Wpisy archiwalne w kategorii
transport
| Dystans całkowity: | 47847.78 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 2254:03 |
| Średnia prędkość: | 21.21 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 60.42 km/h |
| Suma podjazdów: | 704 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 191 (98 %) |
| Maks. tętno średnie: | 152 (78 %) |
| Suma kalorii: | 6134 kcal |
| Liczba aktywności: | 2279 |
| Średnio na aktywność: | 21.00 km i 0h 59m |
| Więcej statystyk | |
Piątek, 17 czerwca 2011
Kategoria transport, do czytania
Z Hipcią pracowe korblowanie
Albowiem tak się przypadkowo złożyło, że zarówno z pracy jak i do pracy mogliśmy jechać razem. Z tym, że dzisiaj wstaliśmy wcześniej i tym razem to ja odwiozłem Ją pod pracę. Podoba mi się ta opcja, chyba będziemy tak częściej robić, bardzo przyjemnie jest tak sobie razem jechać.
- DST 25.05km
- Czas 01:06
- VAVG 22.77km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 17 czerwca 2011
Kategoria do czytania, transport, < 50km
Dziecko pod kołami... no, prawie
Bardzo sympatycznie złożył się koniec tygodnia: czwartek jechaliśmy razem w obie strony, w piątek do pracy, a po południu odebrałem Hipcię z jazd i wrócilismy do domu.
Tuż przed metą, nowa ścieżka rowerowa przy Powstańców Śląskich: przed nami pojawia się mamunia jadąca na rowerze z dwoma synami - jeden, na oko jakieś 8 lat, drugi - 5, może 6 lat. Wyprzedzamy całą kolumnę, gdy ten młodszy zaczyna zbliżać się do osi drogi. Coraz bardziej zajeżdża nam drogę, matka krzyczy "w prawo", a mały jeszcze bardziej jedzie w lewo. Wyhamowaliśmy na ostro, Hipcia pojechała, a ja grzecznie zwróciłem uwagę, że taki dzieciak powinien po chodniku jechać. "No chyba lepiej, żeby od początku uczył się przepisów" - zaripostowała mamuśka (och, ty tępa suko, jakich, kurwa, przepisów? Naucz gnoja jeździć po prostej, wtedy bierz się za przepisy.). Słowo "przepisów" podziałało na mnie jak płachta na byka i zapytałem grzecznie, czy zna Kodeks Drogowy. Ha, oczywiście, że zna. Poleciłem jej zatem doczytanie fragmentu mówiącego o tym, gdzie powinien jeździć gówniarz poniżej 10 roku życia. Oczywiście, nie pozostawiła tego bez ironicznego podziękowania za radę, więc troskliwie i grzecznie powiedziałem "pani przeczyta, bo dziecko naprawdę pięknie wygląda, gdy leży na ziemi". I tu się skończyły paniusiowe riposty.
Oczywiście, jestem przekonany, że nie zrozumiała tego co jej przekazałem, bo to ja przecież jestem idiotą, który czepia się tego, że małe dziecko uczy się przepisów.
Następnym razem będę mówił, że dziecko pięknie wygląda w trumnie - jak mały, śpiący aniołek. Dla samej radości.
Tuż przed metą, nowa ścieżka rowerowa przy Powstańców Śląskich: przed nami pojawia się mamunia jadąca na rowerze z dwoma synami - jeden, na oko jakieś 8 lat, drugi - 5, może 6 lat. Wyprzedzamy całą kolumnę, gdy ten młodszy zaczyna zbliżać się do osi drogi. Coraz bardziej zajeżdża nam drogę, matka krzyczy "w prawo", a mały jeszcze bardziej jedzie w lewo. Wyhamowaliśmy na ostro, Hipcia pojechała, a ja grzecznie zwróciłem uwagę, że taki dzieciak powinien po chodniku jechać. "No chyba lepiej, żeby od początku uczył się przepisów" - zaripostowała mamuśka (och, ty tępa suko, jakich, kurwa, przepisów? Naucz gnoja jeździć po prostej, wtedy bierz się za przepisy.). Słowo "przepisów" podziałało na mnie jak płachta na byka i zapytałem grzecznie, czy zna Kodeks Drogowy. Ha, oczywiście, że zna. Poleciłem jej zatem doczytanie fragmentu mówiącego o tym, gdzie powinien jeździć gówniarz poniżej 10 roku życia. Oczywiście, nie pozostawiła tego bez ironicznego podziękowania za radę, więc troskliwie i grzecznie powiedziałem "pani przeczyta, bo dziecko naprawdę pięknie wygląda, gdy leży na ziemi". I tu się skończyły paniusiowe riposty.
Oczywiście, jestem przekonany, że nie zrozumiała tego co jej przekazałem, bo to ja przecież jestem idiotą, który czepia się tego, że małe dziecko uczy się przepisów.
Następnym razem będę mówił, że dziecko pięknie wygląda w trumnie - jak mały, śpiący aniołek. Dla samej radości.
- DST 35.16km
- Czas 01:37
- VAVG 21.75km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 16 czerwca 2011
Kategoria do czytania, transport
A jednak żaden ze mnie cham
Wczoraj na kurs jechaliśmy znowu autem, żeby kostka Hipci nadal sobie spokojnie odpoczywała. Wyszliśmy za późno, zatem śpieszyłem się i rzucałem mięchem w kierunku napotykanych ludzi. Oberwało się się m.in. leszczowi prowadzącemu rower (miejski - to jakaś reguła?) przez przejście, który stał niezdecydowany i nie przeszedł gdy ludzie szli, a wlazł na przejście dopiero, gdy zrobiło się puste, w ostatniej chwili; baranom, którzy nie potrafią czekać normalnie na jednym pasie, tylko jadą przez całą kolejkę z kierunkowskazem i gdzieś przy szczycie się wpychają; baranom, którzy takich baranów "kulturalnie" wpuszczają. Hipci cierpliwość się skończyła, gdy skląłem w żywy kamień idiotę na rowerze (profeska: kask, obcisłe, okularki, rękawiczki, SPD, rower wypucowany, szkoda, że mózgu brak), który wyjechał mi pod koła na (jego) czerwonym. Wtedy już mi się oberwało i do końca jazdy tylko gniewnie mruczałem.
Za to dziś rano, gdy cięliśmy sobie spokojnie Górczewską, ścieżkę rowerową przeciął pieszy. Standardowo, jak to pieszy - wlazł jak krowa. W momencie gdy już wiedziałem, że się nie obejrzy i nie zauważy mnie, było za późno na zatrzymanie się przed nim, zatem objechałem go z mojej prawej strony gwałtownie hamując. I wyplułem w jego kierunku wiązankę. Wiązanka wyszła sama, zapewne siedziała tam w podświadomości i wyskoczyła przez usta bez udziału mózgu. Krzyknąłem mu: "Kurczę, prezes, uważaj". No. Zatem żaden ze mnie cham, w podświadomości siedzi wrażliwe pisklę.
Hipcia do tej pory się ze mnie śmieje. :)
Przymierzyłem wczoraj buty. Pasują. Dziś pewnie przypnę blachy, a jutro bądź w sobotę będą pierwsze "klik".
Za to dziś rano, gdy cięliśmy sobie spokojnie Górczewską, ścieżkę rowerową przeciął pieszy. Standardowo, jak to pieszy - wlazł jak krowa. W momencie gdy już wiedziałem, że się nie obejrzy i nie zauważy mnie, było za późno na zatrzymanie się przed nim, zatem objechałem go z mojej prawej strony gwałtownie hamując. I wyplułem w jego kierunku wiązankę. Wiązanka wyszła sama, zapewne siedziała tam w podświadomości i wyskoczyła przez usta bez udziału mózgu. Krzyknąłem mu: "Kurczę, prezes, uważaj". No. Zatem żaden ze mnie cham, w podświadomości siedzi wrażliwe pisklę.
Hipcia do tej pory się ze mnie śmieje. :)
Przymierzyłem wczoraj buty. Pasują. Dziś pewnie przypnę blachy, a jutro bądź w sobotę będą pierwsze "klik".
- DST 23.57km
- Czas 01:00
- VAVG 23.57km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Środa, 15 czerwca 2011
Kategoria do czytania, transport
Kompletowanie sprzętu zakończone
Po południu pojechaliśmy (autem) do Airbike'a na Ursynów. Hipcia jeszcze leczy kontuzję po wypadku, a samemu jechać mi się nie chciało. Tam odebrałem zamówione z Allegro buty Shimano. W międzyczasie zakupiono mi nowe pedały platformowe.
Wieczorem miałem wziąć się za robotę, ale padłem na twarz i się skończyło. Za pracę wziąlem się rano - tylko wymiana pedałów, w ramach platformowych, bo SPD chcę sobie spokojnie przetestować, niekoniecznie w drodze do pracy. Biorę zatem klucze: 15 za mała, 17 za duża. Bierzemy blaszkę, robimy skrót klucza i kręcimy. Nie idzie... Zupełnie nie... Skląłem w żywy kamień człowieka, który tak mocno skręcił pedał, wziąłem nowy pedał przeanalizowałem gwint i przeprosiłem dopiero co sklętego człowieka. Albowiem kręciłem w złą stronę. W drugą wystarczyło stuknąć i samo się kręciło. Raz-dwa zamieniłem pedały i ruszyliśmy. Miodzio! Nic nie chrzęści, nic nie stuka... cudownie!
Czyli mamy pierwszą poważną wymianę zużytego sprzętu w rowerze. Na oryginalnych pedałach wykręciłem ponad 5500. To chyba dobrze.
W piątek albo sobotę biorę się za SPD.
[edit] Mam za sobą przejechanych 20km na nowych pedałach, ale bez nosków - czysta platforma. Pomijając efektywność pedałowania, czuję się... niestabilnie. Czyli (paradoksalnie dla większości ludzi) bezpieczniej czuł się będę wpięty do roweru. :)
Wieczorem miałem wziąć się za robotę, ale padłem na twarz i się skończyło. Za pracę wziąlem się rano - tylko wymiana pedałów, w ramach platformowych, bo SPD chcę sobie spokojnie przetestować, niekoniecznie w drodze do pracy. Biorę zatem klucze: 15 za mała, 17 za duża. Bierzemy blaszkę, robimy skrót klucza i kręcimy. Nie idzie... Zupełnie nie... Skląłem w żywy kamień człowieka, który tak mocno skręcił pedał, wziąłem nowy pedał przeanalizowałem gwint i przeprosiłem dopiero co sklętego człowieka. Albowiem kręciłem w złą stronę. W drugą wystarczyło stuknąć i samo się kręciło. Raz-dwa zamieniłem pedały i ruszyliśmy. Miodzio! Nic nie chrzęści, nic nie stuka... cudownie!
Czyli mamy pierwszą poważną wymianę zużytego sprzętu w rowerze. Na oryginalnych pedałach wykręciłem ponad 5500. To chyba dobrze.
W piątek albo sobotę biorę się za SPD.
[edit] Mam za sobą przejechanych 20km na nowych pedałach, ale bez nosków - czysta platforma. Pomijając efektywność pedałowania, czuję się... niestabilnie. Czyli (paradoksalnie dla większości ludzi) bezpieczniej czuł się będę wpięty do roweru. :)
- DST 16.40km
- Czas 00:41
- VAVG 24.00km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Wtorek, 14 czerwca 2011
Kategoria do czytania, transport
Odcięte zasilanie i wieczorne naprawy
Oj, jak mi się strasznie jechało do domu wczoraj... Zero zasilania, po całym weekendzie marzyłem tylko, żeby dotrzeć do domu.
Zasilanie wróciło gdzieś pod wieczór, gdy wziąłem się za naprawy rowerów. Najpierw wstawienie nowego koła Hipci i przystosowanie roweru do jazdy, potem czyszczenie i wymiana klocków w przednim hamulcu u mnie. W międzyczasie uskuteczniałem szejkowanie łańcucha, na koniec, gdzieś około 1:30 wziąłem się za czyszczenie napędu i montowanie łańcucha. Z dwadzieścia minut męczyłem się ze spinką, udało się dopiero dzięki kleszczom... Ale łańcuch czyściutki.
Dziś rano za to trasa z Hipcią, musi teraz Grzybowska jeździć, bo pod budowę metra zamknięto Prostą. Kawałek przejechaliśmy się razem i wróciłem do roboty.
Muszę jak najszybciej wymienić pedały, bo stare już przy każdym obrocie korbą chrzęszczą jak zarzynane. Tracę element zaskoczenia! A wygląda na to, że tak szybko nie zamontuję SPDów, więc będzie trzeba jakieś tymczasowe platformy kupić.
Zasilanie wróciło gdzieś pod wieczór, gdy wziąłem się za naprawy rowerów. Najpierw wstawienie nowego koła Hipci i przystosowanie roweru do jazdy, potem czyszczenie i wymiana klocków w przednim hamulcu u mnie. W międzyczasie uskuteczniałem szejkowanie łańcucha, na koniec, gdzieś około 1:30 wziąłem się za czyszczenie napędu i montowanie łańcucha. Z dwadzieścia minut męczyłem się ze spinką, udało się dopiero dzięki kleszczom... Ale łańcuch czyściutki.
Dziś rano za to trasa z Hipcią, musi teraz Grzybowska jeździć, bo pod budowę metra zamknięto Prostą. Kawałek przejechaliśmy się razem i wróciłem do roboty.
Muszę jak najszybciej wymienić pedały, bo stare już przy każdym obrocie korbą chrzęszczą jak zarzynane. Tracę element zaskoczenia! A wygląda na to, że tak szybko nie zamontuję SPDów, więc będzie trzeba jakieś tymczasowe platformy kupić.
- DST 17.20km
- Czas 00:47
- VAVG 21.96km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 10 czerwca 2011
Kategoria do czytania, transport
Masochista?
Bo ów jest kimś, komu jest dobrze wtedy, gdy większości jest źle. A mi dziś było tak fajnie, podczas powrotu w deszczu.
A zaraz wsiadam w auto i jadę zdobywać szczyty.
A zaraz wsiadam w auto i jadę zdobywać szczyty.
- DST 6.53km
- Czas 00:17
- VAVG 23.05km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 10 czerwca 2011
Kategoria do czytania, transport
Wcześnie, wcześniej... piątek!
Też w to nie wierzę, ale wstałem dziś o szóstej. W zasadzie to wcześniej: 5:52. Nie, żebym miał jakieś problemy ze snem, ale dziś mam silną motywację, żeby z pracy wyjść wcześniej, przyjść do domu, wsiąść do auta i śmignąć w góry. Taki weekend, o.
To, że wstałem, dziwi mnie tym bardziej, że jeszcze o 1:30 za pomocą piwa i płynu do szyb (jedno spożywałem, drugim czyściłem, nie wiem, w której kolejności), czyściłem szyby w samochodzie. Błyszczą się teraz jak... błyszczą się. Spać poszedłem o 2:00, więc wychodzi na to, że wstałem sam po czterech godzinach snu. Świat się kończy.
Wieczorem jeszcze pojechałem zakupić mapę Tatr Polskich i Słowackich oraz nowe koło (Damian, miałeś rację, że trzeba było żądać kasy za nową obręcz... Chociaż w momencie zdarzenia nie wiedziałem, ile kosztuje nowe koło, a centrowanie - już tak. Jestem w plecy tylko 20zł. Okazało się, że po zdjęciu opony kolo wykrzywiło się jeszcze bardziej, naprawdę uroczo :D ).
Nie odmówię sobie również radości napisania, że wreszcie poprawiła się pogoda. Wczoraj przyjemna mżawka, aż jechać się chciało, dziś rano miła temperatura z jedynką na początku... Zapowiada się przyjemny weekend.
To, że wstałem, dziwi mnie tym bardziej, że jeszcze o 1:30 za pomocą piwa i płynu do szyb (jedno spożywałem, drugim czyściłem, nie wiem, w której kolejności), czyściłem szyby w samochodzie. Błyszczą się teraz jak... błyszczą się. Spać poszedłem o 2:00, więc wychodzi na to, że wstałem sam po czterech godzinach snu. Świat się kończy.
Wieczorem jeszcze pojechałem zakupić mapę Tatr Polskich i Słowackich oraz nowe koło (Damian, miałeś rację, że trzeba było żądać kasy za nową obręcz... Chociaż w momencie zdarzenia nie wiedziałem, ile kosztuje nowe koło, a centrowanie - już tak. Jestem w plecy tylko 20zł. Okazało się, że po zdjęciu opony kolo wykrzywiło się jeszcze bardziej, naprawdę uroczo :D ).
Nie odmówię sobie również radości napisania, że wreszcie poprawiła się pogoda. Wczoraj przyjemna mżawka, aż jechać się chciało, dziś rano miła temperatura z jedynką na początku... Zapowiada się przyjemny weekend.
- DST 19.95km
- Czas 00:46
- VAVG 26.02km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 9 czerwca 2011
Kategoria transport
Z pracy i do pracy
- DST 15.69km
- Czas 00:38
- VAVG 24.77km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Środa, 8 czerwca 2011
Kategoria transport, do czytania
Zielona strzałka i rower przytulony do samochodu
Z pracy śmignąłem po Hipcię, odebrać ją z jazd. Jeszcze cztery godziny i będzie zdawała egzamin na prawko. A można było zdawać, jak się bylo w liceum - to nie, nie chciało się. Dopiero, gdy kupiliśmy auto, to pojawiła się konieczność posiadania drugiego kierowcy... Chociaż ja sam tez zdałem mając 25 lat. W przypadku Hipci w ogóle obserwacja jest ciekawa, bo na kurs poszła osoba, mająca duże doświadczenie w jeździe w ruchu ulicznym - rowerem. I okazało się, że to bardzo wiele pomaga.
Wracamy do domu Górczewską. Wjeżdżamy na jeden z przejazdów i widzę, jak z boku nadjeżdża auto. Standardowo, nie zatrzymując się na zielonej strzałce. Nie słyszałem samego hamowania, ale moc uderzenia nie była duża. W zasadzie to nawet uderzenia nie było. Przednie koło wlazło pod przedni zderzak, zginając się w nieprawdopodobny sposób, a Hipcia przytuliła się do prawego narożnika auta. Z auta wypadł kierowca i zaczął nas momentalnie przepraszać. Zeszliśmy na chodnik i podsumowaliśmy straty: Hipcia - rozcięte lekko kolano (następnego dnia okazało się, że również siniak, ale jej siniaki robią się od samego patrzenia), rower - przednie koło działające w trzech płaszczyznach. Strachu nie ma. Kierowca zajechał na chodnik, ruszył nas przepraszać. Sam zaproponował, ze wezwie Policję albo pogotowie, ale takiej potrzeby nie było. W sumie, to obojgu nam było go żal, autentycznie. Widać było, że mu przykro, że nie planował tego zdarzenia... w tym momencie oboje mielibyśmy wyrzuty sumienia, gdybyśmy mu jeszcze mandat zafundowali. Zatem nikogo nie wołaliśmy, podsumowaliśmy straty - centrowanie przedniego koła - 40zł, bo tyle wynosi maksymalna cena w Legionie przy Górczewskiej (przy poprzednim wypadku, mieliśmy mniej uszkodzone koło i wzięli 35, więc teraz pewnie będzie górna granica). Facet od razu się zgodził, zostawił nam dowód (!), pojechał do bankomatu, wrócił, dał pieniążki.
Czy jego wina była ewidentna? No, teoretycznie nie do końca. My wjechaliśmy na przejazd na późnym zielonym migającym, to nie ulega wątpliwości. Ale kierowca zignorował obowiązek zatrzymania się na strzałce... a ciekawe, czy ta strzałka w ogóle tam była jeszcze, gdy wjeżdżał za sygnalizator.
W każdym razie dobrze, że tylko tak się to skończyło.
Wracamy do domu Górczewską. Wjeżdżamy na jeden z przejazdów i widzę, jak z boku nadjeżdża auto. Standardowo, nie zatrzymując się na zielonej strzałce. Nie słyszałem samego hamowania, ale moc uderzenia nie była duża. W zasadzie to nawet uderzenia nie było. Przednie koło wlazło pod przedni zderzak, zginając się w nieprawdopodobny sposób, a Hipcia przytuliła się do prawego narożnika auta. Z auta wypadł kierowca i zaczął nas momentalnie przepraszać. Zeszliśmy na chodnik i podsumowaliśmy straty: Hipcia - rozcięte lekko kolano (następnego dnia okazało się, że również siniak, ale jej siniaki robią się od samego patrzenia), rower - przednie koło działające w trzech płaszczyznach. Strachu nie ma. Kierowca zajechał na chodnik, ruszył nas przepraszać. Sam zaproponował, ze wezwie Policję albo pogotowie, ale takiej potrzeby nie było. W sumie, to obojgu nam było go żal, autentycznie. Widać było, że mu przykro, że nie planował tego zdarzenia... w tym momencie oboje mielibyśmy wyrzuty sumienia, gdybyśmy mu jeszcze mandat zafundowali. Zatem nikogo nie wołaliśmy, podsumowaliśmy straty - centrowanie przedniego koła - 40zł, bo tyle wynosi maksymalna cena w Legionie przy Górczewskiej (przy poprzednim wypadku, mieliśmy mniej uszkodzone koło i wzięli 35, więc teraz pewnie będzie górna granica). Facet od razu się zgodził, zostawił nam dowód (!), pojechał do bankomatu, wrócił, dał pieniążki.
Czy jego wina była ewidentna? No, teoretycznie nie do końca. My wjechaliśmy na przejazd na późnym zielonym migającym, to nie ulega wątpliwości. Ale kierowca zignorował obowiązek zatrzymania się na strzałce... a ciekawe, czy ta strzałka w ogóle tam była jeszcze, gdy wjeżdżał za sygnalizator.
W każdym razie dobrze, że tylko tak się to skończyło.
- DST 45.79km
- Czas 02:07
- VAVG 21.63km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Wtorek, 7 czerwca 2011
Kategoria do czytania, transport
Z pracy i do pracy
Wynarzekałem się wczoraj na temperaturę, a tu po pracy miła niespodzianka. Gdy pakowałem się w pokoju - grzmiało. Gdy odpinałem rower, kropiło. Gdy przypinałem sakwę - padało. Gdy wsiadłem na rower - lunęło. Momentalnie przemoczyło mnie całego, czułem się jak gorący kamień wrzucony do zimnej wody. Musiałem niesamowicie wyglądać jadąc w tej ulewie i szczerząc się z radości jak szczerbaty do suchara. Niestety, skończyło padać, a do domu zdążyłem doschnąć.
Dziś za to znów lokalizacja - Wola, więc rano śmignęliśmy we dwójkę.
Dziś za to znów lokalizacja - Wola, więc rano śmignęliśmy we dwójkę.
- DST 24.22km
- Czas 01:02
- VAVG 23.44km/h
- Sprzęt Unibike Viper


















