciągiem DDR-ek, nie odpuszczając sobie tej wychodnikowanej, przy Broniewskiego. Te płyty to tak średnio równe się zrobiły i jazda tamtędy przypomina już jazdę przy Prymasa. Bo oczywiście nie można było wtedy zalać asfaltu.
Przy powrocie siąpiący deszcz ze śniegiem ustąpił, za to przy S8 błądziłem chwilę szukając właściwego przejazdu.
- DST 19.10km
- Czas 01:03
- VAVG 18.19km/h
- Sprzęt Jaszczur
Piątek, 29 stycznia 2016
Kategoria transport
Praca
- DST 19.08km
- Czas 00:59
- VAVG 19.40km/h
- Sprzęt Jaszczur
Czwartek, 28 stycznia 2016
Kategoria transport
Praca
- DST 30.64km
- Czas 01:37
- VAVG 18.95km/h
- Sprzęt Jaszczur
Środa, 27 stycznia 2016
Kategoria do czytania, transport
No to mamy wiosnę
Wracając z pracy dałem się namówić na DDR no i, niestety, nadaje się ona do jazdy. Nieliczne wtedy fragmenty pokryte lodem dawały się zgrabnie ominąć i nie miałem już jak wytłumaczyć jazdy jezdnią. Chociaż przy kałużach zalegających w koleinach ul. Popularnej to chyba nawet wyszedłem do przodu.
Pierwsze obroty skierowałem do domu, albowiem JKW rąbnęła mi była rano pasek od pulsometru, więc musiałem go pobrać, zainstalować i wyruszyć na wioski. Deszcz, który uprzednio troszkę mżył, teraz już zelżał i mogłem skupić się tylko na jeździe i słuchaniu muzyki. Akurat trafiłem w audycję Turbo Top, którą rzadko mi się udaje utrafić. Poza wieloma przyjemnymi kawałkami uwagę moją, jak zawsze, zwrócił Kid Rock i jego Johnny Cash, dlatego że ten kawałek zdaje mi się być straszne podobny do innego hiciora - All Summer Long. Zdążyłem się przysłuchać, bo Antyradio ogrywa tenże kawałek niemożebnie (podobnie jak inny, tym razem klasyczny)
Ostatnio za to straszliwie mi się spodobał za to Król Olch zespołu Oberschlesien Jeśli ktoś nie pamięta, to jest to napisane na podstawie ballady Goethego, którą można przeczytać tutaj (w tej wersji przerabiałem w szkole) lub tutaj (to jest przekład który najprawdopodobniej posłużył jako baza do tekstu piosenki i dużo bardziej mi się podoba, jest bardziej mroczny).
Do domu wróciłem częściowo mokry, bo na wioskach trafiałem na głębokie kałuże na szerokość całej jezdni, których nie szło ominąć.
Rano za to opuściłem dom około 5:20 i razem z Hipcią przetoczyliśmy się przez puściuteńką Warszawę. Pustą do tego stopnia, że mogliśmy jechać sobie obok siebie, wyprzedzały nas tylko pojedyncze samochody.
W końcu udało mi się zacząć poranne wstawanie. A i zupełnym przypadkiem wykręciłem 50 km w tygodniu.
Pierwsze obroty skierowałem do domu, albowiem JKW rąbnęła mi była rano pasek od pulsometru, więc musiałem go pobrać, zainstalować i wyruszyć na wioski. Deszcz, który uprzednio troszkę mżył, teraz już zelżał i mogłem skupić się tylko na jeździe i słuchaniu muzyki. Akurat trafiłem w audycję Turbo Top, którą rzadko mi się udaje utrafić. Poza wieloma przyjemnymi kawałkami uwagę moją, jak zawsze, zwrócił Kid Rock i jego Johnny Cash, dlatego że ten kawałek zdaje mi się być straszne podobny do innego hiciora - All Summer Long. Zdążyłem się przysłuchać, bo Antyradio ogrywa tenże kawałek niemożebnie (podobnie jak inny, tym razem klasyczny)
Ostatnio za to straszliwie mi się spodobał za to Król Olch zespołu Oberschlesien Jeśli ktoś nie pamięta, to jest to napisane na podstawie ballady Goethego, którą można przeczytać tutaj (w tej wersji przerabiałem w szkole) lub tutaj (to jest przekład który najprawdopodobniej posłużył jako baza do tekstu piosenki i dużo bardziej mi się podoba, jest bardziej mroczny).
Do domu wróciłem częściowo mokry, bo na wioskach trafiałem na głębokie kałuże na szerokość całej jezdni, których nie szło ominąć.
Rano za to opuściłem dom około 5:20 i razem z Hipcią przetoczyliśmy się przez puściuteńką Warszawę. Pustą do tego stopnia, że mogliśmy jechać sobie obok siebie, wyprzedzały nas tylko pojedyncze samochody.
W końcu udało mi się zacząć poranne wstawanie. A i zupełnym przypadkiem wykręciłem 50 km w tygodniu.
- DST 50.29km
- Czas 02:08
- VAVG 23.57km/h
- Sprzęt Jaszczur
Wtorek, 26 stycznia 2016
Kategoria transport, do czytania
Ja to chyba jednak nie lubię zimy
Ciężkie i trudne wyznanie, ale chyba na nie przyszedł czas. Owszem, lubię, gdy śnieg pada i całe miasto jest sparaliżowane. A nawet gdy po prostu pada. Lubię, gdy jest biało, gdy trzyma mróz. Lubię, gdy na wioskach jedzie się po ubitym sniegu. Uwielbiam również zimowe, piesze wędrówki po górach. Ale to, z czym mamy do czynienia od trzech lat zasługuje tylko na jedno - na czekanie na kwiecień.
Powrót do domu był paskudny. Okazało się, że odśnieżone są DDR przy Jerozolimskich, ale tylko po południowej stronie. Jadąc północną wkopałem się w częściowo roztopione muldy lodu, na których ciężko było się utrzymać. Do tego wszystko cieknie, mżawka irytuje - paskudztwo.
Rano prawie godzinę pieprzyłem się z pękniętą gumą. Nie "he he he", tylko poważnie. Okazało się, że łatka puściła i trzeba było wymienić dętkę, albowiem kleju nie mogłem nigdzie znaleźć, nie mówiąc o łatkach - zostało to gdzieś schowane. Dętek znalazłem za to więcej niż potrzebowałem, ale wszystkie, jak jedna, były z prestą, a owa nie pasowała do tej obręczy - wentyl był zbyt krótki. Już byłem pięć minut od wyprowadzenia na solankę Stefana, ale jakimś cudem znalazłem Święty Graal Dętek: 26'' z zaworem samochodowym. Założenie (wepchnięcie) nie było też zbyt przyjemne, ale jakoś udało się to wbić i nawet dojechać do domu.
Powrót do domu był paskudny. Okazało się, że odśnieżone są DDR przy Jerozolimskich, ale tylko po południowej stronie. Jadąc północną wkopałem się w częściowo roztopione muldy lodu, na których ciężko było się utrzymać. Do tego wszystko cieknie, mżawka irytuje - paskudztwo.
Rano prawie godzinę pieprzyłem się z pękniętą gumą. Nie "he he he", tylko poważnie. Okazało się, że łatka puściła i trzeba było wymienić dętkę, albowiem kleju nie mogłem nigdzie znaleźć, nie mówiąc o łatkach - zostało to gdzieś schowane. Dętek znalazłem za to więcej niż potrzebowałem, ale wszystkie, jak jedna, były z prestą, a owa nie pasowała do tej obręczy - wentyl był zbyt krótki. Już byłem pięć minut od wyprowadzenia na solankę Stefana, ale jakimś cudem znalazłem Święty Graal Dętek: 26'' z zaworem samochodowym. Założenie (wepchnięcie) nie było też zbyt przyjemne, ale jakoś udało się to wbić i nawet dojechać do domu.
- DST 18.06km
- Czas 01:01
- VAVG 17.76km/h
- Sprzęt Jaszczur
Poniedziałek, 25 stycznia 2016
Kategoria transport
Praca
- DST 7.98km
- Czas 00:26
- VAVG 18.42km/h
- Sprzęt Jaszczur
Piątek, 22 stycznia 2016
Kategoria do czytania, transport
Niedowierzania i zaskoczenia
Niemożliwe stało się prawdziwe! Wyszedłem z pracy, a podpracowa DDR była odśnieżona i posypana. Dałem jej szansę, w końcu kawałek dalej zjadę na asfalt, jeśli to tylko tymczasowa moda.
Ale nie! Na całym kawałku przez Wolę i Bemowo wszystko elegancko odśnieżone i posypane!
Ale nie! Na całym kawałku przez Wolę i Bemowo wszystko elegancko odśnieżone i posypane!
- DST 28.14km
- Czas 01:30
- VAVG 18.76km/h
- Sprzęt Jaszczur
Czwartek, 21 stycznia 2016
Kategoria transport
Praca i standard
- DST 40.33km
- Czas 01:45
- VAVG 23.05km/h
- Sprzęt Jaszczur
Środa, 20 stycznia 2016
Kategoria do czytania, transport
Hej, przygodo!
Czasem lubię sobie po prostu skręcić gdzieś i zobaczyć, dokąd wyjadę. Tym razem było łatwiej, drogę znałem, przynajmniej pobieżnie, z mapy.
Z okolic Puławskiej udało mi się trafić w objazd do Baletowej. Zrobiło się ciemniej, zimowiej i nastrojowiej. Przeciąłem jakieś tory, a szybki rzut oka upewnił mnie, że znalazłem się na stacji Warszawa Dawidy, którą wiele razy widziałem z okna pociągu. No, a teraz przynajmniej wiem, gdzie jest.
Po chwili pod kołami pojawił się śnieg, dziury i zrobiło się jeszcze ciemniej. No tak, zaczął się powiat pruszkowski. Doturlałem się do Raszyna, tam skręciłem na Kraków; skręt na Michałowice pojawił się zaraz, a przy okazji miałem możliwość przetestowania kilkuset metrów DDPiR, którą zawsze widzę z samochodu. O dziwo, była elegancko odśnieżona.
Dalsza część to zastanawianie się, czy i jak trafię tam, gdzie chciałbym. Pojechałem za główną i wyjechałem na jakieś skrzyżowanie, którego nie było na mapie. Zapytałem spacerowiczów, wskazali drogę. I tak, miejscami bez światła (bo moja lampka nie oświetlała wystarczająco terenu przede mną), polegając na jasności nadanej przez śnieg, dotarłem do Reguł. Stamtąd już przygoda się skończyła, bo wyjechałem na Aleje.
Rzadko mam okazję włóczyć się po takich terenach, a szkoda, było bardzo klimatycznie.
Z okolic Puławskiej udało mi się trafić w objazd do Baletowej. Zrobiło się ciemniej, zimowiej i nastrojowiej. Przeciąłem jakieś tory, a szybki rzut oka upewnił mnie, że znalazłem się na stacji Warszawa Dawidy, którą wiele razy widziałem z okna pociągu. No, a teraz przynajmniej wiem, gdzie jest.
Po chwili pod kołami pojawił się śnieg, dziury i zrobiło się jeszcze ciemniej. No tak, zaczął się powiat pruszkowski. Doturlałem się do Raszyna, tam skręciłem na Kraków; skręt na Michałowice pojawił się zaraz, a przy okazji miałem możliwość przetestowania kilkuset metrów DDPiR, którą zawsze widzę z samochodu. O dziwo, była elegancko odśnieżona.
Dalsza część to zastanawianie się, czy i jak trafię tam, gdzie chciałbym. Pojechałem za główną i wyjechałem na jakieś skrzyżowanie, którego nie było na mapie. Zapytałem spacerowiczów, wskazali drogę. I tak, miejscami bez światła (bo moja lampka nie oświetlała wystarczająco terenu przede mną), polegając na jasności nadanej przez śnieg, dotarłem do Reguł. Stamtąd już przygoda się skończyła, bo wyjechałem na Aleje.
Rzadko mam okazję włóczyć się po takich terenach, a szkoda, było bardzo klimatycznie.
- DST 47.85km
- Czas 02:08
- VAVG 22.43km/h
- Sprzęt Jaszczur
Wtorek, 19 stycznia 2016
Kategoria transport
Praca
- DST 17.51km
- Czas 00:52
- VAVG 20.20km/h
- Sprzęt Jaszczur


















