Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136654.57 km
  • Zajęło to: 259d 12h 39m
  • Średnia: 21.90 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Wpisy archiwalne w kategorii

do czytania

Dystans całkowity:96832.03 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:4314:10
Średnia prędkość:22.38 km/h
Maksymalna prędkość:4401.00 km/h
Suma podjazdów:164904 m
Maks. tętno maksymalne:194 (100 %)
Maks. tętno średnie:169 (87 %)
Suma kalorii:202907 kcal
Liczba aktywności:1948
Średnio na aktywność:49.73 km i 2h 13m
Więcej statystyk
Poniedziałek, 27 czerwca 2011 Kategoria do czytania, transport

Przed i poweekendowe dojazdy do pracy

Czyli do domu szybko, bo wyjazd, a do pracy w poniedziałek wolno, bo ledwo żyję po trasie z Pomorza do Warszawy.

A na Pomorzu my bez roweru, a inni to i owszem. Plaga jakaś - znikome procenty z oświetleniem. W porównaniu z tym, co widzieliśmy, to w Warszawie ludzie są naprawdę odpowiedzialni i oświetleni nocą...
Środa, 22 czerwca 2011 Kategoria do czytania, transport

Wysoki współczynnik tępaka na drogach

Nie wiem, co jest, wpływ ostatniego zaćmienia Księżyca, czy burze na Słońcu, ale coś się dzieje niepokojącego... ;)

1. Wczoraj tuż pod moim blokiem. Mijam jakiegoś chłopaka (zawodnik, czy co? - mięśnie miał jak węzły na nogach), on akurat wyciągał (jadąc) komórę z kieszeni. Zatrzymuję się na czerwonym, on rozmawia i jedzie dalej. Półtora metra od niego zatrzymuje się samochód robiący lewoskręt. Nawet chyba kretyn (ten na rowerze) nie przeprosił, bardziej się skupił na podnoszeniu telefonu i kontynuowaniu rozmowy.

2. Dziś - jedziemy z Hipcią do pracy, akurat miałem zapas czasu, więc ją odwiozłem. Ul. Grzybowska, fragment, gdzie pas do jazdy na wprost schodzi lekko w lewo, a po prawej wyrasta nowy pas - do prawoskrętu. My jedziemy prosto, zatem nie zmieniamy pasa. Za nami klakson i o jakieś pół metra mija nas czarne BMW albo inne Audi (nie znam się na autach). W każdym razie czarne, z jakimś skurwysynem w garniturze wewnątrz. Dogoniłem, bo zwolnił, strzeliłem łapą w bagażnik i zakrzyknąłem to i owo. Nie mogę sobie wybaczyć, że nie zatrzymałem się przy nim, bo zjechałbym go jak burą sukę. Pewnie teraz siedzi i wylizuje swoją furkę z dotyku plebejskiej łapy. I pewnie stracha mu narobiłem, bo huk był spory.

3. Również dziś - pan autobusiarz na Grzybowskiej zapytał się, czy nas przepisy nie obowiązują. (Ruch na tej ulicy jest ograniczony w związku z budową metra, są w zasadzie same nakazy skrętu zrzucające ludzi na boki) Panie, jak jeździsz tędy trasą codziennie, to mógłbyś, kurna, zerknąć na tabliczki pod tymi nakazami (a na odcinku półtora kilometra jest tych tabliczek pewnie z dziesięć), to zauważyłbyś napis "Nie dotyczy pojazdów budowy metra i pojazdów jednośladowych".

4. (To już jako ciekawostka, nie jako "tępak", bo w sumie nikomu nie zaszkodził) Również dziś - rowerzysta - perfomator. Jadący w getrach (?), w kasku, na niemiłosiernie piszczącym i rozklekotanym rowerze. Na kazdym skrzyżowaniu omijał nas i wyjeżdżał na środek skrzyżowania, po czym regularnie musieliśmy go wyprzedzać. Nie mówiąc o samochodach, które miały problem z wyprzedzaniem, bo gdy ruszał, łapał równowagę z amplitudą pół metra-metr w każdą stronę.

Strach się bać.

Mieliśmy wczoraj jechać na nocny maraton rowerowy, ale koniec końców daliśmy sobie spokój - i słusznie. Marek przejechał prawie 100km omijając dwa skrajne punkty, gdybyśmy chcieli się i na nie porwać, pewnie zrobilibyśmy więcej niż stówę, wrócili do domu koło pierwszej w nocy, a na urlop jechać trzeba. Za to wczoraj zrobiliśmy ostatnie zakupy plażowe, zatankowaliśmy pojazd... No i cóż, jutro o drugiej nad ranem porywam się na 500km samochodem - takiego dystansu na jeden raz jeszcze nie zrobiłem. A jutro po południu będę siedział z Hipcią na plaży. :D
Wtorek, 21 czerwca 2011 Kategoria do czytania, transport

Deszczowo

Wczoraj zadzwoniła do mnie Władza, wzywając mnie w związku z fotką mojego samochodu, które zrobiło jakieś przyjemne urządzenie. Przypuszczałem, że jeśli wzywają, to pewnie chcą ustalić, kto kierował.

Z pracy wyszedłem trochę później, tak, żeby spokojnie zakręcić jakieś kółko i wpaść na posterunek. Zaraz za pracą - lu! Najpierw spokojnie, potem już na maksa, więc obrany nowy kierunek - dom, jak najkrótszą trasą i przebranie się, na mokro nie chciałem wpadać na przesłuchanie. Przy skrzyżowaniu Prymasa z Górczewską dojechał do mnie jakiś kolega, który początkowo czaił się z tyłu, a potem przycisnął. Rzadko zdarza się, że ktoś jedzie na tyle szybko, żebym go gonił (szczęście mam jakie, czy co?), ale jak się już taki trafił to pojechałem za nim. Byłem wolniejszy, zastanawia mnie jednak, jak by się jechało, gdybym nie miał obciążników/żagla (sakwy) i jechał agresywnie (z laptopem starałem się uważać na zakrętach). Buty Szajmano natomiast spisaly się, przez te wywietrzniki, którędy zwykle wpada chłodne powietrze, nalała się woda, dobrze, że pod spodem są dziury, to się wylewa :D

Dojechałem do domu, przebranie, auto, komenda. Na miejscu przywitał mnie znajomy pan dzielnicowy (z Podkarpacia - a zatem fajny chłopak). Rozpoznałem auto, przyznałem się, 200zł + 6 pkt i do domu.

Rano za to spokojnie, znów z Hipcią.
Poniedziałek, 20 czerwca 2011 Kategoria do czytania, transport, > 50 km

Pstryk!

Wstałem rano o 7:00, bo akurat na taką pogańską godzinę miałem wyznaczone pierwsze zajęcia. Przyszykowałem się, założyłem moje superaśne buty i wyszedłem na zewnątrz. Tamże po raz pierwszy w trasie, historycznie niemalże, zrobiłem "pstryk", a potem drugie "pstryk" i... pojechałem. Wiwatów nie było, kwiaty się nie sypały, smutno dość. Pewnie dlatego, że jechałem w zwykłym ubraniu. Muszę wieczorem się przelansować jeszcze w obcisłym, może wtedy ktoś mi chociaż piwo postawi :)

A tak poważnie: do rekonfiguracji były blachy w butach (założyłem sobie zbyt równoległe stopy), poprawione zostały już na miejscu. Same wrażenia - przyjemnie, spokojnie, wreszcie noga podaje w stu procentach, nie tak, jak było w noskach. Ustawiłem sobie moc wypstrykiwania na najmniejszą i już pocierpiałem z tego tytułu, bo wpina się toto w zasadzie bez mojego udziału - trochę za łatwo, ale zostawię tak jak jest, póki jeszcze nabieram nawyku wypinania się.

Poprawiłem blachy, ruszyłem do domu, skrzyżowanie Wrocławskiej z Powstańców, dojeżdżam spokojnie, wypinam prawą nogę... nie wypinam. Wypinam... nie. Wyszarpuję w końcu i staję. Co, do jasnej niewygodnej?! Ostatni fragment wpinam się i wypinam i już wiem, że winna jest jedna strona prawego pedała. Uszkodzony? Przecież wykręcalem wszystkie śruby napinające... Dojeżdżam do klatki, wyciągam klucz... Nie. Tej jednej akurat, baran jeden, nie wykręciłem. Nie dziwię się, że Hipcia, gdy testowaliśmy pedały miała problem z wpięciem, a z wypięciem musialem jej pomagać rękami. Przyszedłem do domu i przeprosiłem za to.

Wieczorem jeszcze skoczyliśmy na kółko po mieście, pierwotnie miał być wlot Mostem Gdańskim, wylot Mostem Siekierkowskim, ale koniec końców przy Powązkach ruszyliśmy na północ, a potem pojechaliśmy przez Marymont i Cmentarz Północny. Chyba lepiej - tu sobie dostosowywaliśmy trasę względem potrzeb, tam wyboru by nie było. A i tak skróciliśmy dystans, bo w domu trzeba było się pakować na długi weekend. Zahaczyliśmy jeszcze o lody w McDonalds przy Conrada. Doświadczyłem przy okazji wycieczki części uroków związanych z wypinaniem się: zabłocenia pedałów, próby wypinania nie tej nogi (odciążoną wypinamy, odciążoną), brak możliwości wpięcia... co jeszcze?

Do pracy dojechaliśmy znowu razem, na granicy deszczu. Kwadrans po mnie do pracy dotarli już przemoczeni koledzy, a ja siedziałem sobie na suchutko.
Sobota, 18 czerwca 2011 Kategoria do czytania, transport

Uczelniane dojazdy

Wyjechałem na uczelnię pięć minut przed burzą. Zerwało się dokładnie nad moją głową, dojechałem zatem prawie zupełnie przemoczony. Pochwała należy się ręcznikowi szybkoschnącemu, dzięki któremu błyskawicznie doprowadziłem się do stanu niecieknięcia i względnej używalności.

Wieczorem wkręciłem blachy, zmieniłem pedały, przeprowadziłem w domu pierwsze testy wpstrykiwania się w SPD i czekałem na test. Mieliśmy jechać wieczorem, ale koniec końców zostaliśmy sobie w domu. Zatem test pstrykania w ramach jazdy musiał pozostać do porannego dojazdu do szkoły w niedzielę...
Piątek, 17 czerwca 2011 Kategoria transport, do czytania

Z Hipcią pracowe korblowanie

Albowiem tak się przypadkowo złożyło, że zarówno z pracy jak i do pracy mogliśmy jechać razem. Z tym, że dzisiaj wstaliśmy wcześniej i tym razem to ja odwiozłem Ją pod pracę. Podoba mi się ta opcja, chyba będziemy tak częściej robić, bardzo przyjemnie jest tak sobie razem jechać.
Piątek, 17 czerwca 2011 Kategoria do czytania, transport, < 50km

Dziecko pod kołami... no, prawie

Bardzo sympatycznie złożył się koniec tygodnia: czwartek jechaliśmy razem w obie strony, w piątek do pracy, a po południu odebrałem Hipcię z jazd i wrócilismy do domu.

Tuż przed metą, nowa ścieżka rowerowa przy Powstańców Śląskich: przed nami pojawia się mamunia jadąca na rowerze z dwoma synami - jeden, na oko jakieś 8 lat, drugi - 5, może 6 lat. Wyprzedzamy całą kolumnę, gdy ten młodszy zaczyna zbliżać się do osi drogi. Coraz bardziej zajeżdża nam drogę, matka krzyczy "w prawo", a mały jeszcze bardziej jedzie w lewo. Wyhamowaliśmy na ostro, Hipcia pojechała, a ja grzecznie zwróciłem uwagę, że taki dzieciak powinien po chodniku jechać. "No chyba lepiej, żeby od początku uczył się przepisów" - zaripostowała mamuśka (och, ty tępa suko, jakich, kurwa, przepisów? Naucz gnoja jeździć po prostej, wtedy bierz się za przepisy.). Słowo "przepisów" podziałało na mnie jak płachta na byka i zapytałem grzecznie, czy zna Kodeks Drogowy. Ha, oczywiście, że zna. Poleciłem jej zatem doczytanie fragmentu mówiącego o tym, gdzie powinien jeździć gówniarz poniżej 10 roku życia. Oczywiście, nie pozostawiła tego bez ironicznego podziękowania za radę, więc troskliwie i grzecznie powiedziałem "pani przeczyta, bo dziecko naprawdę pięknie wygląda, gdy leży na ziemi". I tu się skończyły paniusiowe riposty.

Oczywiście, jestem przekonany, że nie zrozumiała tego co jej przekazałem, bo to ja przecież jestem idiotą, który czepia się tego, że małe dziecko uczy się przepisów.

Następnym razem będę mówił, że dziecko pięknie wygląda w trumnie - jak mały, śpiący aniołek. Dla samej radości.
Czwartek, 16 czerwca 2011 Kategoria do czytania, transport

A jednak żaden ze mnie cham

Wczoraj na kurs jechaliśmy znowu autem, żeby kostka Hipci nadal sobie spokojnie odpoczywała. Wyszliśmy za późno, zatem śpieszyłem się i rzucałem mięchem w kierunku napotykanych ludzi. Oberwało się się m.in. leszczowi prowadzącemu rower (miejski - to jakaś reguła?) przez przejście, który stał niezdecydowany i nie przeszedł gdy ludzie szli, a wlazł na przejście dopiero, gdy zrobiło się puste, w ostatniej chwili; baranom, którzy nie potrafią czekać normalnie na jednym pasie, tylko jadą przez całą kolejkę z kierunkowskazem i gdzieś przy szczycie się wpychają; baranom, którzy takich baranów "kulturalnie" wpuszczają. Hipci cierpliwość się skończyła, gdy skląłem w żywy kamień idiotę na rowerze (profeska: kask, obcisłe, okularki, rękawiczki, SPD, rower wypucowany, szkoda, że mózgu brak), który wyjechał mi pod koła na (jego) czerwonym. Wtedy już mi się oberwało i do końca jazdy tylko gniewnie mruczałem.

Za to dziś rano, gdy cięliśmy sobie spokojnie Górczewską, ścieżkę rowerową przeciął pieszy. Standardowo, jak to pieszy - wlazł jak krowa. W momencie gdy już wiedziałem, że się nie obejrzy i nie zauważy mnie, było za późno na zatrzymanie się przed nim, zatem objechałem go z mojej prawej strony gwałtownie hamując. I wyplułem w jego kierunku wiązankę. Wiązanka wyszła sama, zapewne siedziała tam w podświadomości i wyskoczyła przez usta bez udziału mózgu. Krzyknąłem mu: "Kurczę, prezes, uważaj". No. Zatem żaden ze mnie cham, w podświadomości siedzi wrażliwe pisklę.

Hipcia do tej pory się ze mnie śmieje. :)

Przymierzyłem wczoraj buty. Pasują. Dziś pewnie przypnę blachy, a jutro bądź w sobotę będą pierwsze "klik".
Środa, 15 czerwca 2011 Kategoria do czytania, transport

Kompletowanie sprzętu zakończone

Po południu pojechaliśmy (autem) do Airbike'a na Ursynów. Hipcia jeszcze leczy kontuzję po wypadku, a samemu jechać mi się nie chciało. Tam odebrałem zamówione z Allegro buty Shimano. W międzyczasie zakupiono mi nowe pedały platformowe.

Wieczorem miałem wziąć się za robotę, ale padłem na twarz i się skończyło. Za pracę wziąlem się rano - tylko wymiana pedałów, w ramach platformowych, bo SPD chcę sobie spokojnie przetestować, niekoniecznie w drodze do pracy. Biorę zatem klucze: 15 za mała, 17 za duża. Bierzemy blaszkę, robimy skrót klucza i kręcimy. Nie idzie... Zupełnie nie... Skląłem w żywy kamień człowieka, który tak mocno skręcił pedał, wziąłem nowy pedał przeanalizowałem gwint i przeprosiłem dopiero co sklętego człowieka. Albowiem kręciłem w złą stronę. W drugą wystarczyło stuknąć i samo się kręciło. Raz-dwa zamieniłem pedały i ruszyliśmy. Miodzio! Nic nie chrzęści, nic nie stuka... cudownie!

Czyli mamy pierwszą poważną wymianę zużytego sprzętu w rowerze. Na oryginalnych pedałach wykręciłem ponad 5500. To chyba dobrze.

W piątek albo sobotę biorę się za SPD.

[edit] Mam za sobą przejechanych 20km na nowych pedałach, ale bez nosków - czysta platforma. Pomijając efektywność pedałowania, czuję się... niestabilnie. Czyli (paradoksalnie dla większości ludzi) bezpieczniej czuł się będę wpięty do roweru. :)
Wtorek, 14 czerwca 2011 Kategoria do czytania, transport

Odcięte zasilanie i wieczorne naprawy

Oj, jak mi się strasznie jechało do domu wczoraj... Zero zasilania, po całym weekendzie marzyłem tylko, żeby dotrzeć do domu.

Zasilanie wróciło gdzieś pod wieczór, gdy wziąłem się za naprawy rowerów. Najpierw wstawienie nowego koła Hipci i przystosowanie roweru do jazdy, potem czyszczenie i wymiana klocków w przednim hamulcu u mnie. W międzyczasie uskuteczniałem szejkowanie łańcucha, na koniec, gdzieś około 1:30 wziąłem się za czyszczenie napędu i montowanie łańcucha. Z dwadzieścia minut męczyłem się ze spinką, udało się dopiero dzięki kleszczom... Ale łańcuch czyściutki.

Dziś rano za to trasa z Hipcią, musi teraz Grzybowska jeździć, bo pod budowę metra zamknięto Prostą. Kawałek przejechaliśmy się razem i wróciłem do roboty.

Muszę jak najszybciej wymienić pedały, bo stare już przy każdym obrocie korbą chrzęszczą jak zarzynane. Tracę element zaskoczenia! A wygląda na to, że tak szybko nie zamontuję SPDów, więc będzie trzeba jakieś tymczasowe platformy kupić.

stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl