Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136325.94 km
  • Zajęło to: 259d 00h 15m
  • Średnia: 21.89 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Piątek, 16 września 2011 Kategoria do czytania, transport

Dziwnych zdarzeń ciąg dalszy

Wczoraj aż zapytałem jednego młodego człowieka, czy z Anglii do nas przyjechał. Tak konsekwentnie jechał lewą stroną/środkiem, że uniemożliwiał innym wyprzedzanie. Potem jeszcze pod koła wybiegł mi gówniarz z deskorolką.

Chyba czas zrezygnować z trasy przez okolice Parku Szczęśliwickiego, jeśli udaje mi się wyjść z pracy punktualnie. Cholerne korki. Ale też przyjemnie: wczoraj Racławicką jechałem po tych przerywanych liniach pośrodku drogi - to chyba ścieżka dla rowerzystów, prawda? :)

Problem zaczyna się obok Grójeckiej: korka ominąć się nie da, przejechać się nie da - trzeba ratować się chodnikiem. A szlag mnie wtedy trafia.

Dziś do pracy za to spokój i cisza. Podziękowania dla pana z ciężarówki za Banacha przejechaną 50km/h. :)

[edit]
Przyszedł nowy komplet pedałów. Od ręki zmieniłem ten uszkodzony, teraz, mam nadzieję, kolano przestanie dokuczać.
Czwartek, 15 września 2011 Kategoria do czytania, transport

Seria dziwnych zdarzeń

Ostatnia doba obfitowała w dziwne, nietypowe zdarzenia.

1. W stronę do domu, niedziałające światła na rondzie Zesłańców. Patrzenie, jak całe skrzyżowanie ogarnia chaos było niesłychanie budujące. Nie miałem odwagi jednak udowadniać kierowcom, że mam pierwszeństwo na przejeździe rowerowym. Przeprowadziłem przez przejście.

2. Dziś po drodze do pracy spotkałem faceta, który wiózł sobie radośnie portfel. Położony radośnie luzem na bagażniku. Rozpięta sakwa sugerowała, że zapomniał się spakować po zakupach. Pomogłem.

3. Moment po tym zdarzeniu, przy rondzie Zesłańców, napotykam (najprawdopodobniej) Goro, lansującego się w koszulce Mazovii. Ponieważ nie lubię zagadań typu "Eeee, cześć, czy ty jesteś [...]. No, fajnie, to ja jestem Hipek...", pozostałem w sferze domysłów i wysłanej prywatnej wiadomości z pytaniem.

A tak w ogóle, to temperatura dziś była idealna na jazdę. Chyba tylko ja tak uważałem, bo byłem jedynym ubranym na krótko w gromadzie kurtek, wiatrówek, długich spodni i takich tam.
Środa, 14 września 2011 Kategoria do czytania, transport

Jakoś swobodniej się zrobiło

Wczoraj rano zamieniłem sakwę na torbę na bagażnik. Skoro wożę niewiele rzeczy (ciuchy mam w pracy, wożę tylko koszulkę), to sakwa stała się niepotrzebna. Wczoraj wieczorem myślałem jeszcze, że po prostu wiatr dobrze się układa i wieje w plecy... ale dziś już ze zdziwieniem zauważyłem, że pod wiatr wiejący w twarz też jakoś lżej się jedzie. Wiedziałem, że brak sakwy wpłynie na aerodynamikę, ale żeby aż tak? Z sakwą, nie pedałując jakoś tam mocno, ul. Banacha przejeżdżałem ze średnią ok. 35km/h. Dziś, pedałując tak samo, leciałem 41km/h.

Mocno to podejrzane...
Wtorek, 13 września 2011 Kategoria do czytania, transport

Dzwonek lub inny sygnał ostrzegawczy o nieprzeraźliwym dźwięku.

W takie coś powinien być wyposażony każdy rower, zgodnie z par. 53, ust. 1, pkt 4 Rozporządzenia w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz ich niezbędnego wyposażenia. Zastanawia mnie, gdzie i jak określony jest "nieprzeraźliwy ton". A po drugie - zastanawia mnie, czy "innym sygnałem ostrzegawczym" mogą być własne struny głosowe? Bo skoro jadę, to rower jest w nie wyposażony. A taki rodzaj ostrzeżenia skuteczniejszy jest niż dzwonek.

Wczoraj własnie jedziemy sobie z Hipcią, DDRem idzie kobita z psem. Idzie w drugą stronę, więc nas nie widzi. Przy prawej stronie, pies biega po prawej - jest dobrze. Nagle babeczka przechodzi na lewą stronę DDR, a pies zostaje przy prawej krawędzi. Pośrodku smycz.

Jak wiadomo, "...rower na wydzielonej ścieżce jest dość niebezpieczny dla przechodniów - nadjeżdża cicho i szybko, nie pozwala swobodnie spacerować." (źródło). Podjechaliśmy zatem niepostrzeżenie za plecy tej pani, już miałem zakrzyknąć coś w rodzaju "Uwaga!", ale zmieniłem koncepcję.

Wydałem z siebie mniej więcej to: "BRUM! BRUM! BRUM! BRUM! BRUM! BRUM! BRUM! BRUM! BRUM!" - nie warkot, tylko właśnie "Brum". Pies przestraszył się i zaczął uciekać, kobitka wykonała niesamowitą figurę akrobatyczną i zeskoczyła ze ścieżki.

Dało mi to więcej radości niż jakakolwiek "Uwaga", "Kurrrrwa" czy "Spierrrdalać".

Od dziś zamierzam stosować mój nowy patent. Mam nawet kilka pomysłów na warianty: "Brum", "Bzium", "I-jo"... Coś jeszcze wymyślę. :)

--

Dziś zorientowałem się, że wczorajsza kolizja wykrzywiła mi nieco lewy pedał. Niewidoczne gołym okiem, ale wyczuwalne stopą. Muszę się dowiedzieć, czy powinienem go wymieniać.
Poniedziałek, 12 września 2011 Kategoria do czytania, transport

Rozdziewiczył mnie samochód

A w sumie Hipcia już dwa razy pod samochodem leżała, więc wypadało w końcu odważyć się na ten krok i przejść swój Pierwszy Raz z samochodem.

A było to tak: jadę sobie ja radośnie Bitwy Warszawskiej, dojeżdżam do skrzyżowania ze Szczęśliwicką. Tam już czeka auto po lewoskręcie - skręciło z Bitwy i puszcza rowerzystów. Puścił jednego, drugiego i nadal czeka. Myślę sobie ja - na mnie też poczeka. Poczekał... żeby dobrze przycelować.

Ruszył, przejechał półtora metra i się przytuliliśmy. Oberwałem w tył, położyłem się na ziemi, wstałem. Zjechał potulnie na bok, od razu obok zatrzymał się inny kierowca - jako świadek. Mi się nic nie stało, rowerowi nic. Facet od razu przeprosił, wina jego - bezsprzeczna, sprawdziłem tylko, czy wszystko gra ze mną i z rowerem, spisaliśmy oświadczenie o zdarzeniu (ten drugi facet mi to podpowiedział) i się rozjechaliśmy.

Zły jestem na siebie, bo chociaż winy mojej nie było - miałem zielone światło, był przejazd dla rowerzystów, to jadąc wiedziałem, jakie jest ryzyko. Niestety - spieszyłem się do pracy, a pół minuty stracone miało dla mnie znaczenie. A całkiem niedawno śmiałem się z idiotów, którzy na takie sytuacje się narażają - zresztą dobrze wiedząc, że w jakimś zakresie piszę o sobie. Zresztą - śmiałem się, śmieję i będę się śmiał. Dziś miałem co prawda na liczniku 25km/h (jechałem 28 i zwolniłem trochę, gdy zastanawiałem się, czy facet puszcza również mnie), ale trzeba było zupełnie zwolnić i puścić.

Jazda defensywna, ustąp idiocie, zwłaszcza, gdy on ma metalową puszkę, a Ty masz tylko czerwoną, obcisłą koszulkę. I zwykle tak jeżdżę, a akurat dziś musiałem się spieszyć. Bardzo spieszyć.

I się, kruca, spóźniłem.
Niedziela, 11 września 2011 Kategoria do czytania, waypointgame, > 50 km

Jezioro Czerniakowskie i Wilanów

Zaczęliśmy od wyprawy na Okęcie, do Archiwum i kapliczki. Stamtąd pojechaliśmy nad Jeziorko Czerniakowskie, gdzie po długim czasie w większości przyjemnego wypoczywania w słońcu (jeden minus: słońce!... - chociaż Hipcia była zadowolona) i krótkiej kąpieli w jeziorku (z widokiem na PKiN), ustawiamy punkt tuż przy pomoście wędkarskim, przy którym się kąpaliśmy.

Stamtąd ruszamy w kierunku Wilanowa, po drodze gubimy skrzyżowanie, ale znajdujemy komin.

A dalej to już poszło: Jeziorko Powsinkowskie, Jezioro pod Morgami. Nie pojechaliśmy dalej do Bielawy, bo chcieliśmy wrócić na mecz... i wrócilismy - żeby przeczytać wynik końcowy.

A, przetestowałem lemondkę. Użyteczny stwór, ale nie na miasto. Chociaż przydawał się przy doganianiu Hipci. Chyba czas założyć silnik do roweru :)
Sobota, 10 września 2011 Kategoria waypointgame, do czytania, < 50km

Park leśny Bemowo

Pierwotny plan zakładał jazdę na zachód, przez Stare Babice, Laski i dalej Kampinosem. W Babicach jednak zawróciliśmy i skoczyliśmy do Parku leśnego Bemowo. Tam posiedzieliśmy chwilę, ustawiliśmy dwa waypointy: Katastrofa motoszybowca oraz Opuszczony teren wojskowy.

Wracając do domu na końcowkę meczu, zostawiliśmy jeszcze vlepkę przy kościele na Boernerowie.
Czwartek, 8 września 2011 Kategoria transport, do czytania

No i się Hipek zepsuł

A było tak pięknie. Wczoraj, gdy wracałem, tak kapitalnie padał deszcz. Na ścieżkach, wracając do domu, minąłem jakoś trzech rowerzystów. A w nocy... W nocy poczułem TO w plecach. Rano okazało się, że postrzyknęło obie łopatki. Pierwszą myśl, o jeździe rano odrzuciłem. Słusznie. Z roweru pewnie bym spadł na pierwszym dołku.

Musiałem zatem do pracy dostać się zbiorkomem. Wsiadłem w tramwaj i pojechałem. Pierwsze pół godziny grałem na telefonie i rozmawiałem na GTalku. Potem zaczął mnie trafiać coraz większy szlag. W końcu, po ponad godzinnej podróży wysiadłem.

Rowerem jadę od startu do mety - 40 minut. Tramwajem zajęło mi to minut 80.
Czwartek, 8 września 2011 Kategoria do czytania, transport, waypointgame

Waypointowy plan zrealizowany... trochę

Na kurs - w deszczu. Dobrze, że nie wpadłem na pomysł smarowania łańcuchów i montowania lemondki. Na kursie mieliśmy nietypowe zajęcia i przez pierwszą godzinę musiałem samemu się poruszać, zamiast chodzić i pokrzykiwać. Po kursie już nam nie chciało się ruszać kuprów na Boernerowo.

Ale, ale... rano, jadąc do pracy, skręciliśmy sobie z Górczewskiej w prawo, do pewnego parku, dobyliśmy kleju ("Płynny gwóźdź") i...pierwszy waypoint podklejony i opublikowany.

Na zdjęciu zgodnie z tradycją WPG umieściłem rower... i Hipcia nie może mi wybaczyć, że na zdjęciu jest tylko mój rower, a jej roweru - nie ma.
Środa, 7 września 2011 Kategoria do czytania, transport, waypointgame

Rowerzyści pozdrawiają stojących w korkach

...nie ma to jak poranne ominięcie korka w drodze do pracy. Od razu człowiekowi lepiej na sercu się robi, że inni mają gorzej. :D

Na serwisie odkręcono ten pechowy pedał. W domu podmieniłem platformy na SPD oraz zmieniłem ogumienie: Smart Samy poszły w kąt, ich miejsce zajęły cienkie (1.5) Schwalbe Marathon Racery. Rower Hipci wygląda mniej MTBowo, ale skoro większość jeździmy po asfalcie i utwardzonym, to nie ma co bujać sie na balonach 2.10...

Do tego w paczce z prezentami przyszła lemondka. Tak o, na próbę. Nie wiem, czy na miasto się cokolwiek przyda, chociaż są fragmenty przy Wołoskiej, Banacha i Bitwy, które można "przelemondkować".

Wieczorem mieliśmy jechać zavlepiać Bemowo, jako że jest to waypointowa czarna dziura. Tego... przygotowałem już vlepki poprzez ich oklejenie taśmą klejącą. Może dziś po kursie się uda; trzeba się spieszyć, bo taki jeden zaraz może wykombinować akcję "Oklej Bemowo" :D

Z rana test - Hipcia na cienkich oponach i w SPD. Bezproblemowo. Zadowolona.

stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl