Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136325.94 km
  • Zajęło to: 259d 00h 15m
  • Średnia: 21.89 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Wtorek, 13 grudnia 2011 Kategoria do czytania, transport, waypointgame

Żyrafy wchodzą na szafy bo szukają tam waypointów

...a waypointów wcale tam nie było. Były gdzie indziej, o czym żyrafy nie wiedziały, a hipopotamy - owszem. Albowiem pewien PUG Bielany zostawił tuż obok naszej kursowej lokalizacji dwa waypointy. A skoro postawił i były tak bliziutko, to już wstydem byłoby ich nie zdobyć.

Na pierwszy strzał idzie Kopiec Anielewicza. Miejsce, które już kiedyś odwiedzałem, więc prowadziłem nasz dwuosobowy pociąg jak do siebie. Na drugą nóżkę idzie Kłopot. Maluśka uliczka, którą każdy mija zapewne, nie zaszczyciwszy jej nawet spojrzeniem.

I tu dygresja: sam Kopiec w dzień wrażenia nie robi. Ot, zwykły sobie kamień na wzgórku, otoczony drzewkami i parkiem, który w dzień zapewne robi standardowe wrażenie parku prosto ze starego ustroju: kępki trawy poprzetykane wystającym błotem i nie tylko błotem zapewne. Uliczka - w dzień pewnie żywopłot wygląda paskudnie, betonowe ogrodzenie od strony torów i stosy butelek przywołują na myśl meliniarnię. A w nocy... Kopiec jest ładnie podświetlony, wieniec w kształcie Gwiazdy Dawidowej nakłania do myślenia. Uliczka Kłopot: półmrok rozświetlony przez czołówki, wszystko zyskuje klimat. Po ciemku też samo dobranie się do kodu nie było jakoś oczywiste.

A dodatkowo noc ogranicza...


Przetestowałem kolejny program do śledzenia ludzi przez GPS. SportsTracker robi to tak:

Poniedziałek, 12 grudnia 2011 Kategoria do czytania, transport

Kto późno wstaje, ten szybko pedałuje

Zamknąłem oczy - była 7:10. Otworzyłem - 8:02. Więc trzeba było gnać. Trasa najkrótsza z możliwych. :/
Niedziela, 11 grudnia 2011 Kategoria do czytania, waypointgame, < 25km

Noc klimatycznych waypointów

Wcześniej tego dnia na forum WPG publikujemy post z przemyśleniami na temat WPG. Dziś (poniedziałek) okazuje się, że cieszy się zainteresowaniem. A nie spodziewałem się :)

Startujemy przed 19:00, cel - Dworzec Zachodni. Autobus, z którego mamy odebrać paczkę, spóźnia się, więc czekamy tam jakieś 40 minut. Stamtąd jedziemy na Kasprzaka, w poszukiwaniu opuszczonej dyskoteki. Waypoint już odwiedzony wcześniej przez kolegę, który chyba założył, nawet jeśli opuszczona dyskoteka, to na pewno w środku ma jeszcze neony i nie zabrał światła... :D Zajeżdżamy, w świetle czołówek badamy teren, po chwili przeskakiwania przez tory i łażenia ścieżkami - jest. Do środka pakujemy się uzbrojeni; cholera wie, kto się tam czai, ale na szczęście niepotrzebnie się skradamy: są dwa legowiska, ale chwilowo niezajęte. Niespiesznie zwiedzamy sobie obiekt; robi wrażenie. Szczególnie fajnie wypada wisielec w głównej sali (ale nie opiszę, co to, każdy może sobie wpaść i zobaczyć). Kod odpisany.

Dalej szlajamy się ścieżką wzdłuż w poszukiwaniu żurawia wodnego. Udaje się to, jego posępna struktura straszy z daleka, świetnie wygląda na tle nowoczesnego, rozświetlonego biurowca.

Dalej już przeskakujemy na drugą stronę Prymasa i zagłębiamy się w Odolanach. Celem - założenie dwóch WP, które opublikują się najprawdopodobniej dzisiaj.
Sobota, 10 grudnia 2011 Kategoria do czytania, waypointgame, > 50 km

Pętla przez Pruszków

Zaczynamy, gdy już jest ciemno. Odpisanych sporo waypointów, droga prosta - czas: start. Znaną trasą przez Lachotrzew na Babice, stamtąd - Zielonki-Parcele, w lewo, Ożarów. W Ożarowie łapiemy pierwsze dwa WP, do tego przestaje działać lampka Hipci (lampka, nie baterie), zatem resztę trasy pokonuję z czołówką. Skok z rowerem przez tory i wio w kierunku Domaniewa. Tam odhaczamy kolejne punkty i przez Domaniewek kierujemy się w stronę Moszny. Tam mialo być fajnie, jest kilka pustostanów... niestety, chwilę wcześniej, Hipcia z okrzykiem "Uwaga!" robi nagły zwrot w lewo w ostatniej chwili omijając niewidoczną przeszkodę, mi pozostaje tylko przygotować się na nieoczekiwane i rzucić soczystą kurwą, co niezwłocznie czynię. Duża, głęboka dziura... I tak oto pierwszy raz w życiu łapię sobie Sznejka. Zmiana dętki na poboczu wychodzi w miarę sprawnie, chociaż (idiota!) zapomniałem łyżek do opon, śrubokrętem było trochę gorzej.

To zdarzenie wpływa jednak na cały plan jazdy: rezygnujemy z taplania się po krzakach, przy tej temperaturze i przy naszym ubiorze, na rower, nie spacery, przechadzka kilku kilometrów do najbliższego przystanku może zepsuć całą zabawę, nie ma co ryzykować spotkania ze szkłem. Zatem zostaje tylko asfalt.


W Koszajcu okazuje się, że chłopaki dzielnie budują jakąś autostradę, musimy objeżdżać; dalej już asfaltem i nie wychodząc z zakresu cywilizacji: Brwinów - Podkowa Leśna - Otrębusy - Komorów - Pruszków; najciekawsze waypointy zostają na przyszły raz, pochowane gdzieś w krzakach. Z Pruszkowa powrót przez Piastów i znanymi już terenami przez Ursus do domu.
Piątek, 9 grudnia 2011 Kategoria transport, do czytania

Z pracy

Zupelnie spokojnie sobie jechalem z wiatrem.w.twarz.. Wyjawszy fragment przy Prymasa, gdzie pojechalem szybciej, bo ludzie sie.wlekli i nie bylo co im siadac na kole. A tu prosze, z takiego leniwego niejechania wyszla fajna arednia.
Piątek, 9 grudnia 2011 Kategoria do czytania, transport

Śniegiem w dziób

Z pracy spokojnie. Mokro, ale spokojnie.
Do pracy ze śniegiem w dziób. Mimo wszystko - przyjemnie, przynajmniej mi. Hipcia nie zabrała czapki, niczego na szyję i ochraniaczy na buty, więc nie bawiła się najlepiej. Następnym razem będzie karny powrót do domu, po zapomniane fanty! :D
Czwartek, 8 grudnia 2011 Kategoria do czytania, transport

Znowu dzień tępaka. Winna zima? Nie. Ktoś inny.

Od poprzedniego Dnia Tępaka minęło już półtora miesiąca, najwyższy czas chyba na kolejny. Mam nową teorię: winni są Rosjanie! Udało im się ze sztuczną mgłą, teraz testują sztuczny śnieg. A w nim, ukryty, niewidzialny, mikroskopijny wirus, z wyglądu przypominający sarnę. Ten wirus zdejmuje ludziom pokrywę czaszki, wyjmuje mózg i sadzi do środka pięknego klocka z zawijaskiem. Tak ja to widzę.

Wczoraj przy powrocie z pracy jakiś szczeniak zajeżdża Hipci drogę - piękny lewoskręt bez oglądania się. Jest kontakt, na szczęście jest też refleks i wywrotki nie ma.

Jedziemy na kurs: ścieżka przy Maczka. Gromada bezmózgich kretynów wyprowadza swoje psiuńcie na spacerek. Oczywiście, zasrane kundle biegają po DDR, bo nikomu to nie przeszkadza. Zatrzymuję się, bo jakiś wilczur wbiega mi pod koła. Reaguję agresją słowną, z drugiej strony też jest agresja, zatem uspokajamy sprawę, dyskutujemy, co oczywiście gówno da. Nawet zostałem przeproszony. Najgorsze, że nie mogę po prostu wjechać w kundla i wezwać Policji. Właściciel dostanie mandat, ja też, do tego będę miał koszty naprawy roweru i leczenia psiaka. Ktory nie jest niczemu winien. Bo raz, że tępaków jest więcej i mają przewagę zeznań, dwa - nikt nie uwierzy, że nie widziałem wczesniej że tam są psy. A powinienem dostosować prędkość do warunków.

Dalej: skrzyżowanie z Obozową. Jakiś biegacz przepuszcza mnie, ale wbiega Hipci pod koła. Minutę później jakiś pacan w dostawczaku wycofuje, by za moment zatrzymać się gwałtownie na środku pasa, na awaryjkach.

Dziś: Przy Kasprzaka z terenów Gazowni wyjeżdża facet, zajmuje cały DDR, objeżdżam go wyraźnie z przodu, ale on gapi się tylko w prawo. Nie widzi mnie, rusza, opiera się o mnie, strzał w maskę (auta), zatrzymuje się. Poprzestaję na kontrolnej kurwie, bo już od wczoraj wiem, że grasuje sraka zamiast mózgów i nie ma co tracić energii na darcie się na kretynów, trzeba ją poświęcić na zwiększoną koncentrację i ratowanie życia. Chwilę później z Orlenu przy Prymasa wyjeżdża kolejny bezmózg, zastawia mi całą drogę. Widziałem go wcześniej, więc obyło się bez niespodzianki.

Starczy o tępakach. Od wczoraj jest zima. Wstępna zima, co prawda, ale około północy padał piękny, duży śnieg. Śnieg z deszczem. No to z tej okazji:

Środa, 7 grudnia 2011 Kategoria do czytania, transport

Do roboty, do roboty!

Trzy świeżynki zdobyte i jeden nowy waypoint dla sprinterów. Ciekawe, czy forma się przyjmie.
Wtorek, 6 grudnia 2011 Kategoria transport, do czytania

Pogotowie rowerowe

Wczoraj Hipcia przychodzi z informacją, że drugi hamulec też nie działa. O ile o tylnym wiem, bo sam go załatwiłem, o tyle przedni był niespodzianką. Jedyną opcją byla jazda na lekko zacisniętej klamce, wtedy tylko mozna było hamować.

Z ciekawości: czy ktoś wie, co może być przyczyną tego, że klamka nie zaciska szczęk, po chwili zaciskania jest takie jakby "pstryknięcie" i wtedy dopiero szczęki łapią. Mocno.

Skoro tak, to nie ma opcji, na kurs jedziemy samochodem. Ostre koło to fajna sprawa, hamulce są dla leszczy, ale ostre koło z wolnobiegiem bez hamulców... ;-) Rano zatem Hipcia jako PIESZA udaje się do pracy, a ja jadę do swojego zakładu, by po chwili wymknąć się na Bemowo, odprowadzić rower do mechaniora, wrócić do roboty.

Koło południa jadąc Kasprzaka w kierunku Prymasa widzę, że nadal trwają w nieskończoność korki wyjazdowe. Oczywiście między innymi przez pajaców, którzy nie potrafią skumać, że póki nie ma miejsca do jazdy za skrzyżowaniem, nie powinien na nie wjeżdżać. A potem siedzi w aucie i macha łapami, wielce zdziwiony, że ludzie z drogi poprzecznej na niego trąbią.

Dystans wyszedł równiutki sam z siebie, bez dokręcania.
Poniedziałek, 5 grudnia 2011 Kategoria do czytania, transport

Pięć faz wstawania w poniedziałek

Zaprzeczenie: Nie, to nie może być siódma. Zegarek źle chodzi.
Gniew: Szlag by strzelił tę całą robotę. Gówno. Nigdzie nie idę.
Negocjacja: No dobra. Może się spóźnię. Albo wezmę na żądanie. Mam jeszcze urlop w zapasie.
Depresja: Nie... Znowu... Cały tydzień. Znowu cały tydzień roboty. I jeszcze dziś poniedziałek... praca do 23:00...
Akceptacja: Kurwa. No idę już, no. Kurwa.

Odrobina deszczu bardzo szybko (jak to napisała Che) zweryfikowała, kto rower kocha, a kto jest zwykłą miękką psitą. Zamiast sześciu rowerów, dziś parkują dwa. W tym mój.

Krótko coś wyszło, bo i z domu wyszliśmy późno. Nawet rozstać się musieliśmy w punkcie "zero".

stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl