Wpisy archiwalne w kategorii
do czytania
| Dystans całkowity: | 96832.03 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 4314:10 |
| Średnia prędkość: | 22.38 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 4401.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 164904 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 194 (100 %) |
| Maks. tętno średnie: | 169 (87 %) |
| Suma kalorii: | 202907 kcal |
| Liczba aktywności: | 1948 |
| Średnio na aktywność: | 49.73 km i 2h 13m |
| Więcej statystyk | |
Sobota, 13 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, nie do końca rowerowo, waypointgame, < 25km
Minisakwiarstwo transportowe - sobota
W sobotę nad ranem wyruszyliśmy - kierunek Bałtyk. Pierwszą rzeczą związaną z rowerami było... zabicie wróbla. Rowerem. Wiezionym na samochodzie. Na stacji tuż przed autostradą Hipcia zauważyła, że w jednym miejscu moje szprychy zrobiły się bardziej pierzaste. Wróbel został pochowany w zaciszu śmietnika na tejże stacji.
Nad morze dojechaliśmy spokojnie, jedynie w Gdyni przytrzymała nas kolumna setek Warszawiaków jadących na długi weekend do Władysławowa. Szczęśliwie, dzięki pilotowaniu Hipci, umnknęliśmy w bok i dotarliśmy na miejsce. Jedno z wielu miejsc, bo nie mieliśmy żadnego konkretnego planu. Białogóra okazała się tłoczna. Lubiatowo - rozsądne, pojechaliśmy jeszcze zobaczyć Stilo, tam z kolei było tylko pole namiotowe, pełne młodzieży, ale za to w pobliżu stała sobie latarnia, z której upolowaliśmy waypointa.
Stanęło na Lubiatowie, żadnych pokojów wolnych (albo takie, że psa bym nie wpuścił), więc znaleźliśmy pole namiotowe. (Jesteśmy nad morzem. Pole namiotowe mamy nad jeziorem. Właścicielem jest Koreańczyk albo inny Wietnamczyk. :) )
Popołudniem dopiero wybyliśmy nad morze, spakowawszy co potrzebne w sakwy, a z racji tego, że trasa wypadała po drogach niepublicznych, do bidonu poszedł napój izobroniczny.
Na plaży bardzo szybko dowiedziałem się, co znaczy Bardzo Obciążona Tylna Oś Jadąca Po Piasku. Stąd też niesamowita średnia - trochę było jechania, a trochę pchania.
Wracając, już po zmroku(Damian, uwaga), zaliczyłem pierwszą glebę spowodowaną SPD. A zaraz po niej drugą. Nic to, że na piasku, nic to, że nieco byłem spojony winem, gleba to gleba.
Po drodze jeszcze poszwędaliśmy się przy "Dostrzegalni pożarów" i przyległej do niej budzie (parking? hangar?) na terenie byłej jednostki rakietowej WP. Było mieć vlepki, byłby waypoint. A tak - było psińco.
Nad morze dojechaliśmy spokojnie, jedynie w Gdyni przytrzymała nas kolumna setek Warszawiaków jadących na długi weekend do Władysławowa. Szczęśliwie, dzięki pilotowaniu Hipci, umnknęliśmy w bok i dotarliśmy na miejsce. Jedno z wielu miejsc, bo nie mieliśmy żadnego konkretnego planu. Białogóra okazała się tłoczna. Lubiatowo - rozsądne, pojechaliśmy jeszcze zobaczyć Stilo, tam z kolei było tylko pole namiotowe, pełne młodzieży, ale za to w pobliżu stała sobie latarnia, z której upolowaliśmy waypointa.
Stanęło na Lubiatowie, żadnych pokojów wolnych (albo takie, że psa bym nie wpuścił), więc znaleźliśmy pole namiotowe. (Jesteśmy nad morzem. Pole namiotowe mamy nad jeziorem. Właścicielem jest Koreańczyk albo inny Wietnamczyk. :) )
Popołudniem dopiero wybyliśmy nad morze, spakowawszy co potrzebne w sakwy, a z racji tego, że trasa wypadała po drogach niepublicznych, do bidonu poszedł napój izobroniczny.
Na plaży bardzo szybko dowiedziałem się, co znaczy Bardzo Obciążona Tylna Oś Jadąca Po Piasku. Stąd też niesamowita średnia - trochę było jechania, a trochę pchania.
Wracając, już po zmroku(Damian, uwaga), zaliczyłem pierwszą glebę spowodowaną SPD. A zaraz po niej drugą. Nic to, że na piasku, nic to, że nieco byłem spojony winem, gleba to gleba.
Po drodze jeszcze poszwędaliśmy się przy "Dostrzegalni pożarów" i przyległej do niej budzie (parking? hangar?) na terenie byłej jednostki rakietowej WP. Było mieć vlepki, byłby waypoint. A tak - było psińco.
- DST 17.30km
- Czas 01:42
- VAVG 10.18km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 12 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, transport
Uważać na zakrętach!
Podjechałem metrem na stację Natolin, przyszedłem do sklepu, zobaczyłem, co zrobili mi z rowerem, chwilę pogadałem i wyszedłem. Nowy napęd, wymienione wszystkie linki, nawet mili panowie prysknęli mi w amortyzator oraz poprawili tylny błotnik. Wsiadłem - i pojechałem. Wszystko się toczy, wszystko się turla tak, jak powinno... Minusem było to, że musiałem jechać w dżinsach, ale taka droga pod 30km była cennym przypomnieniem przewagi obcisłego nad tkaniną.
Naprawdę, porządny serwis. Mieli rower trzymać dzień, zrobili w cztery godziny. Spodziewałem się, ze przyjadę do pracy autem, a tu - proszę, jednak się udało. Jedzie aż za dobrze, tak lekko, ze na zakrętach momentami się czułem niepewnie.
[edit]
Tak sobie zerknąłem i okazuje się, że połowy miesiąca jeszcze nie było, a ja już pół tysiąca nakręciłem. Zanosi się na rekord przebiegu miesięcznego.
Naprawdę, porządny serwis. Mieli rower trzymać dzień, zrobili w cztery godziny. Spodziewałem się, ze przyjadę do pracy autem, a tu - proszę, jednak się udało. Jedzie aż za dobrze, tak lekko, ze na zakrętach momentami się czułem niepewnie.
[edit]
Tak sobie zerknąłem i okazuje się, że połowy miesiąca jeszcze nie było, a ja już pół tysiąca nakręciłem. Zanosi się na rekord przebiegu miesięcznego.
- DST 40.12km
- Czas 01:48
- VAVG 22.29km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 11 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, transport
To już jesień, to juz wrzesień
A tak sobie dziś jechałem do roboty nucąc wesoło Babie lato. Sierpniem, a jeszcze upalnym, to tego, co jest, nazwać nie można. Nie, żebym narzekał, nie, nie, jadę sobie spokojnie i cieszę się z tego, że przyjemnie, nie za ciepło...
Cóż, jeśli ktoś tak bardzo uwielbia słoneczko i kocha jechać na rowerze, gdy to zółte gówno bezlitośnie napiera z góry, a bruzda między pośladkami zamienia się w rwącą rzekę potu... cóż, zawsze można założyć trzy podkoszulki, efekt będzie podobny (cieplutko+pot), albo wynieść się do ciepłych krajów... Egipt, Libia, RPA. Tam jest teraz ciepło, w niektórych miejscach gorąco wręcz.
Viper odstawiony został do weterynarza, dostanie nowy napęd (jak się okazało, łańcuch był rozciągnięty powyżej wszelkich granic), ma być gotów na jutro. Przy okazji czekania w kolejce byłem świadkiem jak tatuś z synkiem (lat 18-19) kupowali rower. Synek - od razu było widać, nic do gadania nie miał; ojciec powiedział - błotniki, światełka - wszystko bez pytania młodego, czy chce: wiadomo - ma być, to ma być. Powstrzymałem parsknięcie, gdy tatusiowy wzrok błądzący po półkach bezgłośnie pytający "co by tu jeszcze...?" trafił na kaski.
T: Kask chcesz?
S: Nieeee...
T: To dostaniesz. Kask ma być.
Ma być i kropka. Nie ważne, jak i gdzie będzie chłopak jeździł - kask ma być. Zadziwiające, że jedynymi argumentami za kaskiem są najczęściej "kask ma być" i "kozakiem będziesz do pierwszego wypadku". I nie ma argumentów przeciw bo - kask ma być.
Nieważne, że kask nic nie pomoże, jeśli to, co chroni, jest już zepsute.
Ze swojej strony uważam, że jazda w kaskach powinna być zabroniona. Dzięki temu matoły, które nazwę MTB rozszyfrowują jako "Miasto Trail Biking" (jeżdżąc na czerwonym, po chodniku, slalomem między pieszymi, między samochodami, bez oglądania się, tnąc przez skrzyżowania DDR z jezdniami z prędkością 35+ "bo ja mam pierwszeństwo"(*)) bardzo szybko, drogą naturalnej kolei rzeczy, pozabijają się, albo przynajmniej okaleczą na tyle, że jeździć będą, ale wózkiem. Już łajzy na mieszczuchach jadące środkiem DDRa irytują mnie mniej, niż jakaś sierota, która zakłada obcisłe, kask, okulary i nakurwia przed siebie, światło, nie światło, bo przecież jedzie rowerem - przepisów przestrzegać to mają samochody, a przepisy, których przestrzegać mają rowerzyści można nagiąć, bo przecież rower ma swoje prawa. A potem się wszyscy dziwią, dlaczego kierowcy nie lubią rowerzystów.
...
W międzyczasie dowiedziałem się, że na rower nie będę musiał czekać do jutra - już dziś będzie do odbioru. I to jest porządny serwis.
(*) Nigdy chyba nie zrozumiem, co jest przyjemnego w leżeniu (być może połamanym) na ziemi w towarzystwie swojego (być może zniszczonego) roweru i być może plastiku z połamanego zderzaka, ze świadomością, że to ja miałem pierwszeństwo i że to kierowca dostanie mandat. Wolę tak jakby przyhamować i zrezygnować z pierwszeństwa, jeśli stawką jest całość mojej dupy i reszty mnie, tudzież roweru, ale to ja - najwyraźniej dziwny jestem.
Cóż, jeśli ktoś tak bardzo uwielbia słoneczko i kocha jechać na rowerze, gdy to zółte gówno bezlitośnie napiera z góry, a bruzda między pośladkami zamienia się w rwącą rzekę potu... cóż, zawsze można założyć trzy podkoszulki, efekt będzie podobny (cieplutko+pot), albo wynieść się do ciepłych krajów... Egipt, Libia, RPA. Tam jest teraz ciepło, w niektórych miejscach gorąco wręcz.
Viper odstawiony został do weterynarza, dostanie nowy napęd (jak się okazało, łańcuch był rozciągnięty powyżej wszelkich granic), ma być gotów na jutro. Przy okazji czekania w kolejce byłem świadkiem jak tatuś z synkiem (lat 18-19) kupowali rower. Synek - od razu było widać, nic do gadania nie miał; ojciec powiedział - błotniki, światełka - wszystko bez pytania młodego, czy chce: wiadomo - ma być, to ma być. Powstrzymałem parsknięcie, gdy tatusiowy wzrok błądzący po półkach bezgłośnie pytający "co by tu jeszcze...?" trafił na kaski.
T: Kask chcesz?
S: Nieeee...
T: To dostaniesz. Kask ma być.
Ma być i kropka. Nie ważne, jak i gdzie będzie chłopak jeździł - kask ma być. Zadziwiające, że jedynymi argumentami za kaskiem są najczęściej "kask ma być" i "kozakiem będziesz do pierwszego wypadku". I nie ma argumentów przeciw bo - kask ma być.
Nieważne, że kask nic nie pomoże, jeśli to, co chroni, jest już zepsute.
Ze swojej strony uważam, że jazda w kaskach powinna być zabroniona. Dzięki temu matoły, które nazwę MTB rozszyfrowują jako "Miasto Trail Biking" (jeżdżąc na czerwonym, po chodniku, slalomem między pieszymi, między samochodami, bez oglądania się, tnąc przez skrzyżowania DDR z jezdniami z prędkością 35+ "bo ja mam pierwszeństwo"(*)) bardzo szybko, drogą naturalnej kolei rzeczy, pozabijają się, albo przynajmniej okaleczą na tyle, że jeździć będą, ale wózkiem. Już łajzy na mieszczuchach jadące środkiem DDRa irytują mnie mniej, niż jakaś sierota, która zakłada obcisłe, kask, okulary i nakurwia przed siebie, światło, nie światło, bo przecież jedzie rowerem - przepisów przestrzegać to mają samochody, a przepisy, których przestrzegać mają rowerzyści można nagiąć, bo przecież rower ma swoje prawa. A potem się wszyscy dziwią, dlaczego kierowcy nie lubią rowerzystów.
...
W międzyczasie dowiedziałem się, że na rower nie będę musiał czekać do jutra - już dziś będzie do odbioru. I to jest porządny serwis.
(*) Nigdy chyba nie zrozumiem, co jest przyjemnego w leżeniu (być może połamanym) na ziemi w towarzystwie swojego (być może zniszczonego) roweru i być może plastiku z połamanego zderzaka, ze świadomością, że to ja miałem pierwszeństwo i że to kierowca dostanie mandat. Wolę tak jakby przyhamować i zrezygnować z pierwszeństwa, jeśli stawką jest całość mojej dupy i reszty mnie, tudzież roweru, ale to ja - najwyraźniej dziwny jestem.
- DST 52.72km
- Czas 02:22
- VAVG 22.28km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Środa, 10 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, transport
Chyba czas z rowerem do doktora
Po ostatnim czyszczeniu napędu okazało się, że nie tylko jedna, ale dwie najważniejsze zębatki są, delikatnie mówiąc, do kitu. Kombinując, dotarłem do ustawienia, w którym z blatu łańcucha nie zdejmuję, a kombinuję tylko tyłem - 4-5-6.
Trzeba będzie oddać go na wymianę napędu. Dowiedziałem się, że to jest koszt jakichś 150zł - całość. Na szczęście, bo spodziewałem się 500zł.
Wczoraj dzięki przeskakującym i ślizgającym się zębatkom dorobiłem się ładnych siniaków na obu udach. Ot, takie potężne pizgnięcie w ramę.
Trzeba będzie oddać go na wymianę napędu. Dowiedziałem się, że to jest koszt jakichś 150zł - całość. Na szczęście, bo spodziewałem się 500zł.
Wczoraj dzięki przeskakującym i ślizgającym się zębatkom dorobiłem się ładnych siniaków na obu udach. Ot, takie potężne pizgnięcie w ramę.
- DST 36.08km
- Czas 01:38
- VAVG 22.09km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Niedziela, 7 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, waypointgame, < 50km
Niedzielny wieczór
Nie mogliśmy się zdecydować, co chcemy robić, w końcu pod wieczór wyskoczyliśmy. Najpierw po sąsiedzku: Amfiteatr, potem celujemy w Szubienicę. Dźwigowa okazuje się być zamknięta, więc kombinujemy gdzieś przez Odolany, skacząc po torach i uciekając przed pociągami. W końcu znajdujemy rzeczone miejsce... a naklejki nie ma; przez półtora roku wyparowała.
Kolejny strzał - Kino Ada. Tu - jak się później okazało - kod jest, ale nie wchodzi. Ostatni cel, Dom Grabskiego próbujemy osiągnąć, przeszkadza nam remont wiaduktu przy ul. Traktorzystów. Próbujemy go obejść, przechodząc przejściem podziemnym pod PKP Ursus. Tu sprawdzamy mapę i kicha - zmyliłem drogę. W międzyczasie przejście podziemne zalewa uroczo woda (5-10 cm głębokości), czekamy chwilę, aż pioruny zaczną bić trochę dalej i ruszamy. Ze zdobycia punktu rezygnujemy, nie chce nam się szukać objazdu, wracamy przez Dworzec Zachodni do domu.
W domu okazuje się, że wczorajsza robota przy czyszczeniu poszła na marne, więc biorę jeszcze raz rowery na warsztat, czyszczę i smaruję. No, i niech mi kropla choć spadnie!
Kolejny strzał - Kino Ada. Tu - jak się później okazało - kod jest, ale nie wchodzi. Ostatni cel, Dom Grabskiego próbujemy osiągnąć, przeszkadza nam remont wiaduktu przy ul. Traktorzystów. Próbujemy go obejść, przechodząc przejściem podziemnym pod PKP Ursus. Tu sprawdzamy mapę i kicha - zmyliłem drogę. W międzyczasie przejście podziemne zalewa uroczo woda (5-10 cm głębokości), czekamy chwilę, aż pioruny zaczną bić trochę dalej i ruszamy. Ze zdobycia punktu rezygnujemy, nie chce nam się szukać objazdu, wracamy przez Dworzec Zachodni do domu.
W domu okazuje się, że wczorajsza robota przy czyszczeniu poszła na marne, więc biorę jeszcze raz rowery na warsztat, czyszczę i smaruję. No, i niech mi kropla choć spadnie!
- DST 30.03km
- Czas 01:54
- VAVG 15.81km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Sobota, 6 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, waypointgame, < 50km, kampinos
Jeziorko Kiełpińskie - wieczorem
Plan był, żeby się przewieźć nad wodę. Najbliższa woda to jeziorko Kiełpińskie, zatem ruszamy. Przy okazji spisujemy trzy punkty, które w zeszłym tygodniu postawił Surf, a po które nikt na razie się nie zgłosił.
Najpierw, jeszcze po drodze, uderzamy na Pomnik poświęcony załodze Boeinga B-17G „I'll be seeing you”. Potem osiągamy cel wyprawy, czyli samo jeziorko Kiełpińskie, pobyt zaczynamy od dokładnego wysmarowania się substancją przeciwkomarową, bo te latające diabelstwa były wszędzie. Zabezpieczeni pochłonęliśmy przygotowane zupki chmielowe, wykąpaliśmy się i wbiliśmy z powrotem na rowery. Już po ciemku dotarliśmy do drugiego punktu, położonego po przeciwnej, niż byliśmy, stronie jeziora: o tutaj.
Do zdobycia ostatniego punktu wystarczyło w zasadzie pojechać prostopadle do ul. Kolejowej i ją przekroczyć, ul. Konopnickiej znaleźliśmy, ale wejścia szlaku w las nie tak od razu - Szczukówek też został zaliczony; mieliśmy jeszcze pojechać do Starego Dębu, ale szlak okazał się jedną wielką kupą błota i odechciało się nam.
Po powrocie zrobiłem to, co zwykle mi się nie zdarza - ogarnąłem porządnie rowery z błota, wyczyściłem i nasmarowałem napęd. Jestem z siebie dumny.
Najpierw, jeszcze po drodze, uderzamy na Pomnik poświęcony załodze Boeinga B-17G „I'll be seeing you”. Potem osiągamy cel wyprawy, czyli samo jeziorko Kiełpińskie, pobyt zaczynamy od dokładnego wysmarowania się substancją przeciwkomarową, bo te latające diabelstwa były wszędzie. Zabezpieczeni pochłonęliśmy przygotowane zupki chmielowe, wykąpaliśmy się i wbiliśmy z powrotem na rowery. Już po ciemku dotarliśmy do drugiego punktu, położonego po przeciwnej, niż byliśmy, stronie jeziora: o tutaj.
Do zdobycia ostatniego punktu wystarczyło w zasadzie pojechać prostopadle do ul. Kolejowej i ją przekroczyć, ul. Konopnickiej znaleźliśmy, ale wejścia szlaku w las nie tak od razu - Szczukówek też został zaliczony; mieliśmy jeszcze pojechać do Starego Dębu, ale szlak okazał się jedną wielką kupą błota i odechciało się nam.
Po powrocie zrobiłem to, co zwykle mi się nie zdarza - ogarnąłem porządnie rowery z błota, wyczyściłem i nasmarowałem napęd. Jestem z siebie dumny.
- DST 48.02km
- Czas 02:45
- VAVG 17.46km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 5 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, transport, waypointgame
Gdzie jest zima?
Wcale nie chodzi mi o to, że temperaturowo wolę zimę od lata, o tym już swoje wypisałem. Zima ma jednak jeszcze jeden, potężny plus: zimą na rower wychodzą tylko niektórzy. W szczególności na rower nie wychodzą ludzie, dla których warunkiem wyjścia jest sucha nawierzchnia, temperatura > 20 stopni oraz gwarancja braku opadów przez najbliższe dwa dni. Bo teraz, niestety, jest ciepło, nie pada i jest sucho. I jeździ ich od cholery.
Sama obecność ludzi mi nie przeszkadza, przeszkadza mi to, co wyczyniają. Zjeżdżanie do lewej krawędzi/skręty w lewo bez oglądania się, jazda parami/trójkami/peletonem z prędkością 12km/h i brakiem możliwości wyprzedzenia... Hipcia do tego musi się jeszcze borykać z pacanami, którym uraża dumę to, że wyprzedza ich laska na rowerze i nagle przyspieszają z 15km/h do jakichś 25 i muszą, muszą wyprzedzić. No i wyprzedzają, na sto, dwieście metrów, dopóki nie zaczną zwalniać i Hipci znudzi się korzystanie z powietrznej promocji.
Najgorszy jest "zdrój parapetów" (rondo Zesłańców), gdzie tych mosiężnych tłuków wstrzymuje "to" długie, czerwone światło, po czym gnają na łeb, na szyję, jak bydło, potrącając się, byle tylko być pierwszym na dole i jako pierwszy wnieść rower na górę. Po co - nie wiem. Ostatnio jechałem chyba dwunasty w peletonie do schodów, gdy wniosłem rower na schody (jako ostatni), dwóch pierwszych dopiero przekładało nogę nad ramą. Ale spieszyć się trzeba...
Inna plaga to czerwone światła. Rozumiem, kurczę, gdy jest pusto, rozumiem. Ale w normalnym ruchu, gdy jest przerwa między samochodami, zasuwanie na czerwonym? Potem wszyscy jojczą, że ludzie mają o rowerzystach okropne zdanie.
Naprawdę, nie przypuszczałem, że do tego dojdzie, ale w mojej klasyfikacji irytujących uczestników ruchu zrobiło się przesunięcie :) Poniżej lista, od najbardziej wkurzających do tych najmniej:
1. Rowerzyści
2. Rolkarze
3. Piesi
4. Kierowcy samochodów.
Ci ostatni, czyli samochodziarze, nieprzerwanie są tymi, których najbardziej lubię i przy których, jadąc jezdnią, czuję się najbezpieczniej.
Dziś rano dodałem naszego pierwszego waypointa. Wredny, ale mam nadzieję, że ciekawy. Takiego dotychczas nie widziałem.
Sama obecność ludzi mi nie przeszkadza, przeszkadza mi to, co wyczyniają. Zjeżdżanie do lewej krawędzi/skręty w lewo bez oglądania się, jazda parami/trójkami/peletonem z prędkością 12km/h i brakiem możliwości wyprzedzenia... Hipcia do tego musi się jeszcze borykać z pacanami, którym uraża dumę to, że wyprzedza ich laska na rowerze i nagle przyspieszają z 15km/h do jakichś 25 i muszą, muszą wyprzedzić. No i wyprzedzają, na sto, dwieście metrów, dopóki nie zaczną zwalniać i Hipci znudzi się korzystanie z powietrznej promocji.
Najgorszy jest "zdrój parapetów" (rondo Zesłańców), gdzie tych mosiężnych tłuków wstrzymuje "to" długie, czerwone światło, po czym gnają na łeb, na szyję, jak bydło, potrącając się, byle tylko być pierwszym na dole i jako pierwszy wnieść rower na górę. Po co - nie wiem. Ostatnio jechałem chyba dwunasty w peletonie do schodów, gdy wniosłem rower na schody (jako ostatni), dwóch pierwszych dopiero przekładało nogę nad ramą. Ale spieszyć się trzeba...
Inna plaga to czerwone światła. Rozumiem, kurczę, gdy jest pusto, rozumiem. Ale w normalnym ruchu, gdy jest przerwa między samochodami, zasuwanie na czerwonym? Potem wszyscy jojczą, że ludzie mają o rowerzystach okropne zdanie.
Naprawdę, nie przypuszczałem, że do tego dojdzie, ale w mojej klasyfikacji irytujących uczestników ruchu zrobiło się przesunięcie :) Poniżej lista, od najbardziej wkurzających do tych najmniej:
1. Rowerzyści
2. Rolkarze
3. Piesi
4. Kierowcy samochodów.
Ci ostatni, czyli samochodziarze, nieprzerwanie są tymi, których najbardziej lubię i przy których, jadąc jezdnią, czuję się najbezpieczniej.
Dziś rano dodałem naszego pierwszego waypointa. Wredny, ale mam nadzieję, że ciekawy. Takiego dotychczas nie widziałem.
- DST 34.24km
- Czas 01:34
- VAVG 21.86km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 4 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, transport, waypointgame
Pojeździł Hipek...
...to teraz jest zmęczony. A w zasadzie to nie od samej jazdy zmęczony. Powrót z Mazur, dwa kursy w poniedziałek, trzy kursy wczoraj, wszystko poprzetykane jazdą na rowerze, nie można się dziwić zatem, że końcówka dojazdu do domu wczoraj była już praktycznie na autopilocie.
W międzyczasie akcja "czyścimy Warszawę" i kolejne cztery waypointy zaliczone.
Nie wiem, co to za jakaś chora moda, żeby jeździć ścieżką rowerową pod prąd, prosto na czołówkę. Dziś spotkałem takich trzech. I jednego, który zmieniał pasy na Banacha (i jechał slalomem po środkowym) zupełnie nie patrząc za siebie.
W międzyczasie akcja "czyścimy Warszawę" i kolejne cztery waypointy zaliczone.
Nie wiem, co to za jakaś chora moda, żeby jeździć ścieżką rowerową pod prąd, prosto na czołówkę. Dziś spotkałem takich trzech. I jednego, który zmieniał pasy na Banacha (i jechał slalomem po środkowym) zupełnie nie patrząc za siebie.
- DST 37.28km
- Czas 01:42
- VAVG 21.93km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Środa, 3 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, transport, waypointgame
Wyszedłem pięć minut wcześniej
...i dzięki temu do pracy przejechaliśmy znowu spory kawałek razem.
Przy zdobywaniu waypointa pod krzyżem (a raczej oznaczaniu go jako nieaktywny), zostałem zaatakowany (słownie) przez dziadka-fanatyka-obrońcę krzyża. Krótką rozmowę, której szkoda tu przytaczać, zakończyłem słowami "poszedł won". A dziadek... poszedł won.
Jeden cytat jednak warto przytoczyć i zapamiętać: "To pan jesteś katolik, czy inny zboczeniec?".
Przy zdobywaniu waypointa pod krzyżem (a raczej oznaczaniu go jako nieaktywny), zostałem zaatakowany (słownie) przez dziadka-fanatyka-obrońcę krzyża. Krótką rozmowę, której szkoda tu przytaczać, zakończyłem słowami "poszedł won". A dziadek... poszedł won.
Jeden cytat jednak warto przytoczyć i zapamiętać: "To pan jesteś katolik, czy inny zboczeniec?".
- DST 41.16km
- Czas 01:52
- VAVG 22.05km/h
- Sprzęt Unibike Viper
Wtorek, 2 sierpnia 2011
Kategoria do czytania, transport, waypointgame
Wraca pogoda...
... a jak pogoda, to i gorąco się robi. A jak robi się gorąco, to się ze mnie leje.
Wczoraj przy okazji powrotu z pracy ustrzeliliśmy dwa punkty: pierwszy i drugi; w zasadzie nie tyle, że ustrzeliliśmy, co rozdziewiczyliśmy :) Przy skrzyżowaniu Żwirki z Hynka była darmowa kąpiel, bo chyba pękła jakaś rura i skrzyżowanie było równo i wysoko zalane. Po kursie za to odwiedziliśmy taki o, który to (pomnik, nie waypoint) całkiem niedawno odkryliśmy... z samochodu, mimo że rowerem przez tamtą okolicę jeździmy regularnie od roku.
Poranna trasa wzrosła do 15km w wersji najkrótszej w porównaniu z Targówkiem.
Wczoraj przy okazji powrotu z pracy ustrzeliliśmy dwa punkty: pierwszy i drugi; w zasadzie nie tyle, że ustrzeliliśmy, co rozdziewiczyliśmy :) Przy skrzyżowaniu Żwirki z Hynka była darmowa kąpiel, bo chyba pękła jakaś rura i skrzyżowanie było równo i wysoko zalane. Po kursie za to odwiedziliśmy taki o, który to (pomnik, nie waypoint) całkiem niedawno odkryliśmy... z samochodu, mimo że rowerem przez tamtą okolicę jeździmy regularnie od roku.
Poranna trasa wzrosła do 15km w wersji najkrótszej w porównaniu z Targówkiem.
- DST 52.49km
- Czas 02:22
- VAVG 22.18km/h
- Sprzęt Unibike Viper


















