Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136654.57 km
  • Zajęło to: 259d 12h 39m
  • Średnia: 21.90 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Wpisy archiwalne w kategorii

do czytania

Dystans całkowity:96832.03 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:4314:10
Średnia prędkość:22.38 km/h
Maksymalna prędkość:4401.00 km/h
Suma podjazdów:164904 m
Maks. tętno maksymalne:194 (100 %)
Maks. tętno średnie:169 (87 %)
Suma kalorii:202907 kcal
Liczba aktywności:1948
Średnio na aktywność:49.73 km i 2h 13m
Więcej statystyk
Poniedziałek, 16 maja 2011 Kategoria do czytania, transport, nie do końca rowerowo

Zakopiańskie szlaki i powrót do pracy

Droga do pracy, po spędzonym pracowicie weekendzie była ciężka: nie wyspałem się, byłem zmęczony, ale dojechałem - chociaż gdy rano wstałem, miałem wątpliwości, czy na pewno chce mi się jechać.

Zatem - dwa słowa o weekendzie. Plan: wyjazd do Zakopanego i lekkie chodzenie po szlakach, żeby nie obciążyć kontuzjowanej Hipci. Problem w tym, że ona nie zna definicji słowa "lekkie".

Czwartek:
Lądujemy w Murzasichlu, miała tam być rezerwacja. Na miejscu okazało się, że "uroczy domek otoczony pięknym ogrodem" to chałupka stojąca na podwórku, tuż obok drogi, którą jechała ciężarówka za ciężarówką. Mówimy zatem pani "do widzenia" i szukamy czegoś na gorąco. Udało się znaleźć.

Piątek:
Żółtym przez Dolinę Małej Łąki do Kondrackiej Przełęczy, stamtąd niebieskim na Giewont. I tu niespodzianka - na Giewoncie byliśmy sami :) Planem było zejście przez Halę Kondratową do Zakopanego, ale koniec końców ruszyliśmy żółtym na Kopę Kondracką, stamtąd czerwonym do Kasprowego i zielonym na dół. Na dole taksa (bo do auta mieliśmy z 1.5h marszu) i spać.

Sobota:
Mieliśmy wyjechać na Kasprowy kolejką, ale zobaczyliśmy, ile trzeba czekać i zwątpiliśmy. Z Kuźnic zaatakowaliśmy żółtym w kierunku Murowańca (i dobrze, żółty był ciekawszy i trudniejszy), z Murowańca czarnym w kierunku zielonego stawu i tu, przy rozejściu na Karb zdecydowaliśmy o podejściu na Przełęcz Świnicką. Podejście strome, w śniegu, dało się spokojnie pokonywać do ostatnich 20 metrów. Tam już było ciężko, a jakieś 10 m od celu straciłem oparcie i śmignąłem w dół. Zatrzymałem się 30 metrów niżej, dzięki kijkowi trekingowemu, który najpierw ułamałem, a potem wbiłem i zawisłem na nim. Gdybym go nie miał, zjechałbym na sam dół.
Wyszliśmy jednak na przełęcz. Mozna różnie nazywać to, co zrobiliśmy, cenzuralnymi słowami bądź nie, ja dumny szczególnie nie jestem. Ale dużo się nauczyliśmy. Na przykład tego, że w tak wysokie góry bez sprzętu się nie wychodzi. Mieliśmy jeszcze podejść na Świnicę, ale zrezygnowaliśmy - bez raków byłoby to bez sensu, chyba, że sensem jest podróż helikopterem - w czarnym worku, bądź nie.
Z przełęczy czerwonym do Liliowych, stamtąd zielonym na dół, dalej czarnym do Murowańca i niebieskim do Kuźnic. Dobrze, że w pierwszą stronę wybraliśmy żółty - niebieski byłby zapchany ludźmi i nudny - jest łagodny i montonny.

Niedziela:
Zielonym na Dolinę Chochołowską, potem czarnym - ścieżka nad Reglami i żółtym przez Dolinę Lejową. Cały dzień padal deszcze. Nie "lał" - padał. Problem byl w tym, że padał systematycznie, konsekwentnie i bez żadnej przerwy. Koniec końcow wylądowaliśmy w samochodzie prawie zupełnie przemoczeni. Moja kurtka w większości dała radę, ale Hipci byla już zupełnie przemoczona.

Powrót do Warszawy w deszczu. Tam, gdzie jechało się 100-110km/h - teraz szlo jechać 60/70km/h. Po drodze mijałem sześć wypadków, w tym dwa śmiertelne. W tym ten, w którym, gdybym jechał trochę szybciej, to może ja grałbym główną rolę - miałem jechać tamtą drogą i byłem mniej więcej kilometr w kierunku Kielc od tego miejsca, gdy zaczęli podawać przez radio, że był wypadek.

I wracamy do pracy...
Środa, 11 maja 2011 Kategoria transport, do czytania

I starczy na ten tydzień

Od jutra kursuję po tatrzańskich szlakach. Na piechtę.
Środa, 11 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Z pracy

Okazało się, że roweru Hipci nie będzie - sprzedawca napisał, że akurat ten rower został skradziony. Dziwny przypadek - miał go dostarczyć na piątek, nie udało mu się, miał być na wtorek, a tu nagle w poniedziałek, przyjeżdża ktoś go przymierzyć i kradnie. Pewnie przyszedł ktoś, wyłożył gotówkę na stół i rower poszedł w świat.

Oddałem zatem do centrowania koło ze starego roweru, bo nie jest wcale pewne, czy on nie zostanie z nami na dłużej.

Od jutra urlop, więc rower zasypia na cztery dni.
Wtorek, 10 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Rozciągnięta linka (?)

Prawdopodobnie dociągnęła się linka przedniej przerzutki i teraz mam wrzuconą trójkę, ale jadę na dwójce. Dziwne, czy linka może się aż tyle naciągnąć? Czy w ogóle jest to możliwe?

Ciekawe.

Wczoraj miałem robić to wieczorem, ale usnąłem.

Dziś wieczorem odbieram rower dla Hipci.
Poniedziałek, 9 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Do pracy po weekendzie

Dziś dałem sobie spokój z kaskowaniem. I wygląda na to, że słusznie. Cholernie gorąco. Dopiero co go kupiłem, a mam wrażenie, ze w użyciu będzie wieczorami i jesienią.
Niedziela, 8 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Wielkie naprawy i jedna opona

Kolejną a(tra)kcją miała być poprawka rozłożenia opony w obręczy, bo nie rozkłada się równomiernie - bije. Najpierw wymieniłem dętkę na "równiejsza", ale nic to nie pomogło. Wytalkowałem jeszcze całą dętkę - nadal nic. Czterokrotnie zdejmowałem i zakładałem, ale z tym samym rezultatem. Poddałem się zatem i ruszyłem do wymiany linki przedniej przerzutki. Tu akurat poszło sprawnie, chociaż muszę jeszcze linkę odrobinę naciągnąć.

---

Znalazłem info o siłowym sposobie rozmieszczenia opony w obręczy na granicy złamania łyżek. Spróbujemy. :)
Sobota, 7 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Wielkie naprawy i jeden błotnik

Sobota wieczór i czas na kolejne naprawy. Zacząłem od kolejnej najpilniejszej i... na niej skończyłem. Tym razem pod lupę wziąłem tylny błotnik, albowiem montując go (nie wiem, jakim cudem), założyłem, że błotnik trzeba przykręcić do ramy. Wskutek tego przerzutka przednia obcierała o niego.

Rozwiązanie musiałem dopiero podpatrzeć w sklepie rowerowym, bo oczywiście wpadnięcie na to, że można tam użyć (werble) podkładki, by wszystko było dokręcone i nic nie obcierało. Podkładka została wykonana z surowca o nazwie kodowej "stara dętka" i... okazało się, że działa. I na tym koniec napraw.

Podejrzewam, że gdy w tym tempie skończę ostatnią rzecz z kolejki, zepsuje się pierwsza.
Piątek, 6 maja 2011 Kategoria transport, do czytania

Czyszczenie brudasa

Zawiozłem brudasa na myjnię ręczną. Kurczę, jakie to fajne. Stoi sobie człowiek i pcika na ten biedny pojazd, który z kropli na kroplę robi się czystszy. Gdyby nie to, że trzeba za to płacić, pewnie przestałbym sobie tam cały wieczór, lejąc wodę na rower.

Ale i tak oględziny dzień po myciu wykazały, że kilka mniej strategicznych, za to bardziej ukrytych miejsc opuściłem. Nic to. Poprawi się przy okazji.

Oczywiście, jak to bywa z każdą maszynerią, która zostanie wyczyszczona (a od zimy nie było Gruntownego Czyszczenia) - jak się brud był zniknął, wszystko się rozregulowało. "Wszystko" w tym wypadku to tylna przerzutka, która się obraziła już zupełnie i zażyczyła sobie wymiany pancerzy po zimie. Było w kolejce, a trzeba będzie zrobić dzisiaj. Zrzucać zrzuca, ale wrzucenie o jedną w górę teraz już wymaga wrzucenia o trzy w górę i zrzucenia o dwie.

Zrobiłem nawet zdjęcie, ale telefonem, jakość jest na tyle kiepska, że nie widać, czy rower jest czysty. Więc nie wrzucam. Za to wieczorkiem pojechałem sobie w ramach zakupienia nagrody do Tesco po piwo (akurat się skończyło). Już chwilę temu stwiedziłem, że kupowanie po czteropaku jest z założenia nieefektywne, więc zrobiłem większe zakupy. Wnosząc do domu trzydzieści litrów piwa (sześćdziesiąt puszek/butelek) czułem się jak Myśliwy, który przynosi do domu tropioną tygodniami i właśnie upolowaną Zwierzynę. I tak zostałem przyjęty :)

Dziś za to miałem okazję sprawdzić, jak sprzęt (wyjąwszy przerzutkę) spisuje się po myciu (i smarowaniu). Albo miałem wiatr w plecy, albo różnica jest tak znaczna. Nie wiem, czy usunięcie brudu może skutkować tym, że prędkość na trasie wzrosła mi o 2-5km/h, ale i tak przyjemnie się jechało.

Dziś zatem wyprawa po nowe pancerze.
Piątek, 6 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Wielkie naprawy i jedna linka

Piątek miał być pierwszym (i ostatnim) dniem Wielkich Napraw. Nabąblowałem się piwem i zabrałem się za tylną przerzutkę - najbardziej pilną wymianę spośród wszystkich czterech linek. Spodziewałem się, że pójdzie szybko, ale nie spieszyło mi się zbytnio, więc zupełnie spokojnie (śledząc jakąś walkę bokserską) wymieniłem sobie tę jedną i stwierdziłem, że wystarczy.

Okazało się, że jak wymieni się pancerze, to przerzutka:
1) zaczyna przerzucać lżej
2) zaczyna przerzucać sprawniej
3) zaczyna w ogóle przerzucać.

Podoba mi się to.
Czwartek, 5 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Autobus... czerwony... przez ulice mego miasta mknie...

Lecę z pracy ulicą Połczyńską na zachód, godzina siedemnasta z minutami, ruch zatem bardziej większy niż mniejszy, samochody jadą, ale nie jakoś dużo szybciej ode mnie. Za mną, widzę, leci sobie autobus, w sporej odległości. Tuż przed skrzyżowaniem przy Forcie Wola jest rozdzielenie pasów: dotychczasowy prawy przesuwa się lekko w lewo, a po prawej wyrasta pas do prawoskrętu. Od zawsze, od kiedy zacząłem jeździć tą trasą, wiedziałem, że jestem tu niejednoznaczny: nie zmieniam pasa ruchu, więc skrętu nie sygnalizuję, ale czy każdy to wie?

Jadę zatem na tym "skośnym" fragmencie pasa, gdy nagle przestrzeń powietrzna tuż obok mojej lewej ręki zostaje brutalnie zajęta. Autobus wyprzedził mnie zostawiając mi 10, może 15 centymetrów... Liczyłem na to, że zatrzyma się przy Forcie i porozmawiamy, ale była to linia przyspieszona - poleciał dalej. Spotkaliśmy się ponownie kawałek dalej na trasie i zacząłem przypuszczać, że wiem, gdzie się pętli. Przeleciałem zatem na pętlę os. Górczewska - dopiero zajeżdżał. Zwrócił na mnie uwagę, otworzył okienko...

Byłem przygotowany na awanturę. Wiedziałem, że przy Połczyńskiej, po drugiej stronie jest całe 800m ścieżki rowerowej i spodziewałem się, że busiarz to podchwyci (niezależnie od tego, że nawet jeśli nie mam prawa gdzieś jechać, to nie powinno się mnie od razu rozjeżdżać). "Dzień dobry, czy to z panem się widziałem dziś pod Fortem Wola?" - zacząłem i w ramach odpowiedzi dostałem... przeprosiny. Początkowo facet był przekonany, że w tym miejscu jest zmiana pasa (którą powinienem sygnalizować), gdy mu wyjaśniłem, że jechałem zgodnie z przepisami, sprawa już w ogóle się zakończyła. A gdy powiedziałem mu, że już 500 metrów przed tym skrzyżowaniem widziałem, że jest za mną (mimo że nie mam lusterka), zrobił wielkie oczy, był przekonany, że jechałem jak koń z klapkami na oczach. Sprawa zamknięta, przeprosiny otrzymane, pretensji mieć nie mogę żadnych.

I chyba całe szczęście, ze nie spotkaliśmy się tam na miejscu przy Forcie Wola. Zapewne byśmy sobie nawrzucali i tyle by z tego wyszło.

------

A wczoraj wieczorem zakupiliśmy Hipci buty do wpinanych pedałów. Szimano! Zadamy szyku na DDRach i jezdniach. Jeśli kupimy nowy rower, ofc. :D

stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl