Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136654.57 km
  • Zajęło to: 259d 12h 39m
  • Średnia: 21.90 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Wpisy archiwalne w kategorii

do czytania

Dystans całkowity:96832.03 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:4314:10
Średnia prędkość:22.38 km/h
Maksymalna prędkość:4401.00 km/h
Suma podjazdów:164904 m
Maks. tętno maksymalne:194 (100 %)
Maks. tętno średnie:169 (87 %)
Suma kalorii:202907 kcal
Liczba aktywności:1948
Średnio na aktywność:49.73 km i 2h 13m
Więcej statystyk
Piątek, 8 lipca 2011 Kategoria do czytania, transport

Ciepło, ale w deszczu

Idealna pogoda na rowerowanie :) Ciepły deszcz pada z nieba...
Czwartek, 7 lipca 2011 Kategoria transport, do czytania

Prawie idealna pogoda

Jeszcze tylko trzy stopnie bym odjął i byłoby git.
A dystans nikczemny, czasu nie starczyło; i wczoraj, i dzisiaj na styk.
Środa, 6 lipca 2011 Kategoria transport, do czytania

A dziś znowu deszczowo

Zaczęło się od mżawki. Przy pierwszym drzewie założyliśmy kurtki, tak na wszelki wypadek. A potem się okazało, ze wszelki wypadek nie był tak wszelkowypadkowy :)

Znowu w ruch poszedł Mokry Kącik w pracy. Wszystko schnie i mam nadzieję, że nikomu nie przeszkodzi.
Wtorek, 5 lipca 2011 Kategoria do czytania, transport, > 50 km

Takie wpisy to ja lubię

I wcale nie chodzi tu tylko o dystans. Lubię, gdy z samego jeżdżenia transportowego (bo było: z pracy - na kurs w tę i wewtę - do pracy - do dentysty tam i nazad) wychodzi dużo. Z planowanej wycieczki jest trochę inaczej, a transportowo jednak bardziej bawi.

Dodatkowo cieszy, że 2/3 tego wszystkiego to jazda z szanowną Hipcią, zda mi się, że wspominałem, a jeśli nie, to wspominam, że z Nią mi się jednak lepiej jeździ. Samemu tak jazda na dłuższą metę nudna się robi.

Poprawiłem znowu blok przy lewej stopie, tym razem trochę go wysunąłem do przodu.
Poniedziałek, 4 lipca 2011 Kategoria do czytania, transport

Deszczowy poniedziałek

Weekend upłynął zupełnie nierowerowo i cieszy mnie to - od piątku wieczorem bolały mnie kolana i te dwa dni trafiły idealnie tak, żeby nie było zbytniej pokusy na pchanie się na deszcz. Do tego jeden z naszych rowerów pod wpływem wody pozbawia się zdolności hamowania, więc temat poszedł na bok. Przymierzyliśmy za to Hipcię do nowego roweru - pojechaliśmy na Ursynów do rowerowego i przymierzyliśmy jeden z modeli Unibike'a. Teraz pozostaje decyzja, czy taka rama, czy inna... no i czy ten model, czy nie. W niedzielę za to dzień napraw - wymieniony został most u mnie.

Dziś rano za to przetestowalisy BTwinowe kurtki przeciwdeszczowe. Za oknem deszcz, a my wsiadamy. Bo w słońcu każdy potrafi jechać, a w deszczu - tylko ci, którzy to lubią. Spotkaliśmy jedynie dwóch rowerzystów po drodze. Kurtka egzamin zdała.

Szef przywitał mnie o tak: "Ciebie to już doszczętnie popierdoliło". :D
Piątek, 1 lipca 2011 Kategoria do czytania, transport

Deszczowo lipiec zaczyna się

... czyli niezła temperatura i przyjemna mżawka. :)

Z samego rana podmieniłem sztycę na nową. Nareszcie jazda bez chrupania.

Rano - spojrzenie na prognozę... "A, rano nie będzie padało". Potem na zewnątrz - mży. W miarę upływu czasu - pada. Jechało się przyjemnie - nie było jeszcze kałuż, a ludzi na rowerach prawie w ogóle.

Podrzuciłem Hipcię kawałek w kierunku Jej pracy i wróciłem do siebie.

[edit]

A, i chyba w końcu moje nogi dogadały się z butami i blokami i wygląda na to, że w końcu jest dobrze. Nauczyłem się ustawiac nogi w pedałach, ale wyciągać nadal się uczę. Naczelna zasada, którą czasami łamię, to: nie wypinać dociążonej nogi. I miałbym wczoraj przez to glebę.
Czwartek, 30 czerwca 2011 Kategoria do czytania, transport

Z pracy i do pracy

Rano z Hipcią do pracy, nawet kawałek dalej zajechaliśmy - ale nadal nie mogę wstać wcześniej i wyruszyć na tyle spokojnie, żeby Ją odwieźć do i wrócić do siebie.

Z lewą nogą (lewym kolanem w zasadzie) jest lepiej - poczytałem trochę i podniosłem siodełko - pomogło, teraz pewnie boli tylko dlatego, że stary ból nie przeszedł, ale nowego nie czuję.

A dziś zaczęło mi skrzypieć siodełko. Zabrudziło się, czy co?

No i na liczniku pojawiła się szóstka, jako pierwsza cyfra. Dystans, oczywiście, od początku jazdy, nie tegoroczny, ale i tak się cieszę.

[edit]

Sprawdziłem - zużyła się sztyca. Oryginalnie dostałem amortyzowaną i wytarła się guma po jednej stronie. Spróbuję to przyłatać w domu kawałkiem gumy, jeśli utrzyma, to zostanie, jeśli nie - wymienię sztycę, ale pewnie na sztywną, podobno lżejsza, a poza tym ja i tak zawsze kuper w górę podnoszę.
Czwartek, 30 czerwca 2011 Kategoria do czytania, transport

Pół roku się zamyka

Nie planowałem, że tak to się skończy. Miałem w planach tylko pojechanie do rowerowego, a tu...

Okazało się, że Hipcia musi zostać dłużej w pracy, zacząłem zatem trasę od pojechania po Nią. Potem już razem myknęliśmy do sklepu przy Obozowej, z którym nie tyle się przeprosiłem, co dałem mu ostatnią szansę. Zakupiłem tam nowy most i nową sztycę; przy okazji dowiedziałem się, ile kosztowałaby zmiana na tarczówki z przodu - około 400-500zł całość. A to chyba dobry pomysł, żeby mieć tarcze na zimę. Tak sobie myślę, znaczy.

Potem myknęliśmy do domu, a ja jeszcze wyskoczyłem na targ, po owoce i wieczorem, zapłacić haracz właścicielowi mieszkania, przy okazji tego ostatniego przetestowałem torbę pod ramę, którą zakupiłem pod kątem planowanej wycieczki Warszawa-Rzeszów. Torba przeżyła, kasa w niej - również.
Środa, 29 czerwca 2011 Kategoria do czytania, transport

Z pracy i do pracy

Standardowo. Z pracy sam, do pracy z Hipcią. Dziś wyszliśmy znowu później, więc skręciłem do siebie, nie odwoziłem jej do pracy.

Nadal pracuję nad tą moją krzywą lewą stopą - bloki nadal wymagają poprawy, ale już widać światło na końcu tunelu... Dobrze, że prawa się już wyregulowała.
Wtorek, 28 czerwca 2011 Kategoria do czytania, transport

Oż ty leszczu, czyli aj, aj, kolano!

Zaczniemy od tych przyjemniejszych spraw: z pracy wróciłem nawet spokojnie, chociaż po całym dniu wczorajszym w pracy zdychałem. Na kurs pojechaliśmy rowerem, wiedziałem, że Hipcia wolałaby autem, ale jakoś nie mogłem już patrzeć na samochód... W domu trochę zamarudziliśmy, ale jednak ruszyliśmy rowerem.

Oj, jak po tej całej przerwie i tym męczącym dniu przyjemnie się jechało. Mknęliśmy sobie spokojnie we dwójkę... mogłem zasnąć, tak mi było fajnie. Hipcia co prawda trochę marzła po wygrzaniu weekendowym, ale i tak nie wyglądała na smutną. Gdybyśmy jeszcze jej ten nowy rower kupili, pewnie byłoby już idealnie.

A ja z kolei, jak już jedziemy razem, to mogę tak lecieć i lecieć, do końca czasu... :)

Kurs był pierwszymi zajęciami, więc musieliśmy pojechać dość szybko, żeby spokojnie się przebrać, nie wpaść zziajani i zrobić na ludziach dobre wrażenie. Zajechaliśmy naprawdę sprawnie, kurs się przebiegał, a tuż po nim, gdy się przebierałem, poczułem, że coś źle się dzieje z lewym kolanem. Wcześniej, gdy wracałem z pracy, nie czuło się ono komfortowo, poprawiłem but w domu, było lepiej, ale do komfortu brakło trochę skrętu. Korzystając z luzu w pedale ustawiłem nogę wygodniej i pojechałem całą drogę. Całą drogę, którą pojechaliśmy raczej szybko... więc delikatny skręt kolana pogłębił się, pogłębił go też kurs... i rozbolało. Po kursie poprawiłem blachę, pojechało się lepiej.

Do pracy rano pojechałem i znów poczułem delikatny dyskomfort, który mówił, że kolano porusza się w nie tej płaszczyźnie, którą by chciało. Przysunąłem zatem blachę na maksa do krawędzi.

Kolejna wycieczka - do dentysty. Jadę, niby jest wygodniej, ale nadal to nie to. Czyżbym wobec tego był zbudowany krzywo i nie powinien używać wpinanych? Jadę i analizuję. Prawa blacha nie jest na maksa, lewa jest. Za to prawa stopa jest bliżej korby niż lewa. Hmm... Może... nie, chyba nie... Może... może... Zastanówmy się: żeby przysunąć lewą stopę bliżej korby, powinienem zrobić tak, więc blacha pójdzie tu, [tu w myślach obracam podeszwę], ale czy nie... U dentysty zdejmuję but przy przebieraniu się, patrzę...

Przesuwałem blachę w przeciwną stronę.

Spuśćmy, proszę, zasłonę ponurego milczenia na mój tragiczny debilizm.

stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl