Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136654.57 km
  • Zajęło to: 259d 12h 39m
  • Średnia: 21.90 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Wpisy archiwalne w kategorii

do czytania

Dystans całkowity:96832.03 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:4314:10
Średnia prędkość:22.38 km/h
Maksymalna prędkość:4401.00 km/h
Suma podjazdów:164904 m
Maks. tętno maksymalne:194 (100 %)
Maks. tętno średnie:169 (87 %)
Suma kalorii:202907 kcal
Liczba aktywności:1948
Średnio na aktywność:49.73 km i 2h 13m
Więcej statystyk
Sobota, 11 lutego 2012 Kategoria do czytania, waypointgame, < 50km

Raz - to przypadek, dwa - to wyjątek, trzy - to zbieg okoliczności, cztery - to już seria

Tydzień i dwa tygodnie, i trzy tygodnie temu wychodziliśmy na rower w sobotę pod wieczór. W tym tygodniu też się tak złożyło, a zatem - mamy serię, czy tam tradycję wieczorno-sobotnich wyjazdów w zimę. Nie chciało mi się, oj, nie chciało okrutnie. Ale wiedział człowiek, bo jest mądry, że jak już wsadzi tyłek na siodło, to będzie lepiej.

Celem był Ursynów, a raczej jego północna granica. Pojechaliśmy starą, znaną, zjeżdżoną do bólu (przynajmniej przeze mnie) trasą: Górczewska-Prymasa-Bitwy-Banacha-Rostafińskich-Boboli-Wołoska. Przy Rzymowskiego odbiliśmy w Gotarda, bo czekał tam Okrąglak, sam WP niczym jakoś nie wyróżniający się, ale lubię tamte okolice. Tam robimy pierwszą przerwę na herbatę.

Dalej poprowadziłem tylko mi znanymi ścieżkami ;), dzięki czemu udało mi się zmylić czujną Hipcię i z zaskoczenia wyprowadzić tuż przy Puławskiej w okolicy Murala. Tamte okolice to zawsze taki lokalny biegun wilgoci, tym razem jakoś było znośnie, zatem sprawnie zbieramy się w kierunku przejścia podziemnego, bo czekała na nas Kopa Cwila. Przejście pod Puławską, całe nadźgane graffiti, to kapitalne miejsce na WP, problem w tym, że jest ich tam już trochę w okolicy. Do Kopy dojeżdżamy bez większych problemów, na miejscu wita nas ostry chłód, w ruch idą ogrzewacze dłoni, bo trzeba trochę pochodzić w poszukiwaniu odpowiedniej ławki. Ławka sie nie odnalazła, dla pewności obchodzimy jeszcze okoliczne, ja dodatkowo objeżdżam jeszcze teren. A dnia kolejnego okazało sie, że kod jednak był. :(

Wracamy do przejścia spacerem, bo Hipcia grzała sobie dłonie zwinąwszy je w pięści, w przejściu robimy pauzę na ogrzewacze i herbatę. Stamtąd do domu kierujemy się przez Rzymowskiego. Tradycją jest, że przy każdym wyjeździe słyszymy jakiś "ciekawy tekst". I tak - przy pierwszym wyjeździe był przestraszony dresik i jego "O kurwa!", przy drugim: "Patrz, jakie waryjoty, na rowerach!", przy trzecim podpity facet stojący na przystanku, który obudził chyba całe osiedle swoim "Jesteście debeściaki! Łaaaaaaaaa!" (czuliśmy się jak kolarze na TdP ;) ). Tym razem było skromne "Kurwa, patrz, na rowerach!".
  • DST 32.19km
  • Czas 02:03
  • VAVG 15.70km/h
  • VMAX 32.65km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 10 lutego 2012 Kategoria do czytania, transport

Z rana na półśpiąco

Do pracy jechałem sam, musiałem być odrobinę wcześniej. Gdy wjeżdżałem w tunel przy Zachodnim, nagle z boku w pozie Supermana wyrósł z bojowym okrzykiem Goro. Którym to okrzykiem, trzeba przyznać, obudził mnie. Daleko sobie nie zajechaliśmy, postaliśmy trochę przy Rondzie Zesłańców, bo on w prawo, ja w lewo, przegadaliśmy temat Mazovii i RJnO (tak, tak, cholera, KUPIĘ ten rower) i zawinęliśmy - każdy do swojego padołu łez.
  • DST 22.78km
  • Czas 00:59
  • VAVG 23.17km/h
  • VMAX 23.19km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 10 lutego 2012 Kategoria do czytania, transport

Pogotowie Samochodowo-Rowerowo-Ratunkowo-Piwne

W pracy sobie siedziałem wesoło, rozpoczynając trzecią nadgodzinę, Hipcia sobie siedzi ze znajomymi z pracy przy piwie, nagle pojawia się krytyczny komunikat "chcę do domu". Jako, że stężenie we krwi zapewne przekroczyło normy, zakazałem kategorycznie prób wracania na rowerze, grzecznie się pożegnałem i ruszyłem do domu, by przesiąść się na cztery koła (nie cierpię, nie cierpię jazdy autem po mieście), zaparkować w Centrum na zakazie i odebrać Hipcię. Upiekło mi się z tym zakazem, bo gdy zbliżałem się z rowerem do auta, przy nim stało już dwóch panów mundurowych, którzy najwyraźniej zamierzali mnie nagrodzić, na szczęście przyszedłem w dobrej chwili, może to, że prowadzę rower, też mnie uratowało i zlitowali się - popatrzyli tylko, jak go stawiam na dachu i poszli sobie.
  • DST 7.51km
  • Czas 00:18
  • VAVG 25.03km/h
  • VMAX 40.02km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 9 lutego 2012 Kategoria do czytania, transport

Nadchodzi lato pełną gębą

To już nie żarty. Z roboty wróciłem zgrzany. Na kurs pojechaliśmy w wersji jesiennej, czyli buffy zamiast kominiarek i po dwie warstwy ubrania na dół i górę. I było ciepło. Za ciepło. Do pracy co prawda kominiarki, ale nadal czuć, że coś jest na rzeczy.

Posłuszeństwa odmawia rower Hipci, przejechałem się wczoraj testowo po kursie: rower nie jedzie. Musiałem włożyć kupę siły w to, żeby pojechać 27km/h, gdy na swoim rowerze bez wysiłku jechałem 30. Trzeba oddać i naprawić, bo tak to jeździć nie można.

Maks wyciągnięty na Połczyńskiej za autobusową "eLką". Jak się ma szczęście, to się jeździ za darmo.
  • DST 39.32km
  • Czas 01:51
  • VAVG 21.25km/h
  • VMAX 46.65km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Środa, 8 lutego 2012 Kategoria do czytania, transport

Lato, panie dziejaszku!

Na minusie tylko jedna cyfra, powoli trzeba kombinować nad rezygnacją z części ubioru (wszystkie mrozy przejeździłem na zestawie bluzka+bluza+softshell, czas na rezygnację z tej środkowej). Już nawet ręce nie próbują odmarzać.

Max wyciągnięty za ciężarówką na Połczyńskiej.
  • DST 21.85km
  • Czas 01:00
  • VAVG 21.85km/h
  • VMAX 52.43km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Poniedziałek, 6 lutego 2012 Kategoria transport, do czytania

Poranek-zas(p/r)anek

Weekend był aktywny. W sobotę późno poszliśmy spać, w niedzielę wstaliśmy o ósmej, by się zebrać i sprawdzić, czy hipopotamy chodzą w pionie. Na ściankę wspinaczkową. Okazuje się, że owszem, chodzą, nawet sprawnie i zgrabnie, więc będą chodzić dalej. Wieczorem była okazja, więc była impreza, a rano zbudziłem się tak cholernie niewyspany, że nie wiedziałem, jak się nazywam. I za to właśnie lubię rower - potrafi mnie nawet z takiego stanu doprowadzić do równowagi i rozbudzenia.

Pobiłem rekord miesięcznego przebiegu z lutego 2010. Trudno nie było (niecałe 100km wtedy przejechałem), ale sukces to sukces. Zobaczymy, co na to marzec.
  • DST 8.55km
  • Czas 00:27
  • VAVG 19.00km/h
  • VMAX 29.42km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Sobota, 4 lutego 2012 Kategoria < 50km, waypointgame, do czytania

W pogardzie mając tnące szpony mrozu...

W piątek wieczorem odbyło się WaypointBeer. Co się działo, kto przyszedł i gdzie w końcu wylądowaliśmy, pisać nie będę, kto był, ten wie, kto nie był, niech przyjdzie następnym razem. ;)

W sobotę za to Hipcia, dostała ataku aktywności i już od ósmej (ósmej, kruca, a wróciliśmy o wpół do czwartej!) usiłowała mnie obudzić. Co koniec końców udało się, jednak nie o ósmej i nie o dziewiątej ;) A jak już się zwlekliśmy, to nam się nigdzie nie chciało ruszać. I tak poczekaliśmy na tradycyjną godzinę rozpoczęcia weekendowego rowerowania. 21:00 :)

Powoli ubraliśmy się, spakowaliśmy wszystko, żeby nie zleszczyć tak jak ostatnio zabraliśmy cztery żelowe i dwa solne ogrzewacze do rąk i termos. Info dla Morsa, który najwyraźniej potrzebuje takich danych: według prognozy temperatura uśredniona miała oscylować w granicach 21-24 na minusie, odczuwalna: 25-30 poniżej zera.

Ruszamy zatem w mroźną Warszawę. Pierwszym punktem docelowym miał być Zając w Kapuście, zatem wybierając optymalną drogę skierowaliśmy się na Al. Solidarności, budząc popłoch, zazdrość i zamieszanie. I rozbawienie panów straźników miejskich, którzy uśmiechali się do nas życzliwie, stojąc obok na światłach. Gazeta w internecu mówiła, że Most Śląsko-Dąbrowski jest zamknięty, że nagroda za wjazd to 500zł, ale jednoślady mogą jechać. To pojechaliśmy więc. Nie wiem, kto tworzył wszystkie rozjazdy przed tunelem na trasie W-Z, ale miał fantazję. Samochodem może i sprawnie, jak się ma lusterka, rowerem dwukrotnie lądowaliśmy na złym pasie, dobrze, że ruch był niewielki. Na miejscu, przed mostem, faktycznie: na znaku jak wół: jednoślady jadą bez mandatu. Przemarznięta Wisła robi ciekawe wrażenie, zastanawialiśmy się, czy w taką pogodę komuś będzie się chciało stać i pilnować wjazdu - a jednak tak: trzy samochodziki zatrzymane przez miłych panów Straszników. Za mostem odhaczamy placyk, zmieniam baterie w lampce i kierujemy się ul. Jagiellońską na południe. Przy waypoincie z Zającem zużywam pierwszy ogrzewacz - ciepło znika momentalnie, w domu grzał pół godziny, tu - zaledwie pięć minut, ale dobrze, że ręce wyciągnięte do wpisania kodu na telefon (do notatek na mrozie ołówek, ołówek bierz, idioto!) wracają do temperatury. Dalej szurujemy w kierunku Stadionu Narodowego (coś ostatnio często go widzimy) i wracamy na "naszą stronę" mostem Poniatowskiego. W samą porę, bo nad Wisłą zaczyna się robić chłodno. Przy poczekalni Warszawa-Powiśle robimy przerwę na herbatę, nie odważamy się wejść do środka, ale chwila przerwy w jeździe i osłonięcie od wiatru dużo daje. Decydujemy jechać dalej.

Trasa prowadzi wzdłuż Alej Ujazdowskich, zaczyna się robić coraz bardziej chłodno, moment przerwy przy koksowniku przy Placu na Rozdrożu niewiele daje, ale zawsze to chwila spokoju we względnym cieple. Dalej tylko kilkaset metrów i przyjemny zjazd do kotła wilgotności i zimna - na Dolny Mokotów. Skwer Chorwacki już czeka, momentalnie, przez pięć minut przeszukiwania, tracę dłonie. Zarządzamy zatem przerwę techniczną - ładujemy się do poczekalni Szpitala Czerniakowskiego i przez kwadrans pozwalamy kończynom wrócić do normalnej temperatury. Herbata znów się przydaje (język mam poparzony do poniedziałku), gdy Hipci dłonie wracają do normalnej barwy, pakujemy jej do rękawiczek jednorazowe ogrzewacze, dodatkowo na ryjek Hipcia zakłada maskę a'la Hannibal Lecter, która, jak się okaże, pod górę utrudni bardzo oddychanie.

Ruszamy. W chłód, w wilgoć, z myślą, żeby się wyrwać z tej cholernej miski i wspiąć na górę. Na szczycie już jest sucho, zatem cieplej. Jedziemy Batorego, żeby Pole Mokotowskie objechać bokiem, Hipcia robi mi tylko smaka, bo cały czas chwali się, że jej w końcu ciepło w dłonie. Kolejna chmura wilgotności - przy Braci Rostafińskich, a potem już pozostaje "pracowy" standard: Banacha-Bitwy-Prymasa-Górczewska, przejechany spokojnie i w cieple, inaczej, niż ostatnio. Wyjąwszy Hipcię, której zamarzały powieki pokryte śniegiem - ot, cud okularnika - w okularach rowerowych ciężko jeździć i widzieć świat. W domu jesteśmy równiutko o północy, jeszcze w kurtce lecę do kuchni, żeby nastawić piwo na grzańca - w końcu, jak już człowiek się zagrzeje, to grzaniec bardziej drażni niż cieszy.
  • DST 31.76km
  • Czas 01:49
  • VAVG 17.48km/h
  • VMAX 34.02km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 3 lutego 2012 Kategoria transport, do czytania

Morsy wchodzą na torsy

Nic. Nuda. Standardowy powrót z pracy do domu. Jechałem, jechałem i dojechałem. Fascynujące.
  • DST 11.45km
  • Czas 00:29
  • VAVG 23.69km/h
  • VMAX 34.02km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 3 lutego 2012 Kategoria do czytania, transport

Z pracy w słońcu?

W czwartek w pracy brakło prądu. Na początku przepięto się na baterie, wyłączając zbędne odbiorniki prądu; kuchnia i WC tonęły w ciemności. Obiad zjedliśmy jednak w kuchni, przy świetle lampek rowerowych, budząc podziw i zazdrość. Ha, było przyjechać rowerem, a jak się chce dupę wozić autkiem, to proszę, wjedź sobie samochodem do kuchni i poświeć. ;)

Gdy wróciliśmy przed komputery, powitała nas smutna wiadomośc - sieć padła, komputery leżą, mamy zbierać manatki i spadać do domu. Co zrobić, zebrałem się, zadzwoniłem do Hipci z dobrą nowiną, licząc na to, że oszczędzę Jej siedzenia godziny w autobusie na rzecz godziny w samochodzie, a tu niespodzianka: rower już do odebrania z serwisu. Ruszyłem zatem w słoneczną, mroźną Warszawę, wracając z pracy przy świetle słonecznym po raz pierwszy od jesieni. W domu okazało się, że by pojechać po Hipcię, musiałbym za kwadrans zacząć się zbierać, zatem wybrałem opcję "dobry gospodarz". I tak, gdy Hipcia przyszła z rowerkiem, czekała już gorącą kąpiel i pełniutki kufel grzańca.

Z rana pojechaliśmy w końcu razem do pracy, jakoś jeszcze mroźniej było niż wczoraj, Stacja meteo, którą podłapałem od Krzyśka, gdy przyszedłem do pracy, pokazywała -19,5°C; odczuwalną: -21,5°C. Oboje mieliśmy lanserskie fajery ze szronu po obu stronach głowy. Średnia też wyższa o 2-3km/h niż zwykle, bo hipciowy rower po prostu jedzie. Suport poszedl do wymiany, tylna piasta na szczęście była do uratowania. Czyli - do listy serwisów, którym ufam, dopisuję Profibike, jest tam również Activbike, ostatnio, po zalaniu klocków płynem hamulcowym, z listy spadł Legion.

Z rana spotkałem Terminatora. Nie wspominałem tu o nim nigdy, ale w końcu kiedyś trzeba. Facet jedzie od strony Ochoty w kierunku Centrum. Jesień, wieje, deszcz - zawsze bez czapki, zawsze bez rękawiczek. Zaczęły się temperatury w okolicy zera - ugiął się, założył rękawiczki, pomińmy, że zwykłe, bawełniane i cienkie. Ostatnio go nie widziałem, pewnie dlatego, że wychodziliśmy za późno. Dziś go znowu spotkaliśmy. Temperatura taka, jak napisałem wyżej. Ugiął się, założył kaptur. Kapturek w zasadzie. Cienki, ortalionowy kapturek. Nie powiem, żeby to było jakieś wyzwanie, też bym tak dał radę jeździć codziennie. Pytanie tylko - po co? Bo przyjemności z jazdy to już być raczej nie może.
  • DST 23.72km
  • Czas 01:06
  • VAVG 21.56km/h
  • VMAX 42.59km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 2 lutego 2012 Kategoria do czytania, transport

Samotny hipopotam jeździ samotnie

Że z pracy - to się przyzwyczaiłem, ale dziś Hipcia przebrała się za pieszą i do pracy pojechała autobusem. I tak sam, przez tnące szpony mrozu... Rowerostradą przez Połczyńską, z wiatrem w pysk. Jak w lecie nikogo tam nie spotykałem, tak dziś akurat ktoś jechał na rowerze. W okolicy Ronda Zesłańców myślałem, że mnie atakuje Darth Vader, ale na szczęście to tylko Chrabu w swojej masce. Tak w nocy, to można by się przestraszyć. :D

Inna sprawa, że wyszedłem z domu jeszcze przed ósmą. Ha! Czyli wiemy, kto się guzdrze i spowalnia cały proces wyjścia z domu.

Wczoraj Hipcia sprowadziła mi do domu taki kawałek. Pomińmy kwestię tekstów, Lil Wayne tylko o jednym śpiewa, ale rytm wpada w ucho. Od rana śpiewam. Szlag mnie trafia.

&ob=av2e
  • DST 23.55km
  • Czas 01:04
  • VAVG 22.08km/h
  • VMAX 37.45km/h
  • Sprzęt Unibike Viper

stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl