Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136654.57 km
  • Zajęło to: 259d 12h 39m
  • Średnia: 21.90 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Wpisy archiwalne w kategorii

transport

Dystans całkowity:47847.78 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:2254:03
Średnia prędkość:21.21 km/h
Maksymalna prędkość:60.42 km/h
Suma podjazdów:704 m
Maks. tętno maksymalne:191 (98 %)
Maks. tętno średnie:152 (78 %)
Suma kalorii:6134 kcal
Liczba aktywności:2279
Średnio na aktywność:21.00 km i 0h 59m
Więcej statystyk
Czwartek, 28 lutego 2013 Kategoria do czytania, transport

Zamykam kiepski luty

Tydzień choroby i ogólne pogorszenie zdrowia. Miesiąc do dupy. Mam nadzieję, że w marcu będzie lepiej.

Powrót szybki, bo z domu szybciutko na sekcję.
Środa, 27 lutego 2013 Kategoria transport

Praca. Bez filozofii.

Wtorek, 26 lutego 2013 Kategoria do czytania, transport

Zdycham

Wczoraj pierwszy raz od niepamiętnych czasów musiałem w domu położyć się spać po powrocie, bo nie byłem w stanie funkcjonować. Nie podoba mi się to.
Poniedziałek, 25 lutego 2013 Kategoria do czytania, transport

Kto na kogo czeka?

Zbudził mnie budzik. Standardowy, o siódmej. I trzy kolejne. Przy ostatnim stwierdziłem "A, jeszcze sekunda, w końcu Ona i tak zaraz się zerwie", wtuliłem się w ciepło i zamknąłem oczy. Otworzyłem je kwadrans później, bo Hipcia nadal spała. Zebraliśmy się w dwadzieścia minut i wymknęliśmy w miasto.

Na mieście korki. Długie i irytujące. Już po pożegnaniu, jadąc Towarową, zacząłem się zastanawiać, dlaczego kierowcy wyciągają w sporach z rowerzystami argument o tym, że rowerzyści to zawalidrogi i powodują spóźnienia. Chętnie zmierzę się z kimś w rywalizacji dotyczącej tego, kto więcej czasu traci: ja przez kierowców, czy dowolny kierowca przez rowerzystów?
Piątek, 22 lutego 2013 Kategoria transport, do czytania

W kierunku nadrabiania zaległości

Zaległości opisowych mam(y) sporo. Pozostaje cała Norwegia i trzy i pół górskiego wyjazdu. Dobrze, że chociaż w przypadku BS nie mam ambicji wypisywać czegoś przez duże "C", jak nie mam weny: nie ma o czym pisać, dwa słowa lub wcale i wpis jest. Teraz popchnąłem robotę naprzód: pozostało mi "pół" górskiego wyjazdu (czyli końcówka szlajania się po Karkonoszach - bez mapy szlaków za cholerę nie pamiętam, którędy schodziliśmy) i polowa Norwegii. Reszta, czyli trzykrotne Tatry i początek Norwegii zostały przepchnięte do następnego kroku.

Dla nieświadomych procesu publikacyjnego: ja piszę, potem to edytuje Hipcia, dodając wszystko, czego zapomniałem, poprawiając moje literówki i dodając własne, a na sam koniec biorę to ja, czytam raz ostatni i publikuję (czyli, dla powyższych relacji: ja skończyłem, teraz Hipcia). Teraz z publikowaniem jest łatwiej, bo w końcu strona dostała nowy silnik i publikacja polega na jednym kliknięciu; a i zdjęcia będzie łatwiej dodać (bo tak, planuję dodać kilka fotek z ww. wypraw). No i coś się zadzieje, trochę mnie męczy blogowanie o ścianie wspinaczkowej... chociaż to dobrze, gdy mnie coś męczy, to zazwyczaj wpadam na jakiś kreatywny pomysł - na przykład od dwóch wpisów pojawiają się filmiki.

A rowerowo, jeśli kogokolwiek to interesuje, było standardowo. O tyle inaczej, że w końcu się trochę przesuszyło i droga szła przyjemniej. I o tyle inaczej, że w końcu przekroczyłem pierwszy tysiąc w tym roku.
Czwartek, 21 lutego 2013 Kategoria do czytania, transport

I nie pojechałem rowerem na kurs...

...do domu wróciłem jednak. Mokro, a hamulce działać nie chciały, ze dwa razy o mało co nie wyjechałem na środek skrzyżowania i kilka razy ratowałem się przed wjechaniem samochodowi w dupę.

Potem pojechaliśmy samochodem, bo ludzie sobie wymyślili piwo po zajęciach... o wpół do pierwszej zawinęliśmy do domu.

Rano - mokro, ale bez kałuż, nie muszę dosuszać spodni.
Środa, 20 lutego 2013 Kategoria do czytania, transport

Sprzeczne zeznania

W temacie powrotu z pracy mieliśmy sprzeczne zeznania. Ja twierdziłem, że było tylko cholernie mokro, Hipcia upierała się, że było paskudnie ślisko... a jechaliśmy prawie o tej samej porze, z różnicą pół godziny. Skoro nie mogliśmy się dogadać, to chociaż zmieniłem Hipci opony. :)

W kierunku "do pracy" zeznania było spójne: mokro.
Wtorek, 19 lutego 2013 Kategoria do czytania, transport

Znowu snieżnie

Sypie i sypie. Gdyby jeszcze nie chlapało, to byłoby dobrze, a tak to cały dzień suszę spodnie.
Poniedziałek, 18 lutego 2013 Kategoria do czytania, transport

Uważaj, czego sobie życzysz!

Oglądał kto "Meridę Waleczną"? Ba, pewnie, że nikt, sami dorośli dookoła. W każdym razie ja oglądałem. Jest tam moment, gdy głowna bohaterka odpowiada twierdząco na pytanie "Czy na pewno wiesz, czego sobie życzysz?". Każdy dorosły już wie, że takie pytanie zapowiada, że coś się będzie działo. Ale to bajka, oglądając bajki dorośli (jeśli już który obejrzy) mogą się mądrzyć. W życiu trochę inaczej, bo życzenia się nie spełniają... czyżby?

Życzyłem sobie nie raz i nie dwa razy, żeby wyspać się za wszystkie czasy.

Rozkład dnia wg Hipka, dni pn-pt:
00:00 - 16:00 sen, z krótkimi przerwami technicznymi
16:30 - zaczynam reagować na dźwięki, robi mi się niewygodnie
18:00 - nadciąga Hipcia, zaczynam reagować na silniejsze bodźce typu szturchanie lub głośne domaganie się uwagi.
18:30 - wykonuję pierwsze ruchy robaczkowe, zsuwające mnie z łóżka, przechodzę w stan autopilota
19:00 - osiągam wstępną sprawność ruchową (trafiam w drzwi bez pomyłki, wiem w którą stronę odkręca się wodę i takie tam).


Taki zły na spanie to nigdy nie byłem. Z ulgą przyjąłem sobotę, gdy po zastosowaniu nowego lekarstwa obudziłem się o normalnej godzinie, udało mi się wstać i zjeść śniadanie przed czternastą. Zresztą, po przyjęciu kilku posiłków poczułem moc na tyle, że nawiedziliśmy ściankę wspinaczkową... tak samo w niedzielę. Uff... jest z powrotem Moc w Narodzie!

Dodam jeszcze, że sobota przed tym wszystkim odbyła się według zasady "coś dziwnego się dzieje", gdy asekurowałem (weź Hipci przetłumacz) kręciło mi się w głowie, a niedziela była jedną wielką zabawą w kalambury, hasło: zdechł pies. Gdy w poniedziałek lekarka dała mi L4 ("To chyba panu wystarczy do środy..." - "Może niech da pani lepiej do piątku"), liczyłem na to, że przez wtorek-środę ogarnę trochę zaległych rzeczy na komputerze, a od czwartku, już wstępnie zdrowy, wezmę i na przykład wyczyszczę i przesmaruję rower. A tam! Idealne, książkowe wręcz zwolnienie lekarskie - dętka od poniedziałku do piątku. Dobrze, że weekendu mi nie zniszczyło, bo bym się już... zirytował.

A w poniedziałek... przesmarowawszy uprzednio wieczorem rower... hyc, hyc... i hajda! z Hipcią do pracy. Żeby już mi nie musiała smętów sadzić u siebie na blogu (I to prawie 50 km! Bez zdjęć! GPSów! Bez dowodów! Nawet opisu! Oj, uważaj, bo Cię strażniczka moralności dorwie i prześwięci polskawym komentarzem!). Trochę przeciskania się przez korki, trochę mruczenia pod nosem na przerzutkę (od połowy stycznia staram się przesmarować tylną linkę) i nareszcie rower pod kuprem i Hipcia w okolicy. No.

Po wszystkim jeszcze krótka rundka do lekarza (fajnie jest zobaczyć ślady kół Hipci na śniegu) i pozamiatane. Witam po przerwie!
  • DST 15.99km
  • Czas 00:47
  • VAVG 20.41km/h
  • VMAX 32.54km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 8 lutego 2013 Kategoria transport

Z pracy


stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl