Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136654.57 km
  • Zajęło to: 259d 12h 39m
  • Średnia: 21.90 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Wpisy archiwalne w kategorii

transport

Dystans całkowity:47847.78 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:2254:03
Średnia prędkość:21.21 km/h
Maksymalna prędkość:60.42 km/h
Suma podjazdów:704 m
Maks. tętno maksymalne:191 (98 %)
Maks. tętno średnie:152 (78 %)
Suma kalorii:6134 kcal
Liczba aktywności:2279
Średnio na aktywność:21.00 km i 0h 59m
Więcej statystyk
Środa, 18 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Dojazdowo

Wieczorkiem z pracy do Legionu przy Gorczewskiej - panowie naprawdę zrobili dobrą robote i bardzo dobrze wycentrowali koło Hipci (a po wypadku było naprawdę w kiepskim stanie).

Do pracy przez dwie lokalizacje i centrum. Nie lubię centrum.
Wtorek, 17 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Z pracy i do pracy

Dawno nie widzieliśmy się z Panem Wiatrem.
A Warszawa coś dziś skorkowana, jakoś długo jechałem do pracy.
Nadal trzeba odpoczywać po wyjeździe. Dziś ledwo wstałem do pracy.
Poniedziałek, 16 maja 2011 Kategoria do czytania, transport, nie do końca rowerowo

Zakopiańskie szlaki i powrót do pracy

Droga do pracy, po spędzonym pracowicie weekendzie była ciężka: nie wyspałem się, byłem zmęczony, ale dojechałem - chociaż gdy rano wstałem, miałem wątpliwości, czy na pewno chce mi się jechać.

Zatem - dwa słowa o weekendzie. Plan: wyjazd do Zakopanego i lekkie chodzenie po szlakach, żeby nie obciążyć kontuzjowanej Hipci. Problem w tym, że ona nie zna definicji słowa "lekkie".

Czwartek:
Lądujemy w Murzasichlu, miała tam być rezerwacja. Na miejscu okazało się, że "uroczy domek otoczony pięknym ogrodem" to chałupka stojąca na podwórku, tuż obok drogi, którą jechała ciężarówka za ciężarówką. Mówimy zatem pani "do widzenia" i szukamy czegoś na gorąco. Udało się znaleźć.

Piątek:
Żółtym przez Dolinę Małej Łąki do Kondrackiej Przełęczy, stamtąd niebieskim na Giewont. I tu niespodzianka - na Giewoncie byliśmy sami :) Planem było zejście przez Halę Kondratową do Zakopanego, ale koniec końców ruszyliśmy żółtym na Kopę Kondracką, stamtąd czerwonym do Kasprowego i zielonym na dół. Na dole taksa (bo do auta mieliśmy z 1.5h marszu) i spać.

Sobota:
Mieliśmy wyjechać na Kasprowy kolejką, ale zobaczyliśmy, ile trzeba czekać i zwątpiliśmy. Z Kuźnic zaatakowaliśmy żółtym w kierunku Murowańca (i dobrze, żółty był ciekawszy i trudniejszy), z Murowańca czarnym w kierunku zielonego stawu i tu, przy rozejściu na Karb zdecydowaliśmy o podejściu na Przełęcz Świnicką. Podejście strome, w śniegu, dało się spokojnie pokonywać do ostatnich 20 metrów. Tam już było ciężko, a jakieś 10 m od celu straciłem oparcie i śmignąłem w dół. Zatrzymałem się 30 metrów niżej, dzięki kijkowi trekingowemu, który najpierw ułamałem, a potem wbiłem i zawisłem na nim. Gdybym go nie miał, zjechałbym na sam dół.
Wyszliśmy jednak na przełęcz. Mozna różnie nazywać to, co zrobiliśmy, cenzuralnymi słowami bądź nie, ja dumny szczególnie nie jestem. Ale dużo się nauczyliśmy. Na przykład tego, że w tak wysokie góry bez sprzętu się nie wychodzi. Mieliśmy jeszcze podejść na Świnicę, ale zrezygnowaliśmy - bez raków byłoby to bez sensu, chyba, że sensem jest podróż helikopterem - w czarnym worku, bądź nie.
Z przełęczy czerwonym do Liliowych, stamtąd zielonym na dół, dalej czarnym do Murowańca i niebieskim do Kuźnic. Dobrze, że w pierwszą stronę wybraliśmy żółty - niebieski byłby zapchany ludźmi i nudny - jest łagodny i montonny.

Niedziela:
Zielonym na Dolinę Chochołowską, potem czarnym - ścieżka nad Reglami i żółtym przez Dolinę Lejową. Cały dzień padal deszcze. Nie "lał" - padał. Problem byl w tym, że padał systematycznie, konsekwentnie i bez żadnej przerwy. Koniec końcow wylądowaliśmy w samochodzie prawie zupełnie przemoczeni. Moja kurtka w większości dała radę, ale Hipci byla już zupełnie przemoczona.

Powrót do Warszawy w deszczu. Tam, gdzie jechało się 100-110km/h - teraz szlo jechać 60/70km/h. Po drodze mijałem sześć wypadków, w tym dwa śmiertelne. W tym ten, w którym, gdybym jechał trochę szybciej, to może ja grałbym główną rolę - miałem jechać tamtą drogą i byłem mniej więcej kilometr w kierunku Kielc od tego miejsca, gdy zaczęli podawać przez radio, że był wypadek.

I wracamy do pracy...
Środa, 11 maja 2011 Kategoria transport, do czytania

I starczy na ten tydzień

Od jutra kursuję po tatrzańskich szlakach. Na piechtę.
Środa, 11 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Z pracy

Okazało się, że roweru Hipci nie będzie - sprzedawca napisał, że akurat ten rower został skradziony. Dziwny przypadek - miał go dostarczyć na piątek, nie udało mu się, miał być na wtorek, a tu nagle w poniedziałek, przyjeżdża ktoś go przymierzyć i kradnie. Pewnie przyszedł ktoś, wyłożył gotówkę na stół i rower poszedł w świat.

Oddałem zatem do centrowania koło ze starego roweru, bo nie jest wcale pewne, czy on nie zostanie z nami na dłużej.

Od jutra urlop, więc rower zasypia na cztery dni.
Wtorek, 10 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Rozciągnięta linka (?)

Prawdopodobnie dociągnęła się linka przedniej przerzutki i teraz mam wrzuconą trójkę, ale jadę na dwójce. Dziwne, czy linka może się aż tyle naciągnąć? Czy w ogóle jest to możliwe?

Ciekawe.

Wczoraj miałem robić to wieczorem, ale usnąłem.

Dziś wieczorem odbieram rower dla Hipci.
Poniedziałek, 9 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Do pracy po weekendzie

Dziś dałem sobie spokój z kaskowaniem. I wygląda na to, że słusznie. Cholernie gorąco. Dopiero co go kupiłem, a mam wrażenie, ze w użyciu będzie wieczorami i jesienią.
Niedziela, 8 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Wielkie naprawy i jedna opona

Kolejną a(tra)kcją miała być poprawka rozłożenia opony w obręczy, bo nie rozkłada się równomiernie - bije. Najpierw wymieniłem dętkę na "równiejsza", ale nic to nie pomogło. Wytalkowałem jeszcze całą dętkę - nadal nic. Czterokrotnie zdejmowałem i zakładałem, ale z tym samym rezultatem. Poddałem się zatem i ruszyłem do wymiany linki przedniej przerzutki. Tu akurat poszło sprawnie, chociaż muszę jeszcze linkę odrobinę naciągnąć.

---

Znalazłem info o siłowym sposobie rozmieszczenia opony w obręczy na granicy złamania łyżek. Spróbujemy. :)
Sobota, 7 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Wielkie naprawy i jeden błotnik

Sobota wieczór i czas na kolejne naprawy. Zacząłem od kolejnej najpilniejszej i... na niej skończyłem. Tym razem pod lupę wziąłem tylny błotnik, albowiem montując go (nie wiem, jakim cudem), założyłem, że błotnik trzeba przykręcić do ramy. Wskutek tego przerzutka przednia obcierała o niego.

Rozwiązanie musiałem dopiero podpatrzeć w sklepie rowerowym, bo oczywiście wpadnięcie na to, że można tam użyć (werble) podkładki, by wszystko było dokręcone i nic nie obcierało. Podkładka została wykonana z surowca o nazwie kodowej "stara dętka" i... okazało się, że działa. I na tym koniec napraw.

Podejrzewam, że gdy w tym tempie skończę ostatnią rzecz z kolejki, zepsuje się pierwsza.
Piątek, 6 maja 2011 Kategoria transport, do czytania

Czyszczenie brudasa

Zawiozłem brudasa na myjnię ręczną. Kurczę, jakie to fajne. Stoi sobie człowiek i pcika na ten biedny pojazd, który z kropli na kroplę robi się czystszy. Gdyby nie to, że trzeba za to płacić, pewnie przestałbym sobie tam cały wieczór, lejąc wodę na rower.

Ale i tak oględziny dzień po myciu wykazały, że kilka mniej strategicznych, za to bardziej ukrytych miejsc opuściłem. Nic to. Poprawi się przy okazji.

Oczywiście, jak to bywa z każdą maszynerią, która zostanie wyczyszczona (a od zimy nie było Gruntownego Czyszczenia) - jak się brud był zniknął, wszystko się rozregulowało. "Wszystko" w tym wypadku to tylna przerzutka, która się obraziła już zupełnie i zażyczyła sobie wymiany pancerzy po zimie. Było w kolejce, a trzeba będzie zrobić dzisiaj. Zrzucać zrzuca, ale wrzucenie o jedną w górę teraz już wymaga wrzucenia o trzy w górę i zrzucenia o dwie.

Zrobiłem nawet zdjęcie, ale telefonem, jakość jest na tyle kiepska, że nie widać, czy rower jest czysty. Więc nie wrzucam. Za to wieczorkiem pojechałem sobie w ramach zakupienia nagrody do Tesco po piwo (akurat się skończyło). Już chwilę temu stwiedziłem, że kupowanie po czteropaku jest z założenia nieefektywne, więc zrobiłem większe zakupy. Wnosząc do domu trzydzieści litrów piwa (sześćdziesiąt puszek/butelek) czułem się jak Myśliwy, który przynosi do domu tropioną tygodniami i właśnie upolowaną Zwierzynę. I tak zostałem przyjęty :)

Dziś za to miałem okazję sprawdzić, jak sprzęt (wyjąwszy przerzutkę) spisuje się po myciu (i smarowaniu). Albo miałem wiatr w plecy, albo różnica jest tak znaczna. Nie wiem, czy usunięcie brudu może skutkować tym, że prędkość na trasie wzrosła mi o 2-5km/h, ale i tak przyjemnie się jechało.

Dziś zatem wyprawa po nowe pancerze.

stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl