Wpisy archiwalne w kategorii
transport
| Dystans całkowity: | 47847.78 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 2254:03 |
| Średnia prędkość: | 21.21 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 60.42 km/h |
| Suma podjazdów: | 704 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 191 (98 %) |
| Maks. tętno średnie: | 152 (78 %) |
| Suma kalorii: | 6134 kcal |
| Liczba aktywności: | 2279 |
| Średnio na aktywność: | 21.00 km i 0h 59m |
| Więcej statystyk | |
Czwartek, 8 maja 2014
Kategoria transport
Praca
- DST 23.42km
- Czas 00:57
- VAVG 24.65km/h
- Sprzęt Zenon
Środa, 7 maja 2014
Kategoria transport
Praca
- DST 23.32km
- Czas 00:53
- VAVG 26.40km/h
- Sprzęt Zenon
Wtorek, 6 maja 2014
Kategoria transport
Praca
- DST 23.84km
- Czas 00:55
- VAVG 26.01km/h
- Sprzęt Zenon
Poniedziałek, 5 maja 2014
Kategoria transport
Dziwnie jest na rowerze po czterech dniach wspinania
- DST 7.94km
- Czas 00:20
- VAVG 23.82km/h
- Sprzęt Zenon
Środa, 30 kwietnia 2014
Kategoria do czytania, transport
Praca
Skończyć pracę, a zaraz potem... skały!
- DST 22.55km
- Czas 00:53
- VAVG 25.53km/h
- Sprzęt Zenon
Środa, 30 kwietnia 2014
Kategoria do czytania, transport
I majówka!
Korzystając z wcześniejszego wyjścia z pracy przewiozłem się Nowolazurową aż do końca. Fajną tę DDR-kę zbudowali.
- DST 17.94km
- Czas 00:44
- VAVG 24.46km/h
- Sprzęt Zenon
Wtorek, 29 kwietnia 2014
Kategoria do czytania, transport
Straszny strasznik straszy rowerzystów. Przepisami straszy. On, ten strasznik.
Dla ludzików spoza Warszawy: nie mają znaczenia nazwy ulic. Podaję je orientacyjnie, dla tutejszych.
Jadę Alejami w kierunku Pruszkowa. DDR się kończy, zjeżdżam na jezdnię, by zaraz szerokim i eleganckim łukiem w prawo skręcić w Nowolazurową. Spostrzegam, że po prawej wyrosła mi DDR, gdzieś nisko, za skarpą, zobaczyłem też, że nie ma którędy na nią wygodnie wjechać, bo krawężnik wysoki (zapewne ciąg DDR będzie prowadzony inaczej, łącząc tą po prawej z tą, z ktorej zjechałem), więc rozważyłem opcję jazdy do najbliższego skrzyżowania (w końcu tam będę mógł i bezpiecznie, i wygodnie wjechać na przeznaczony dla mnie pas). "Niech tam" - pomyślałem - "zjadę na przystanku i przeboleję ten krawężnik, bo się jeszcze przyczepi do mnie jakaś chol...". W tym momencie auto, które kilkadziesiąt metrów jechało blisko mnie nagle wydało z siebie niebieski błysk i stosowny pojedynczy pisk.
Sprawdzam z kim mi rzecz przyszła. Straż Miejska.
Zadane mi pytanie brzmiało: czy wiadomo mi, że tu mi nie wolno jechać.
Chyba najgorsze z pytań. Bo faktycznie, jeśli popatrzymy na tę sytuację jak na rysunku na teoretycznym na prawko, to przegrywam: rowerzysta A jedzie jezdnią, a ma do dyspozycji drogę rowerową. Z drugiej strony rowerzysta w miejsce, w którym jest dostał się zgodnie z przepisami.
Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że mię się rowerowa droga skończyła i zjechałem na jezdnię. Ale że już natychmiast zjeżdżam, bo czekałem aż się pojawi. I na tym przystanku właśnie chciałem...
Ale nie, pytanie nie dotyczyło tego. To jest dla panów jasne i zrozumiałe (!). Chodziło o to, że jadę rowerem po jezdni, gdy na Jerozolimskich jest (70), a na Nowolazurowej (60) (czy jakoś tak). A nie wolno. Bo nie wolno mi rowerem jechać jezdnią, gdy jest powyżej 50 km/h.
Zgłupiałem. A potem zgłupiałem jeszcze bardziej.
Zaprzeczyłem, a on potwierdził.
Poprosiłem o przepis. No akurat - pech! - nie miał kodeksu. Ale zaproponował, bym sobie w internecie sprawdził.
Zaproponowałem zakład. Nie przyjął.
Zorientowałem się, że pewnie pomyliło mu się z przepisem dotyczącym tego kiedy rowerzyście wolno po chodniku. Wyrecytowałem mu cały przepis, włącznie z wszystkimi trzema punktami dopuszczającymi możliwość jazdy po chodniku. Nadal się upierał przy swoim. Nadal upierał się, żebym sobie w internecie sprawdził.
Stwierdziłem, że czas się żegnać. Pożegnaliśmy się nawzajem życząc sobie sprawdzenia, jakie to są naprawdę te przepisy. Mam nadzieję, że zapyta kogoś, albo przynajmniej sobie sam sprawdzi; nie próbował mi wystawić mandatu, a przy tak zdecydowanym oporze z mojej strony, graniczącym z (kulturalną, ale jednak) kpiną, powinien już dawno wyciągnąć bloczek gdyby był pewien swego.
A na koniec sobie posłuchamy czegoś o rowerze:
Jadę Alejami w kierunku Pruszkowa. DDR się kończy, zjeżdżam na jezdnię, by zaraz szerokim i eleganckim łukiem w prawo skręcić w Nowolazurową. Spostrzegam, że po prawej wyrosła mi DDR, gdzieś nisko, za skarpą, zobaczyłem też, że nie ma którędy na nią wygodnie wjechać, bo krawężnik wysoki (zapewne ciąg DDR będzie prowadzony inaczej, łącząc tą po prawej z tą, z ktorej zjechałem), więc rozważyłem opcję jazdy do najbliższego skrzyżowania (w końcu tam będę mógł i bezpiecznie, i wygodnie wjechać na przeznaczony dla mnie pas). "Niech tam" - pomyślałem - "zjadę na przystanku i przeboleję ten krawężnik, bo się jeszcze przyczepi do mnie jakaś chol...". W tym momencie auto, które kilkadziesiąt metrów jechało blisko mnie nagle wydało z siebie niebieski błysk i stosowny pojedynczy pisk.
Sprawdzam z kim mi rzecz przyszła. Straż Miejska.
Zadane mi pytanie brzmiało: czy wiadomo mi, że tu mi nie wolno jechać.
Chyba najgorsze z pytań. Bo faktycznie, jeśli popatrzymy na tę sytuację jak na rysunku na teoretycznym na prawko, to przegrywam: rowerzysta A jedzie jezdnią, a ma do dyspozycji drogę rowerową. Z drugiej strony rowerzysta w miejsce, w którym jest dostał się zgodnie z przepisami.
Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że mię się rowerowa droga skończyła i zjechałem na jezdnię. Ale że już natychmiast zjeżdżam, bo czekałem aż się pojawi. I na tym przystanku właśnie chciałem...
Ale nie, pytanie nie dotyczyło tego. To jest dla panów jasne i zrozumiałe (!). Chodziło o to, że jadę rowerem po jezdni, gdy na Jerozolimskich jest (70), a na Nowolazurowej (60) (czy jakoś tak). A nie wolno. Bo nie wolno mi rowerem jechać jezdnią, gdy jest powyżej 50 km/h.
Zgłupiałem. A potem zgłupiałem jeszcze bardziej.
Zaprzeczyłem, a on potwierdził.
Poprosiłem o przepis. No akurat - pech! - nie miał kodeksu. Ale zaproponował, bym sobie w internecie sprawdził.
Zaproponowałem zakład. Nie przyjął.
Zorientowałem się, że pewnie pomyliło mu się z przepisem dotyczącym tego kiedy rowerzyście wolno po chodniku. Wyrecytowałem mu cały przepis, włącznie z wszystkimi trzema punktami dopuszczającymi możliwość jazdy po chodniku. Nadal się upierał przy swoim. Nadal upierał się, żebym sobie w internecie sprawdził.
Stwierdziłem, że czas się żegnać. Pożegnaliśmy się nawzajem życząc sobie sprawdzenia, jakie to są naprawdę te przepisy. Mam nadzieję, że zapyta kogoś, albo przynajmniej sobie sam sprawdzi; nie próbował mi wystawić mandatu, a przy tak zdecydowanym oporze z mojej strony, graniczącym z (kulturalną, ale jednak) kpiną, powinien już dawno wyciągnąć bloczek gdyby był pewien swego.
A na koniec sobie posłuchamy czegoś o rowerze:
- DST 26.05km
- Czas 01:00
- VAVG 26.05km/h
- Sprzęt Zenon
Poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Kategoria do czytania, transport
Robota
Weekend przekiblowany w domu. Ani się powspinać, bo mnie nadgarstek rozbolał, ani na rower, bo doleczaliśmy przeziębienie. Dupa, dupa i jeszcze raz dupa.
Za to przeserwisowałem rowery, przygotowałem koła wyprawowe i... czekamy na pogodę. Zależnie od tego, jak będzie, pojedziemy na rower albo w skały.
Za to przeserwisowałem rowery, przygotowałem koła wyprawowe i... czekamy na pogodę. Zależnie od tego, jak będzie, pojedziemy na rower albo w skały.
- DST 7.95km
- Czas 00:19
- VAVG 25.11km/h
- Sprzęt Zenon
Piątek, 25 kwietnia 2014
Kategoria do czytania, transport
Wstrętna zbiorówa
Paskudna i ohydna. Od środy wieczór do piątku. W tym ścianka.
- DST 76.79km
- Czas 03:13
- VAVG 23.87km/h
- Sprzęt Zenon
Środa, 23 kwietnia 2014
Kategoria do czytania, transport
Praca
Z pracy załapałem się na 3 km za ciężarówką. Do pracy jechałem bez ciężarówki. A potem jechałem do lekarza. Wyjechałem za wcześnie i nie miałem co ze sobą zrobić, więc przedłużyłem trasę.
- DST 29.85km
- Czas 01:07
- VAVG 26.73km/h
- Sprzęt Zenon


















