Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136654.57 km
  • Zajęło to: 259d 12h 39m
  • Średnia: 21.90 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Wpisy archiwalne w kategorii

transport

Dystans całkowity:47847.78 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:2254:03
Średnia prędkość:21.21 km/h
Maksymalna prędkość:60.42 km/h
Suma podjazdów:704 m
Maks. tętno maksymalne:191 (98 %)
Maks. tętno średnie:152 (78 %)
Suma kalorii:6134 kcal
Liczba aktywności:2279
Średnio na aktywność:21.00 km i 0h 59m
Więcej statystyk
Wtorek, 6 grudnia 2011 Kategoria transport, do czytania

Pogotowie rowerowe

Wczoraj Hipcia przychodzi z informacją, że drugi hamulec też nie działa. O ile o tylnym wiem, bo sam go załatwiłem, o tyle przedni był niespodzianką. Jedyną opcją byla jazda na lekko zacisniętej klamce, wtedy tylko mozna było hamować.

Z ciekawości: czy ktoś wie, co może być przyczyną tego, że klamka nie zaciska szczęk, po chwili zaciskania jest takie jakby "pstryknięcie" i wtedy dopiero szczęki łapią. Mocno.

Skoro tak, to nie ma opcji, na kurs jedziemy samochodem. Ostre koło to fajna sprawa, hamulce są dla leszczy, ale ostre koło z wolnobiegiem bez hamulców... ;-) Rano zatem Hipcia jako PIESZA udaje się do pracy, a ja jadę do swojego zakładu, by po chwili wymknąć się na Bemowo, odprowadzić rower do mechaniora, wrócić do roboty.

Koło południa jadąc Kasprzaka w kierunku Prymasa widzę, że nadal trwają w nieskończoność korki wyjazdowe. Oczywiście między innymi przez pajaców, którzy nie potrafią skumać, że póki nie ma miejsca do jazdy za skrzyżowaniem, nie powinien na nie wjeżdżać. A potem siedzi w aucie i macha łapami, wielce zdziwiony, że ludzie z drogi poprzecznej na niego trąbią.

Dystans wyszedł równiutki sam z siebie, bez dokręcania.
Poniedziałek, 5 grudnia 2011 Kategoria do czytania, transport

Pięć faz wstawania w poniedziałek

Zaprzeczenie: Nie, to nie może być siódma. Zegarek źle chodzi.
Gniew: Szlag by strzelił tę całą robotę. Gówno. Nigdzie nie idę.
Negocjacja: No dobra. Może się spóźnię. Albo wezmę na żądanie. Mam jeszcze urlop w zapasie.
Depresja: Nie... Znowu... Cały tydzień. Znowu cały tydzień roboty. I jeszcze dziś poniedziałek... praca do 23:00...
Akceptacja: Kurwa. No idę już, no. Kurwa.

Odrobina deszczu bardzo szybko (jak to napisała Che) zweryfikowała, kto rower kocha, a kto jest zwykłą miękką psitą. Zamiast sześciu rowerów, dziś parkują dwa. W tym mój.

Krótko coś wyszło, bo i z domu wyszliśmy późno. Nawet rozstać się musieliśmy w punkcie "zero".
Piątek, 2 grudnia 2011 Kategoria transport

Z pracy

Piątek, 2 grudnia 2011 Kategoria do czytania, transport

Roczny cel wypełniony!

Dawno temu, bo jeszcze w styczniu postanowiłem sobie cel (mocne słowo, "cel"; lepiej: zagadkę): czy uda mi się przejechać 2011 tak, żeby na wykresie rocznym przebieg tegoroczny przykrył daszkiem zeszłoroczny. Czyli: czy w każdym miesiącu z tego roku uda mi się pobić dystans miesięczny z zeszłego. Dzisiaj właśnie pobiłem moje zeszłoroczne grudniowe 12km i tym samym skompletowałem całość. Teraz trzeba sprawdzić, czy w przyszłym roku też się uda. Będzie trudniej i w końcu będzie to jakieś wyzwanie :)

Rano podejrzanie ciepło i podejrzanie ładnie. Aż nie chciało się człowiekowi jechać do pracy. Dróżka przy Szczęśliwickiej bardzo mi się podoba, przynajmniej rano. Nikogo tam jeszcze nie spotkałem, jest poprowadzona ciekawie, bo zawijasami, dzięki temu człowiek nie zasypia jadąc bez przerwy przed siebie. Trochę wmordewind, ale przy takiej temperaturze to sobie może wiać.
Czwartek, 1 grudnia 2011 Kategoria do czytania, transport

Rozwiązania na temat pedałowania

Tak od razu po zwolnieniu bach! do pracy. To nieludzkie! Dobrze, że już za dwa dni weekend, co prawda nie wypocznę za bardzo, bo będą mi już od jutra nocami hałasowali siatkarze nad głową (w tym chyba z soboty na niedzielę o trzeciej nad ranem), ale zawsze to jakiś dzień wolny.

W porannej mżawce ruszyliśmy przed siebie, jakoś tak spokojnie, ale jakoś tak fajnie. Mimo że jestem zmęczony i chce mi się spać, to przyjemnie sobie przypomnieć, jak taka wspólna poranna przejażdżka pompuje w człowieka nowy dzień.

Przed zwolnieniem zostawiłem otwarty temat pedałowania i mojej lewej stopy. Wypoczywając w domu miałem niewiele czasu na czytanie, ale jeden fragment książki przeczytałem: ten o pedałowaniu właśnie. Wczoraj wieczorem bowiem uświadomiłem sobie finalnie, skąd wziął się mój stary pomysł na pedałowanie w SPD. Zakupiwszy je, szukałem na forach rowerowych informacji o tym, jak efektywnie pedałować. I gdzieś trafiłem, na jakimś forum szosowym, na polecaną metodę "kręć tak, jakbyś miał za małą korbę i chciał kręcić po większym kole". No to kręciłem. Całe szczęście, że Hipcia tę "dobrą radę" ode mnie zupełnie zlała, bo teraz mamy jednego tylko człowieka do naprawy.

A w czym tkwił zapewne problem? Kręcenie "na za małą korbę" w części ciągnącej ruchu wspomagałem łydką. W książce ładnie rozrysowano, które mięśnie pracują w której fazie ruchu. Do góry ciągnie dwugłowy uda, a pod koniec wspomaga go biodrowy. Tyle. Żadnej łydki. Oczywiście wczoraj, jak szybko bym nie jechał, nogi nie cierpły, dziwne, prawda? Poza tym jest jeszcze ta różnica: robić coś większym mięśniem; teraz faktycznie czuję, że prędkość wzrasta, że jazda mniej męczy, że przyspieszenie jest mocniejsze. I nic, kurna, nie cierpnie. Przynajmniej, jeśli chodzi o stopy. ;-)
Środa, 30 listopada 2011 Kategoria do czytania, transport

Ożyj i zwyciężaj

Na sam koniec ostatniego dnia zwolnienia (czyli już legalnie, po godzinach pracy), pojechaliśmy na kurs. Po sześciu dniach bez roweru czułem się jak dziecko, któremu dano zabawkę. Wszystko nowe: rower nowy, świat nowy... tylko Hipcia ciągle stara i dobra ;)

Mogę sobie tylko wyobrażać, jak czują się ludzie, którzy wsiadają na rower po miesiącu/dwóch. I wolę tego nie sprawdzać.
Piątek, 25 listopada 2011 Kategoria do czytania, transport, waypointgame

Praca-dom-praca przez pszczołobiedronkę, czy inne tam stworzenie

Wieczorem, urągając wszelkim zasadom EcoDrivingu wybrałem się (jak co miesiąc) samochodem do TESCO (oddalonego od domu o całe 500m w linii prostej). Chwiłę już nie jeździłem, więc zapomniałem, jakie to jest wygodne, gdy widzisz, co jest za tobą, bez odwracania łba. Powraca pomysł lusterka rowerowego, ale pierwsze, które miałem, rozbiłem rok temu przewracając się na zakręcie. Drugiego nie kupię.

Z rana wita mnie okrzyk "O, deszcz pada". Pogodnik w internecie podpowiada jednak, że deszczu dziś nie ma prawa być, zatem wniosek jest prosty: nie deszcz to, a jakaś fatamrugana. Na zewnątrz okazuje się, że pogodnik miał rację, jest po prostu, uczciwie, mokro.

Przed pracą jedziemy jeszcze odwiedzić Pszczółki, które okazały się być biedronkami. Stamtąd już sam jadę do pracy, przy okazji rozdziewiczając dróżkę rowerową przy Szczęśliwickiej. Pomijając skręt w Opaczewską, jedzie się przyjemniej, niż jezdnią.

Nadal nie mam roweru do buszowania po lasach. Zastanawiam się jednak, czy na pewno jest potrzebny. Bo, popatrzmy bestii w ślepia: kupuję go, żeby wziąć sobie udział w jakimś tam wyścigu. Ale żeby się ścigać, trzeba trochę nabyć praktyki. A gdzie ja nabędę praktyki do jazdy dziennej, jeśli Hipcia uznaje tylko nocną jazdę? Pozostaje mi chyba tylko nocny fragment Mazovii 24h ;-)
Piątek, 25 listopada 2011 Kategoria do czytania, transport, waypointgame

Waypointbreak

Po pracy wszedłem do domu.

- Bez sensu, prawda? - zagaiłem.
- Bez sensu. - odpowiedziała Ona.

Bo i po prawdzie - było bez sensu. Rano jeszcze wypracowana przewaga nosiłą się w granicach siedemdziesięciu punktów, po południu było tego już trzydzieści. I malało. Potwierdziły się obserwacje z prawie pół roku naszego uczestnictwa w grze: przy obecnych zasadach i przy ilości punktów ustawionych przez Surfa, jakakolwiek walka o pierwsze miejsce jest bez sensu. Szkoda nóg. Nie mając wpływu na ilość zawodników, ktorzy jeżdżą i niemalże taśmowo nabijają punkty, nie ma szans na normalną rywalizację. Nawet wyjeżdżona stupunktowa przewaga może stopnieć w dwa dni Błędem było nasze założenie na początku listopada, że ludzie odłożą rowery pod kocyk i będzie można rywalizować przy porównywalnym stopniu wysiłku.

Plusem jest to, że nie musimy się zastanawiać, czy w sobotę z rana atakujemy zachodni KPN, na tyle, żeby na wieczór zostawić siły na AlleyPiasta, nie musimy zastanawiać się, czy nie warto poświęcić prywatnej okazji, wypadającej w niedzielę, żeby wymknąć się na małe kółko dookoła boiska... i tak dalej. KPN poczeka na grudzień. I nowy rower. Który kupuję. :D
Czwartek, 24 listopada 2011 Kategoria do czytania, transport

Analiza postępuje

Wczoraj mieliśmy taki przyjemny dzień. Wieczorem mroźnie, ale sucho. Człowiek sobie wytworzył poduchę powietrza dookoła siebie i tak się turlał. Z rana za to natura, czyli tak zwana codzienność, postanowiła zaprosić nas do udziału w eksperymencie pt. "wpływ wilgoci i jej przewodności cieplnej na organizmy żywe". Ale też było fajnie. W tej mgle. Nawet ludzie światła włączają, co mnie bardzo dziwi - nietoperze są w mniejszości.

Wieczorem wczoraj dokonaliśmy komisyjnego przetestowania nowego odkrycia. Mięta dobrze grzeje, trzeba będzie zapamiętać i kupować na szlajanie się po lasach.

Wracając wczoraj z pracy skupiłem się znowu na tej lewej kończynie. Dokonałem dogłębnej analizy, której wyniki zaprezentuję natychmiast. Dla uproszczenia, zebrałem ją w dwóch punktach:
1. Jeśli noga nie kręci dobrze, to kręci źle.
2. Jeśłi noga kręci źle - jest zepsuta!

Pokrzepiony błyskiem tej jakże błyskotliwej myśli, rozważyłem, jak naprawić zepsutą nogę. Samo "naprawić" to jakoś złe słowo, bo skoro uczyła sie jeździć metodą "huzia na intruza" (kupił sobie chłopiec SPD i zaczął po prostu jeździć), to teraz nie ma co jej oduczać. Wracamy! Wracamy do punktu, w którym wiemy, że dobrze działało: platformy. Zatem w SPD, ale jak na platformach. Tu kolejne odkrycie - jeśli myślę o tym, jak to ma pracować - jest dobrze. Jak przestaję myśleć - jest źle: czyli - naprawić trzeba pamięć ruchową.

No i naprawiam. Na razie skupiam się tylko na pierwszej części ruchu (pchanie) i od czasu do czasu dodaję kolejną (ściąganie w tył). Powoli. Mamy czas.

Kupowanie roweru dla Hipka rusza pełną parą. Co prawda jeszcze to chwilę potrwa, ale zapewne zdążę przekosić KPN już na stworzonym w tem celu pojeździe. I może jeszcze przed śniegiem. W końcu przyda się kask... i drugi, który niedługo nadejdzie.

Odkryłem, jak można sobie eksportować (... za mocne słowo, może: przenosić) waypointy do mapy google'a. Którą to mapę otwieram w telefonie, widzę siebie po GPS, widzę wszystkie punkty, mogę się do każdego znawigować... Bomba!
Środa, 23 listopada 2011 Kategoria do czytania, transport

Zabawy z blokami trwają

Od kilku dni męczę tę lewą stopę. Nie wiem, jak to, kurna, jest: prawa kręci i problemu z nią nie ma, a lewa wydziwia. I nie sposób ją umiejscowić tak, żeby nie cierpła. Znaczy: jeśli tylko pcham, to nie cierpnie. Robi się gorzej, gdy próbuję podciągać stopę w górę. Jakoś tak palce wpadają mi coraz głebiej w but i coraz głebiej... a prawa nadal tkwi w miejscu.

Wpadłem w końcu dziś na pomysł, że może po prostu dupnie tą lewą pedałuję, bo naciskać na pedały potrafi dwuletnie dziecko, ale poprawnie pedałować trzeba się nauczyć.

[edit]

No i masz... No i co teraz? Trzeba w końcu ten rower kupić. Zwłaszcza, że na crossie po KPN zimą nie poszaleję... zbytnio. Przynajmniej w pionie.

stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl