Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136654.57 km
  • Zajęło to: 259d 12h 39m
  • Średnia: 21.90 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Wpisy archiwalne w kategorii

transport

Dystans całkowity:47847.78 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:2254:03
Średnia prędkość:21.21 km/h
Maksymalna prędkość:60.42 km/h
Suma podjazdów:704 m
Maks. tętno maksymalne:191 (98 %)
Maks. tętno średnie:152 (78 %)
Suma kalorii:6134 kcal
Liczba aktywności:2279
Średnio na aktywność:21.00 km i 0h 59m
Więcej statystyk
Środa, 9 listopada 2011 Kategoria do czytania, transport

Kilometronabijacz

Dziwny dziś dzień.
Wczoraj i przedwczoraj było ciepło - prawie nikt nie jeździł. W poniedziałem pierwszego rowerzystę spotkaliśmy dopiero na Prymasa. Dziś - mimo że mgliście i chłodniej niż ostatnio - wysyp rowerzystów.
Na przystankach ludzi brak. Jakiś bojkot komunikacji miejskiej; wyrwany znak przystanku przy Górczewskiej/Prymasa tylko potwierdza. Zbuntowani ludzie wsiedli jak jeden mąż do samochodów i stali w korkach. Nietypowo dużych korkach.

A noga się już naprawiła i może w zasadzie pedałować tak, jak powinna.

Hipcię odstawiłem jak wczoraj do przystanku nr. III (Jana Pawła). Kiedyś, gdy nie wiedziała, co to BS, mówiła, że fajnie, że ją odprowadzam. Teraz - mówi mi, że nabijam kilometry, żeby ją wyprzedzić w rankingu. I bądź tu, człowieku, miły :]
Wtorek, 8 listopada 2011 Kategoria do czytania, transport, waypointgame

Z czołówką na... czole

Po niedzielnym autorowerze zostawiliśmy jedną z lampek w samochodzie, rano przed pracą nie było czasu, żeby po nią iść, więc z pracy wracałem z czołówką. Noga wygląda na dobrze się czującą: staram się nie gnać, ale i tak samo wyszło około 30km/h przez Połczyńską i Lazurową. Przy okazji teraz, gdy po remoncie wyczyszczono mi amortyzator, jestem w stanie odróżnić stany zablokowanego i odblokowanego. A dzięki temu również mogę docenić, jak wiele daje na asfalcie sztywny widelec... Jest fajnie, mimo że do odblokowania/zablokowania muszę się zatrzymać i odciążyć koło - inaczej się nie da, zresztą blokada jest przy widelcu, a nie, jak to ma Hipcia, przy kierownicy.

Na kurs pojechaliśmy już normalnym, rozsądnym tempem, bez ciągnięcia mnie w tunelu i ledwoosiągania 25km/h. Po kursie mieliśmy jechać na Służew, odwiedzić dwa nowe waypointy, ale w międzyczasie sprawdziłem, że dopiero co opublikował się Miś. Wybór był prosty: kapliczek już naodwiedzaliśmy się do znudzenia, a taki Miś jest tylko jeden. Szumiąc gumami i dysząc parą ruszyliśmy zatem w kierunku Połczyńskiej, tam zrobiliśmy zejście i już byliśmy nad stawem. Na którym - wypisz, wymaluj - stał sobie Miś. W nocy przypominał raczej jakiegoś minotaura, czy inne straszydło, ale chwilowo się nie ruszał, więc spokojnie spisaliśmy kod. Potem okazało się, że Hipcia zadbała o oprawę wyprawy i, skoro mieliśmy szlajać się nocami, zabrała coś na rozgrzanie się. Miś nadal się nie ruszał, więc postanowiliśmy sprawić, żeby się poruszył... niestety, mieliśmy tylko porcję na rozgrzewkę, a nie porcję po której Misie same zaczynają się ruszać, więc zniechęceni wróciliśmy do domu.

Do pracy rano udało się zebrać zaskakująco sprawnie, więc, dzięki zapasowi czasowemu, mogłem odstawić Hipcię aż do standardowej miejscówki na Grzybowskiej. Na odwózkę pod samą pracę czasu nie starczyło; musielibyśmy wyjść z domu najpóźniej 7:45, żeby się udało.
Poniedziałek, 7 listopada 2011 Kategoria do czytania, transport

Dzień dobry, panie taksówkarzu

Nareszcie udało się pojechać z rana do pracy. Trasa normalna, z wyjątkiem może momentu, w którym na skrzyżowaniu Górczewskiej z Prymasa, złotówiarz zastawia przejazd dla rowerzystów. Przejeżdżam przed nim, on w tym momencie rusza... w zasadzie się oparł o mnie. Do tej pory nie wiem, dlaczego nie wezwałem Policji: rozwalił mnie facet tekstem, że przez przejście się rower przeprowadza. I że nie ma czegoś takiego jak "przejazd". Teraz wydaje mi się, że nie wezwałem władz, bo tak się zająłem zjeżdżaniem go od ostatnich (a pojechałem sobie, hej!), że zapomniałem, że można mu jeszcze koło dupy zrobić. Przypomniałem sobie o tym dwieście metrów dalej.
Czwartek, 27 października 2011 Kategoria do czytania, transport

Przekraczamy pierwszą granicę

Udało się przekroczyć dziesięć tysięcy od początku "nowożytnej" jazdy (tym samym od początku zabawy na BS). Jeszcze na początku roku szacowałem, że jeśli dobrze pójdzie, to uda się w grudniu... a tu proszę, końcówka października i jest.

Zrezygnowałem z usztywniania nogi bandażem, na początku, gdy bolało nawet chodzenie, miało to sens; potem bandaż więcej przeszkadzał niż pomagał: wczoraj kółko na kurs i dzisiaj do pracy (plus bieganina na kursie) zakończyły się brakiem bólu. Teraz ścięgno tylko sobie trzeszczy. Ale tak bardziej radośnie trzeszczy niż smutno.

Dziesięć tysięcy skończone, rower zasłużył na nagrodę. Dziś wieczorem jedzie do serwisu na kompletny przegląd; na długi weekend nie będę go potrzebował, a najwyższy chyba czas, żeby ktoś mu w różne miejsca pozaglądał i powymieniał co trza.

No to teraz - wio - do dwudziestki. Termin - do końca przyszłego roku; jeśli nie będzie awarii, ani kontuzji, to wydaje mi się to realne.
Czwartek, 27 października 2011 Kategoria do czytania, transport

Rower dostaje wolne na tydzien

Dzis, zgodnie z planem, rower wyladowal w ramach hospitalizacji w AcivBike na Kabatach. Jazda w godzinach wieczornego szczytu w okolicach Rzymowskiego i KEN dostarcza niezapomnianych wrazen. Do moich (serio!) ulubionych naleza przejazd pod Pulawska i zmiana pasa na prawy.w.sznurze.samochodow jadacych.z.Pulawskiej na Ursynow.

Teraz czas na wypoczynek - jutro wyjazd w gory. Tak o, zeby lewa noga poczula, ze zyke.

Musze sprawdzic, ile km zrobilem od ostatniej wymiany lancucha - juz panowie powiedzieli, ze do wymiany.

---

[edit]
Piątek. Roweru brak. Do pracy trzeba się dostać, ba, trzeba to zrobić sprawnie, bo chcę wyjść wcześniej, wyspać się i jechać nocą w góry. Wstaję 6:45. O 7:01 wsiadam do samochodu. Planowana akcja: "oszukać korek", czyli objechać go, zanim się zacznie. Korek jest sprytniejszy: ustawia się wczesniej. Stąd z Bemowa do Elekcyjnej jadę 10 minut, a stamtąd pod BlueCity - 40 minut.

Nie chce mi się zastanawiać, dlaczego ludzie się na to zgadzają dobrowolnie: muszą to lubić; chociaż dla mnie jest to marnowanie dziennie trzech godzin na dojazdy do pracy samochodem (już wolałbym w zbiorkomie poczytać książkę), to może inni lubią tak sobie stać i pompować sprzęgłem. Albo hamulcem, jeśli mają automat. Zastanowię się jednak nad moją straszną dolą. Roweru brak, będzie pod koniec przyszłego tygodnia. Czekają mnie co najmniej dwa dni dojazdów do pracy inaczej niż rowerem. Auto - odpada. Zbiorkom... cholera, tramwajem tam nie dojadę, WKD z Bemowa na Zachodni chyba nie jedzie, a autobusem... to to samo co samochodem. Pozostaje chyba najlepsza możliwa opcja: tramwajem do Wolskiem, a potem dwa kilometry spaceru. Jeśli zmasakruję dodatkowo nogę teraz w górach, to proponuję tamtędy jeździć przed dziewiątą: kulejący facet idący z konieczności z kijami do trekkingu, to będę ja.

No i Hipcia znowu mi odjedzie w statystykach przez te dwa dni. :-) Chociaż to taka naturalna kolej rzeczy, żeby to chłop babę gonił...
Środa, 26 października 2011 Kategoria transport

Z i do pracy

Wtorek, 25 października 2011 Kategoria do czytania, transport, waypointgame

W takie zimno na rowerze?!

Ponieważ jest już nie Sezon, więc zaczynają się pytania "W takie zimno na rowerze?". I o ile przyjemny jest podziw zawarty w takim pytaniu, o tyle męczy zarówno zastanawianie się nad intelektem pytającego (bo co mam odpowiedzieć? "Nie, tak sobie w SPDach przyjechałem samochodem, mam bloki też na pedałach w aucie"? "Nie, na rowerze?! Gdzie tam, kręci mnie jazda w samych kalesonach w autobusie"?), jak i odpowiadanie, że "zimno" nie istnieje, są tylko źle ubrani ludzie; że "takie zimno" to się dopiero zacznie i tak, w zimie też mam zamiar jeździć rowerem.

Gdy na rowerze jadę wolno, to na kursie przeciążę nogę, szlag by to. Mam wrażenie, że o ile przy rowerze bandaż elastyczny pomaga, o tyle przy chodzeniu - przeszkadza i drażni. Aż się chce człowiekowi myśleć, że na przyszły weekend jedzie do Zakopanego. Myślę, żeby wykorzystać ten czas i w czwartek odstawić rower do serwisu, żeby był gotów na przyszły tydzień. Wypada wymienić tę korbę, wycentrować koła i pewnie coś by się jeszcze znalazło.

Rano dziś akcja malowania "rowerków" na DDRach. Panowie fachowo odmalowują szablon białą farbą... i przechodzą dalej; który rowerzysta nie zauważy, że świeżo malowane, ten białe nieco koła mieć będzie. Taka promocja ze strony Miasta - Pimp your Bike.

W Waypointgame posucha: nikt nie jeździ, nikt nie motywuje do podjęcia gry... Zaczął się "nie-sezon" i niektórzy odłożyli rower do pokrowca.
Poniedziałek, 24 października 2011 Kategoria do czytania, transport

Noga już zdrowa! (?!)

Po samochodowym weekendzie z rana czas na rower. Zaczęliśmy spokojnie, tak, jak to powinno być, ale potem, niestety, uległem standardowej, wewnętrznej presji "nie boli, jedźmy szybciej". I tak sobie cięliśmy "zwyczajnym" tempem; co oczywiście pod koniec trasy odezwało się w nodze. Bo... bo to wszystko przez Hipcię, o. Ja czuję na karku Jej presję na to, że jedziemy za wolno i staram się nadążyć. :D

W aptece poprosiłem o coś mocniejszego, bo nie widzę skutków działania Reparilu. Czas na Traumon, podobno wypisują go dość często ortopedzi i reumatolodzy. Doczytałem się, że dobrym pomysłem jest folia i zrobienie nocnego okładu z takiego żelu. Do lekarza też się zarejestrowałem - termin w II połowie listopada ("Nieh rzyje Surzba Zdrowja"). Czyli wyjścia nie ma, pozostaje leczenie się samemu.

Czyli, Hipku:
- nie reagujesz na milczące prowokacje swojej Pani
- jedziesz wolno
- nie reagujesz na słowne prowokacje swojej Pani
- jedziesz dalej wolno
Piątek, 21 października 2011 Kategoria do czytania, transport

Chłodne poranki

Pogoda jest coraz bardziej przyjemna. Dziś rano już oscylowało w okolicach zera. Do pracy jechałem "na wcześniej", Hipcia zrobiła mi przyjemną niespodziankę i również zebrała się szybko, dzięki czemu mogliśmy sobie pojechać razem.

Czas chyba na wymianę korby. Po starym zderzeniu z autem jedno z ramion skrzywiło się i lewa noga pracuje delikatnie w nie tej płaszczyźnie, w której powinna. I nie wiem, czy to nie jest powodem obecnych dolegliwości; nie dowiemy się póki nie spróbujemy.
Piątek, 21 października 2011 Kategoria do czytania, transport

Nierowerowy weekend

Z pracy wyszedłem trochę wcześniej, dla odmiany po poprzednich dniach wracałem sobie w pełnym słońcu.

W domu - rozmowa z Hipcią.

Ja: Misieeeek...
Hipcia: Nie, nie będziemy zakładali waypointów w Rzeszowie
J: Eeee... a skąd wiedziałaś, że o to zapytam?
H: No przecież jadłeś już po przyjściu. To o co mogłeś zapytać?

...

Z jednej strony mam nieodparte wrażenie, że moje procesy życiowe są zaskakująco proste i przewidywalne, z drugiej - że prawie jedenaście lat razem zrobiło już swoje. Nic mówić nie muszę, a Ona mi zawsze w ten sposób czyta w myślach.

Weekend zanosi się nie rowerowy, a samochodowy. Z tej okazji w samochodzie zakończyłem oficjalnie sezon letni: z bagażnika do domu przyszły: piłka do siatkówki, węgiel+rozpałka, materac, dmuchany krokodyl, parawan plażowy i dwa śpiwory.

stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl