Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136654.57 km
  • Zajęło to: 259d 12h 39m
  • Średnia: 21.90 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Wpisy archiwalne w kategorii

do czytania

Dystans całkowity:96832.03 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:4314:10
Średnia prędkość:22.38 km/h
Maksymalna prędkość:4401.00 km/h
Suma podjazdów:164904 m
Maks. tętno maksymalne:194 (100 %)
Maks. tętno średnie:169 (87 %)
Suma kalorii:202907 kcal
Liczba aktywności:1948
Średnio na aktywność:49.73 km i 2h 13m
Więcej statystyk
Sobota, 21 stycznia 2012 Kategoria do czytania, waypointgame, < 50km

Trzeba kombinować, żeby pojeździć po śniegu

Mieliśmy wyjść na rower, proponowałem to od popołudnia, skończyło się na wieczorze. Koło 22:00 zaczęliśmy się zbierać, na zewnątrz już zaczynało prószyć. Przy okazji zastosowaliśmy nowy patent, który okazał się dobrym pomysłem: dodatkowe, ciepłe wkładki do butów SPD. Przez całą trasę w stopy było bardzo ciepło.

Wtopiliśmy się w tłum na Górczewskiej, co było bardzo trudne, bo byliśmy jednymi z niewielu ludzi i jedynymi rowerzystami o tej porze. Spokojnie doturlaliśmy się do skrzyżowania z Prymasa i tu nadeszła pora na decyzję: czy pętla na północ i powrót przez Maczka, czy atakujemy Okęcie i tamtejsze waypointy. Oczywiście, zabawa nie mogła się za szybko skończyć, zwłaszcza, że Maczkiem katujemy dwa razy w tygodniu, a na Okęciu bywamy rzadko. Na Prymasa jeszcze było widać jakieś ślady, ale Bitwy Warszawskiej i Grójecka to już rozdziewiczanie świeżego puchu. Po drodze postraszyliśmy dresika, którego bardzo grzecznie i spokojnie zaczepiłem, bo lazl nam na drodze. Chyba nie spodziewał się człowieka, ubranego na czarno i do tego na rowerze :)

Przez wiadukt przejechaliśmy jezdnią, koło McDonald's robimy postój serwisowy, by odgarnąć okulary ze szronu i sprawdzić mapę. Pierwszy punkt programu: Fort Okęcie. Skręcamy w uliczkę, turlamy się po śniegu, wjeżdżamy na teren fortu, wyjeżdżamy, zwiedzamy okolice Schroniska dla Nieletnich, dopiero podpytany pracownik powiedział nam, gdzie jest krzyż upamiętniający katastrofę Iła-62. Dziwne, gościu nie wyglądał na zdziwionego tym, że o wpół do pierwszej, w śnieżycy, o krzyż w okolicach fosy pyta go dwójka rowerzystów. Dziwni ci ludzie jakoś ostatnio...

Znaleźliśmy w końcu teren, stamtąd atakujemy dalej na południe w kierunku Lotniska. Jedziemy już spokojnie chodnikiem, cały czas pod zacinający w twarz śnieg, cały czas po ładnym, białym dywanie. Dwa punkty: Górka Spotterów (swoją drogą, ciekawe hobby) i Janko Muzykant odbite, wracamy, tym razem już do samej Bitwy Warszawskiej jedziemy sobie z wiatrem w plecy, nawet w niektórych miejscach chodnik juz odśnieżony.

To, czego bym na pewno się nie spodziewał, to tego, że przy warunkach, jakie były, w śniegu i wietrze, o godzinie 1:15 w nocy, przy niewielkim bądź co bądź ruchu, minie nas ktoś znajomy. A nawet, jeśli minie, to, że rozpozna. A tu - proszę - w poniedziałek Goro zapytuje mnie, czy to czasem nie byliśmy my. :)

Do domu planowaliśmy wrócić jednak szerzej - przez Maczka, ale stwierdziliśmy, że już nam się nie chce ciąć w ten śnieg (zwłaszcza, że Hipcia miała awarię przerzutek i jechała w zasadzie na singlu, na wcale nie lekkim przełożeniu) i wróciliśmy przez Obozową - Księcia Janusza - Górczewską. A na koniec zrobiliśmy sobie zdjęcie w śniegu, może jedno z ostatnich w tym roku ;)

Zima w Warszawie © Hipek99
  • DST 30.91km
  • Czas 02:36
  • VAVG 11.89km/h
  • VMAX 27.21km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 20 stycznia 2012 Kategoria do czytania, transport

Śnieg pada i topnieje

Wieczorem szedłem do Tesco, padał śnieg. Świeży, sporo; myślę - trzeba opony zmienić. Hipci i tak miałem zmienić, ale stwierdziłem, że zmienię i swoje, bo w końcu kupiłem sobie 1,75 "na zimę", to chociaż raz je założę. Założyłem. Przy okazji zmieniłem też błotnik, o który opona niestety obciera; trzeba coś pokombinować.

Jako że skończyły mi się rękawiczki silikonowe, a o drugiej w nocy nie miałem ochoty szorować łap, dziś w pracy Dzień Brudnego Palucha ;)
  • DST 22.04km
  • Czas 01:07
  • VAVG 19.74km/h
  • VMAX 35.74km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 19 stycznia 2012 Kategoria do czytania, transport

Baba nie słaba, łba baby nie puszcza...

Tytułuję sobie wpis fragmentem piosenki, która łazi mi po głowie już trzeci dzień. Wobec tego zaczynamy od kącika muzycznego, żeby Wam też mogła zacząć łazić.



Dygresja: teksty Grabaża to pierwsza liga. Nie spotkałem jeszcze kiepskiego, a szukam wytrwale.

No to wracamy do roweru. W końcu udało mi się Hipcię wysłać do serwisu, bo coś jej hamulce nie działaly. Od miesiąca, co najmniej. Akurat trasa wypadła w największy śnieg, w którym to śniegu, facet cofający na środku Marszałkowskiej wziął i Hipci nie zauważył (było czerwone) i ją trącił. I jeszcze zdziwiony był. Magia. Rowery (ze świecącym jeszcze światłem, migającym po lusterkach) się biorą i materializują znienacka.

Serwis wykazał, że: poprzedni serwisant wziął i zalał stare klocki płynem hamulcowym, stąd nie hamowały; suport Shimano w rowerze Hipci jest, generalnie, do dupy; musimy kupić smar na niskie temperatury.

Co do jazdy to już szału nie było, wróciłem do domu, zakręciliśmy na kurs i z powrotem, znowu ubrani jak choinki (w stronę "do"), miejscami po resztkach śniegu. W domu mnie złożyło; przyszedłem ledwo widząc na oczy, zupełnie nie wiem, dlaczego. Rano - przystanek I - a potem w stronę pracy, bogowie się najwyraźniej uśmiechnięli do mnie, bo na Prymasa jechało dwóch chłopaków, miałem w końcu jakiś powód, żeby się spieszyć i gonić.

A tutaj ciekawy artykuł o więzieniu dla pijanych rowerzystów.
  • DST 38.19km
  • Czas 02:09
  • VAVG 17.76km/h
  • VMAX 33.64km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Środa, 18 stycznia 2012 Kategoria do czytania, transport

Statystycznie, odgarniając błoto i piach, odchudzam rower Hipci o 50g.

Na początek zaczniemy statystycznie, bo statystycznie dziś minęła mi pierwsza doba z kuprem na siodełku. Wizyta na poczcie wczoraj podkusiła mnie o jeszcze jedno "statystycznie": narysowali wielki plakat, że jak być EKO i jak oszczędzać kasę. O EKO zdanie mam, więc tę część pomijam, ale oszczędzać pieniądze lubię. Czytam więc: energooszczędne żarówki, wyłączanie urządzen, wyłączanie grzejników, ... bla, bla, bla: o, jest: przesiądź się na rower, bądź komunikację miejską. Zatem - kalkulator, liczymy i już wiemy, że statystycznie: unikając jazdy komunikacją miejską, rocznie oszczędzam 880zł; unikając jazdy samochodem do pracy, przy obecnym dystansie, rocznie oszczędzam 2500zł. Tracę trochę na serwisie roweru, fakt, ale nadal jestem do przodu.

Z poczty wróciłem z pojemnikiem na magnezję: jeździmy tym rowerem, nic; łazimy po górach, nic; to chociaż może uda się zacząć wspinaczkę i zginąć w jakiś piękny sposób, na przykład, spadając ze ściany. Bo tak pod Tico prowadzone przez emeryta, to kiepsko dość. ;)

W domu zrobiłem akcję "szybki serwis": ogarnąłem oba rowery, w tym z roweru Hipci, który, przypomnijmy, jeździ po terenach, po których toczą się ciężarówki budujące metro, autostrady i stadiony, odgarnąłem tyle piachu, że zaczynam się poważnie obawiać, że niedługo odwiedzi nas Władza z oskarżeniem o rozkradanie materiałów budowlanych.

Do pracy - standardowo: I przystanek.
  • DST 23.53km
  • Czas 01:06
  • VAVG 21.39km/h
  • VMAX 39.24km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Wtorek, 17 stycznia 2012 Kategoria do czytania, transport

To już powoli ta pora, to już powoli ten czas

Coś się dziwnie wczoraj wracało ulicą Połczyńską. Szeroka dróżka nagle wczoraj zaczęła się okazywać niepokojąco wąska i coraz więcej kierowców poczuło potrzebę wyprzedzania mnie w odległości mniejszej niż pół metra. Zwykle na całą trasę Kasprzaka > Połczyńska > Lazurowa trafia się jeden taki, a wczoraj wylęgli. Takie niepokojące tendencje zacząłem zauważać już od kilku dni (zauważyłem przy okazji, że zdecydowana większość takich cwaniaków, jeśli wyprzedza rowerzystę za blisko, momentalnie zmienia pas na lewy zaraz po wyprzedzeniu). Pomyślałem "Oho, to już ta pora!". Bo i powoli zbliża się ten czas, kiedy zmniejszona ilość jednośladów pozwala wreszcie Ludzikom w Samochodzikach jeździć tak, jak im się podoba, ignorować idiotyczne pomysły typu "pierwszeństwo na przejeździe" i wyprzedzać tak, żeby Ludzik na Jednośladzie wiedział, że zimą, to się rowerek chowa do kanciapy i czeka na wiosnę. Czujność też, widzę, maleje, bo do tego, że zza krzaka może wyjechać (nawet oświetlony, niech stracę) rowerzysta, pan kierowca przyzwyczajony będzie w lecie, gdy jest ich mnóstwo, a zimą, niestety, tracą czujność. Absolutnie nie piszę tego dlatego, że Ludziki w Samochodzikach to w pewnej części bezmózgie tłuki.

Przed wyjazdem na kurs przyszła pora zatem na wyciągnięcie ubrań drogowych (czytaj: kamizelki) i przyzwyczajania się do jeżdżenia w kolorystyce typu "jak ofiara" ;) Można sobie dyskutować o kaskach ich skuteczności, można dyskutować o tym, czy producenci kamizelek probują zastraszyć obywateli, ale z obserwacji na drodze wiem, że ludzik w kamizelce (czystej, załóżmy ;) ) i oświetlony, jest widoczny bardziej, niż tylko oświetlony. Tak ubrani pojechaliśmy sobie na kurs, Hipcia dalej katując śnieg na slickach, ja, jak sierota, na semislickach ;) Z kursu już kamizelki sobie darowaliśmy, bo i ruch mniejszy, i jedziemy obok siebie, światła tylne mamy mocne, wyglądamy z tyłu prawie jak Mały Fiat. Około północy wziąłem się za wymienianie opon, hipciowe Marathon Racery zastąpiły Marathony, czyli akcja pt. "jak zmienić slick na semi-slick, przy okazji zwiększając wagę roweru o ok. 1kg.". Która to podmianka akurat wyszła na plus, Hipci na cięższym rowerze po tym, co pozostało jeszcze ze śniegu, jedzie się lepiej. Jadąc do pracy, odwiozłem Ją jeszcze do I przystanku, mimo że wyszliśmy późno, to, cholera, czasami trzeba się przejechać ten kawałeczek jeszcze. Może kiedyś uda się wstać o siódmej i zrobić rano porządny dystans... może. Ale to jeszcze nie teraz.
  • DST 37.99km
  • Czas 02:04
  • VAVG 18.38km/h
  • VMAX 38.49km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Niedziela, 15 stycznia 2012 Kategoria waypointgame, transport, do czytania

Służba nie drużba (2) - jak jeździć, to zimą

Pojechałem trochę z tą "zimą", ale tak to już jest: jeśli jazda po Warszawie ma być przyjemna, to albo nocą, albo w dzień, ale gdy leży śnieg, albo, najlepiej, nocą, po śniegu. W dzień, po śniegu, na kurs i z kursu, było przyjemnie.

Wracając jeszcze załatwiliśmy zaległy Domek; jakąś zbiorową zaćmę mieliśmy przy poprzedniej tam wizycie.
  • DST 17.49km
  • Czas 01:07
  • VAVG 15.66km/h
  • VMAX 30.21km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Sobota, 14 stycznia 2012 Kategoria do czytania, transport

Służba nie drużba (1) - zima stulecia w Warszawie!

Kurs był na dwunastą, więc, co zrobić, w wolny dzień zwlekliśmy się po dziewiątej i zebrawszy wszystko skierowaliśmy się w już wstępnie ośnieżoną Warszawę, idąc na konfrontację z północnym wiatrem. Ciekawszy był powrót, bo (w końcu) ładnie sypało, no dobra, trochę wiało, trochę w pysk, trochę zacinało, ale w końcu przypominało to jako tako zimę.
  • DST 17.66km
  • Czas 01:00
  • VAVG 17.66km/h
  • VMAX 33.08km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 13 stycznia 2012 Kategoria do czytania, transport

Z pracy - na pracujący weekend

W piątek musieliśmy zrezygnować z piwa, na które byliśmy zaproszeni, bo kolejnego dnia mieliśmy weekendowe kursy. Wieczór był zatem owocny w przygotowania do nich; zapowiada się ciekawy i raczej niewypoczynkowy weekend.
  • DST 13.29km
  • Czas 00:38
  • VAVG 20.98km/h
  • VMAX 33.92km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 13 stycznia 2012 Kategoria do czytania, transport, waypointgame

WaypointBeer

Pod koniec świąt zarzuciliśmy temat noworocznej integracji waypointowiczów. Zakładaliśmy, że odzew może być niewielki, a zglosiło się dwanaście osób. W czwartek był termin, zarezerwowaliśmy stoliki i wieczorem, po pracy, po raz pierwszy od niepamiętnych czasów w wersji "cywilne wyjście na piwo" (takie, że autobusem i w ogóle). Pluszowy hipopotam sprawdził się jako znak rozpoznawczy, nikt nie miał problemu ze znalezieniem ani miejsca, ani stolika; nie pojawiły się tylko dwie osoby - razem było nas dziesięcioro. No i tak o - siedzieliśmy dobrze się bawiąc do, jeśli dobrze pamiętam, wpół do pierwszej, sącząc złoty płyn; trochę się go tam przelało. Po drodze odbyło się jeszcze uroczyste wpisanie odwiedzin waypointa; że też nikt nie zrobił zdjęcia pluszowego hipka, który całą imprezę dzielnie trzymał vlepkę.

Dobry pomysł, taka integracja, znając ludzi tylko po nickach, zupełnie inaczej sobie ich wyobrażaliśmy. W tym jedno z nich okazało się być dwójką. Teraz już wiadomo, kto, co i jak; można zlokalizować kogoś w okolicy waypointa i już wiadomo, że trzeba przyspieszać, żeby być pierwszym.



Do domu dotarliśmy korzystając z dobrodziejstw nocnej komunikacji, a rano... rano - niespodzianka. Wstaliśmy o normalnej godzinie, alkomat wskazał uprzejmie 0,0, nawet wyszliśmy z domu wcześniej niż zwykle nam się to udaje. To się nazywa "odpowiedzialne picie alkoholu". :D
  • DST 24.06km
  • Czas 01:09
  • VAVG 20.92km/h
  • VMAX 44.89km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 12 stycznia 2012 Kategoria do czytania, transport

Dziwny dziś dzień.

W końcu coś więcej mogę napisać, niż trzy zdania o tym, że jechałem z Hipcią, a poza tym to nic ciekawego.

Z pracy, jak to z pracy: nie ma się co rozpisywać - kto jechał na zachód, ten wie, że dmuchało, to nie jechał - też już teraz wie. Na kurs też standardowo: tam - szybko; z powrotem - wolno. Ale - tu też nowość - zarządziłem akcję "pięć minut dla lewej nogi", przesunąłem blok i podniosłem siodełko. Idziemy w dobrą stronę - bolało mniej.

Ale do pracy... Dziwne rzeczy zaczęły się dziać, podejrzewam że to wynik tego, że dziś pogodynka pokazuje od +3 do +7 stopni. Na dzień dobry pod samym naszym blokiem pcha rower jakiś nieznany nam facet. Zaraz potem przy skrzyżowaniu z Powstańców dojeżdża laska w tak zwanym Pełnym Outficie PROŁ: od kasku przez okulary aż po buty wszystko pod kolor, do tego pasujące do roweru. Nawet podpisana była na udzie: "AGR Welodrom". Inicjały - ok, ale nazwisko dziwne i raczej niespotykane ;-) Jedziemy sobie chwilę za nią, wyprzedzamy przy rozbiegu dróżki, gdzie ona jedzie Zgodnie z Przepisami (południową stroną), a my - Zgodnie z Logiką (północną stroną, chodnikiem). Dojeżdża do nas jeszcze na światłach przy Księcia Janusza, a potem już jedziemy sobie pierwsi. Na Prymasa względny spokój, odwiozłem Hipcię do II przystanku, po czym wróciłem na Prymasa, gdzie na dzień dobry chłopak na Wheelerze przemknął mi przed nosem. Fajnie się rozpędzał, myślałem, że się powiozę na kole, ale okazało się, że rozpędzanie mu się znudziło i zwolnił. A potem jakoś mi się tak dobrze zaczęło jechać i do samego Zejścia po Schodach przy Rondzie Zesłańców nie spuszczałem poniżej 30km/h.

Na górze, przy Rondzie w zasięgu wzroku co najmniej piątka ludzi na rowerach. Jak w lecie; nie podoba mi się to. Dobrze, że już dalszy ciąg trasy był pusty, bo po to w końcu czekam na zimę, żeby był święty spokój, a nie, żeby mi ktoś tu w styczniu lato robił.

Kolejny raz pobijam rekord maksa: 47km/h. To jeszcze tylko 3km/h. :]
  • DST 38.75km
  • Czas 01:48
  • VAVG 21.53km/h
  • VMAX 47.09km/h
  • Sprzęt Unibike Viper

stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl