Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136325.94 km
  • Zajęło to: 259d 00h 15m
  • Średnia: 21.89 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Sobota, 24 września 2011 Kategoria do czytania, waypointgame, > 50 km

Waypointy w Kampinosie

Start po południu. Warszawa->Stare Babice->Lipków. Tam łapiemy jeden punkt i wskakujemy na niebieski szlak. Na przecięciu niebieskiego i ul. Borzęcińskiej widząc morze pokrzyw, rezygnujemy z szukania ambony przy strumyku. Może zimą. :)

Dalej szlak robi się bagnisty, w pewnym okolicach więcej jest pchania i noszenia rowerów niż jazdy, za bagnami robimy przerwę na piwko... Która to przerwa, jako że trwała chwilę, okazuje się brzemienna w skutkach.

Do Ław dojedżamy już o zmierzchu do drogowskazu. Chcemy jeszcze zapolować na dom i piwniczkę, ale przeszukaliśmy trzy piwniczki, trochę blisko drogi i odpuściliśmy, bo zrobiło się ciemno, a skakać po ciemku po mokradłach nam się nie chciało.

Na sam koniec jeszcze Ławska Góra i jazda zielonym aż do drogi na Leszno. Na skrzyżowaniu żółtego z zielonym w altance pijemy ostatnie piwo, po co je wieźć z powrotem do domu?

W Lesznie chwytamy punkt na cmentarzu i rezygnujemy z romantycznej wyprawy Warszawską - celujemy w równoległą drogę przez Wąsy, Pilaszków i tak dalej. Celujemy za dobrze, bo za szybko prowadzę skręt w lewo i w rezultacie lądujemy na drodze między polami. Też jest fajnie, na pewno przyjemniej niż na Warszawskiej. Z tej drogi odbijamy w prawo i dojeżdżamy do asfaltu. Potem już do Warszawy, bez przygód.
Piątek, 23 września 2011 Kategoria transport

Z pracy

Piątek, 23 września 2011 Kategoria do czytania, transport

Przygotowania do wyprawy - część II

Wczoraj dowiedziałem się, że urlopu w przyszłym tygodniu nie dostanę. Realny jest pierwszy tydzień października. Zapewne to nas nie powstrzyma, bo Hipcia już wpadła na taki poziom przygotowań, że nawet jeśli urlop dostanę dopiero w grudniu, to pojedziemy w grudniu. ;-)

Przyszedł wczoraj namiot. Namiot, jaki jest, każdy widzi. Namiot miał mieć wymiary po spakowaniu 44x14. Realne wymiary po spakowaniu to 65x25. Idealne do sakwy. Albo zamiast sakwy ;-)

Nic to - w domu namiot został rozłożony, zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie, zarówno pod kątem dostępności wnętrza, jak i wykonania (dla porównania - namiot Hannah, który zamawialiśmy w zeszłym tygodniu, okazał się niedoróbką - wiszące nitki, ściany zszyte nie do końca tam, gdzie trzeba...). Okazało się, że namiot da się skompresować, jeśli osobno spakuje się pałąki, a osobno, metodą kolana ściśnie sypialnię i tropik.

Jako że rano czekała mnie w pracy Bardzo Ważna Rozmowa, przed którą trochę się denerwowałem, zastosowałem niezawodny znieczulacz i odstresowywacz w postaci trzech i pół piwa zaprawionych ćwierćbutelką wina.

Z rana (tradycyjnie zjadłszy Śniadanie Mistrzów - piąty dzień z rzędu - rekord!), wyruszyłem wraz z Hipcią w kierunku szanownego biura firmy mej. Na Górczewskiej, metodą strzału w łokieć, z przyjemnego gapienia się na łydki Hipci w oczekiwaniu na światło, wyrwał mnie ten, którego ostatnio widziałem, ale nie zaczepiłem, czyli Goro. Któremu to Goro (Goremu? Gorowi?) uciekłem nieelegancko, bo bez pożegnania na światłach. Bo się cholernie spieszyłem... w zasadzie nie, że ja się spieszyłem, tylko że nie mogłem się spóźnić. I, kontynuując, który to Goro, gdy my skręcaliśmy w Prymasa, minął nas i przejechał na drugą stronę tejże, zjeżdżając z krawężnika tak, że Matka Ziemia jęknęła boleśnie. A wózek tak zgrzytnął, że gdybym był jakąś ostatnią dupą, to bym się przestraszył. Ale nie jestem ostatnią dupą, więc się tylko obejrzałem. :D

Po spotkaniu zakręciłem na Mokotów przez Militaria.pl przy Tamce, w którym nabyłem metodą kupna niezbędnik rowerzysty (szczególnie takiego, któremu się zdarza jeździć po wioskach i który ma w planie spać na dziko na wydmach): Pałkę-zapominajkę(*) oraz przysmak każdego kundla. Której to pałki na razie umiem uzywać jedynie techniką "siła razy ramię", więc obejrzę sobie na Jutubie jakieś filmy. Na przykład, jak szpanersko pałkę rozwinąć, żeby gromada dresiarzy wiedziała, że nie zadzierają z byle kim. A potem, gdy będą jeszcze zaszokowani blaskiem mej niesamowitości, spierdalać jak najszybciej. Zgodnie z II zasadą Krav Magi.

A potem pojechałem sobie radośnie przez pustawą Al. Niepodległości.

(*)"Pałka-zapominajka" - patrz Megamocny. Która to bajka po raz kolejny udowadnia kunszt naszych... tych... skryptopisarzy, czy jak się nazywają ci od tłumaczenia scenariuszy. Bo dowcipy i teksty są przednie.

[edit]
A wczoraj znów zrobiłem pieszemu niespodziankę. Tym razem ustrzeliłem PanioM Managier, która w żakiecie swym szła równo środkiem DDR z amplitudą metr w tę, metr wewtę, gadając przez komórkę trzymaną przy lewym uchu. Zatem do wolnego uszka szepnąłem jej romantyczne DZYŃ! DZYŃ. Zgodnie z oczekiwaniem przestraszyła się, ale na pewno nie zrozumiała. Następna krowa idąca środkiem, dostała do uszka BUM!. Też pewnie nie zrozumiała.
Czwartek, 22 września 2011 Kategoria do czytania, transport, waypointgame

Mieli strasznicy szczęście

Miałem dziś opierniczyć dwóch zrowerowanych Straszników za to, że jadą całą szerokością ścieżki, ale zdążyli się zsunąć zanim podjechałem.

A z wieczora i z rana polowanie na świeże waypointy.
Środa, 21 września 2011 Kategoria do czytania, transport

Przygotowania do wyjazdu część I

... I mam nadzieję nie ostatnia. Wyjazd to przejechanie całego naszego wybrzeża rowerem, w skrócie - Szczecin-Gdańsk, 4-5 dni. Jeśli uda się przygotować (i dostanę urlop), to jedziemy w przyszłą środę.

Pierwsza część planu przyjechała wczoraj: nowy namiot - miał być 2-3 osoby, 2 kilo, przyjechał 3-4 osoby - 4 kilo ;-)
Dotarła jeszcze tulejka dystansująca do bagażnika i ubrania.

Brakuje nadal namiotu i śpiworów (też kupujemy nowe).
Wtorek, 20 września 2011 Kategoria do czytania, transport

Śniadanie mistrzów

Dziś już drugi dzień rano pożywiam się tekturą. Jako że zwykle śniadaniem przed wyjściem z domu była kawa, co potem bardzo przeszkadzało pod koniec jazdy (pusty, irytujący bak), wykorzystałem pomysł kolegi. Płatki owsiane z otrębami zalane wodą. I dopiero potem kawa.

Ma toto jak dla mnie same plusy:
- nie ma smaku (no, smakuje jak słodka tektura)
- przygotowuje się tak szybko, jak kawę
- je się szybko
- zapełnia brzuch

Szczególnie ważna jest szybkość - rano zbieram się około trzydziestu minut (*) i tak długo tylko dlatego, że przez pierwszy kwadrans się snuję jak zombie. Na robienie śniadanka i jedzenie go w domu, po prostu nie mam czasu. I, uczciwie, wolę spać, niż robić sobie żarcie.

(*) A wstaję rano tylko dlatego, że Hipcia potrafi przebić się swoim głosem przez mój sen. Inaczej - miałbym już dawno dyscyplinarkę za spóźnienia.
Poniedziałek, 19 września 2011 Kategoria do czytania, transport

Z otwartą paszczą...

...bo spać mi się chciało niewiarygodnie. Hipcia pojechała pierwsza, bo ja się grzebałem w domu i nie potrafiłem zebrać do kupy. Wczoraj poszliśmy spać gdzieś przed trzecią, tak to się kończy.

Skoro pojechałem sam, wybrałem trasę szybszą (ale mniej "towarzyską") - jeśli jedziemy razem, wybieramy Górczewską, można pogadać.

Powstańców Śląskich aż do Połczyńskiej przejechana za darmo w ramach promocji "Do jednej koparki Hipek gratis". Potem standard: doładowanie psychiki cudzym cierpieniem ;-) w ramach korka na Kasprzaka, Prymasa Tysiąclecia i Bitwy Warszawskiej.

Do pracy zdążyłem punktualnie.
Niedziela, 18 września 2011 Kategoria do czytania, waypointgame, < 50km

Niedziela wieczór - wracamy do korzeni

Posiedzieliśmy spokojnie w domu, oglądając mecze i ciesząc się dekoracją naszych chłopaków. Potem wyskoczyliśmy na rower. Pomysł jazdy na Wilanów odpadł, ruszyliśmy okrężną drogą w kierunku puszczy, zostawiając za sobą ślad z vlepek.

Najpierw Pętla na Boernerowie, stamtąd - Obrońcow Tobruku. Potem Wólczyńską - Arkuszową w kierunku Truskawa. Gdzieś po drodze zostawiliśmy kod w takim oto wrednym punkcie.

W Izabelinie skręcamy w lewo na Stare Babice, w nich - odbijamy w prawo i wracamy do Izabelina. Z Izabelina z powrotem w kierunku Warszawy, tuż przed Estrady w prawo w kierunku Starych Babic i powrót do domu przez Lachotrzew.
Sobota, 17 września 2011 Kategoria do czytania, waypointgame, < 25km

Sobotnie tu i ówdzie

Rano wycieczka do parku, po południu atak na nowego WP. Na miejscu okazało się, że zapomniałem telefonu, więc spisaliśmy kod na kartkę i wróciliśmy do domu. A w domu zaczęliśmy oglądać mecz Rosji z Serbią i już nam się odechciało jazdy.

Żeby było zabawniej - kod z vlepki nie wszedł.

A z wieczora opublikowaliśmy Taki o WP.
Piątek, 16 września 2011 Kategoria do czytania, transport

Z pracy

Nowy pedal i kolano przestalo dokuczac..

stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl