Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136654.57 km
  • Zajęło to: 259d 12h 39m
  • Średnia: 21.90 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Wpisy archiwalne w kategorii

transport

Dystans całkowity:47847.78 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:2254:03
Średnia prędkość:21.21 km/h
Maksymalna prędkość:60.42 km/h
Suma podjazdów:704 m
Maks. tętno maksymalne:191 (98 %)
Maks. tętno średnie:152 (78 %)
Suma kalorii:6134 kcal
Liczba aktywności:2279
Średnio na aktywność:21.00 km i 0h 59m
Więcej statystyk
Piątek, 27 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Kursowanie, ale pod kontrolą ;-)

Wczoraj wieczorem wyskoczyliśmy w celu zakupienia butów rowerowych. Udało się w 50% - buty dla Hipci zakupione, dla mnie nie było. Sobota zatem będzie dniem, w którym rano kupię sobie buty, a potem przepnę pedały i będziemy bawić się w pstrykanie. Oczywiście, jeśli buty okażą się dobre, bo już wiem, ze trzeba kupować buty większe o numer/dwa, a w związku z profilowaną podeszwą, trzeba uważać na to, żeby nie zetrzeć dużego palca o koniec buta.

Mam dziwne wrażenie, że jestem kontrolowany. Od trzech dni jestem odstawiany pod fabrykę i mam wrażenie, że czuję na sobie czujne Oko. Hipcia utrzymuje, że to tylko dlatego, że lubi ze mną jeździć, ale ja tam swoje wiem. :)

Po drodze, na skrzyżowaniu Prymasa z Wolską, na czerwonym czekała (z nami) ósemka rowerzystów. Trzeba zmienić trasę, bo starty z czerwonego zaczynają przypominać start sektora w maratonie.
Piątek, 27 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Prawie pojechałem z Masą Krytyczną

Miałem do zalatwienia sprawę w Arkadii. Akurat część trasy Masy pokrywała sie z moją, więc stwierdziłem, że może się przejadę kawałek, zobaczę co to i czy to fajne. Ruszam tuż po szóstej spod fabryki, jadę, jadę, cisza, nic nie widać, jadę dalej, nikogo na horyzoncie... Na Plac Bankowy zajeżdżam 18:25, a tu niespodzianka - nic nie ruszyło. Nie mam czasu czekać, więc robię ładną pętelkę i jadę do Arkadii. Nie wiem, co mnie w sumie podkusiło, bo jazda z Masą pewnie byłaby dla mnie testem pt. "Jak długo wytrzymam": MK ma dwa zasadnicze minusy: dużo ludzi i wolne tempo jazdy. I dużo ludzi, nie wiem, czy o tym wspomniałem. Więc, koniec końców, chyba dobrze, że mi się trafiło i nie jechałem. W Arkadii spędziłem pół godziny, gdy wyszedłem, nie było widać nikogo na horyzoncie (a trasa miała prowadzić przez most Gdąński. Pojechałem zatem do domu.

Nie do końca przemawia do mnie forma masy: nie wiem, jakim cudem blokowanie części miasta raz w miesiącu ma ludzi przekonać do przesiadki na rower (dla porównania: w pracy mam sporo ludzi, wiedzą, że jeżdżą, wiedzą, że ma to wiele komunikacyjnych plusów w porównaniu ze staniem autem w korkach, ale nikt się nie zdecydował zacząć dojeżdżać przynajmniej wtedy, gdy jest ładna pogoda). Może już za stary/za dziwny jestem na takie formy, do mnie przemawiają merytoryczne argumenty, a nie forma kolorowej zabawy. Ale ja to ja, podobno, gdyby się to nie opłacało, to by nie jeździli :)
Czwartek, 26 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Do pracy - znowu z Hipcią

Ostatnio muszę lądować w pracy wczesniej. Wskutek tego staram się wstawać wczesniej, a jako że mam z tym problemy, to staram się zbierać wcześniej. Zwykle było tak, że wychodziłem jako pierwszy, Hipcia jechała potem. Ostatnio za to widzę jakiś przypływ czarodziejskiej mocy: ja prasuję koszulę, pakuję wszystko, ciągle szybko, Hipcia pakuje się swoim spokojnym tempem, ja zakładam spodenki, Hipcia ciągle ma przed sobą z kwadrans zbierania się, nagle, gdy zakładam koszulkę i patrzę, to Ona już przygotowana do jazdy wiąże buty.

I dzięki tym czarodziejskim mocom możemy sobie jeździć razem do pracy - przynajmniej kawałek wspólnej trasy, bo ja znikam jako pierwszy. Kiedyś uda nam się wyjsć wczesniej, to odwiozę Ją do pracy i wrócę do siebie - przynajmniej taki mam plan. :)
Środa, 25 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Co daje ten patent?

Skrzyżowanie. Na czerwonym świetle stoi sobie sznureczek aut. Przejeżdża człowiek na rowerze, mija wszystkie auta, przejeżdża przejście dla pieszych i staje tuż przy krawędzi drogi poprzecznej. (Narysowana sytuacja: tutaj).

Czy ktoś jest mi w stanie wytłumaczyć, jaki jest realny zysk(*) z tego pomysłu? Można przyszpanować umiejętnością stójki, jeśli ktoś umie, przyszpanować obcisłym wdziankiem, jeśli ktoś posiada, przyszpanować nowym rowerem, jeśli ktoś nabył... Ale tak czysto transportowo: zyskuję 15-20 metrów, i to zrobione z prędkością 5-10km/h. To już nie można poczekać przy pierwszym samochodzie, przed sygnalizatorem?

(*)Z wyjątkiem, oczywiście, możliwości wygrania głównej nagrody w wysokości 300-500zł oraz 6 punktów karnych, za przejechanie za sygnalizator zabraniający wjazdu i (dla ambitnych) 350zł i 8 punktów karnych za nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na oznakowanym przejściu.
Wtorek, 24 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Nareszcie na kurs nie autem

W związku z Cudownym Ozdrowieniem w końcu nie musieliśmy się tłuc na kurs autem, tylko wykorzystac siłę mięśni i przyturlać rowerem. Mieliśmy trochę obsuwy, więc pojechaliśmy wesją nieelegancką: część jezdnią, mimo DDRa, a część (pustym) chodnikiem. Z powrotem za to spokojnie, wieczornie.

Rankiem też złożyła się wspólna pora wyjścia. Przy wiadukcie na Górczewskiej wyprzedziło nas dwóch panów na Krossach, za którymi pociągnęliśmy się do Księcia Janusza, tam jeden z nich utknął za dwiema paniami na rowerach z fotelikami dziecięcymi, drugi pociągnął nas aż do Prymasa; tam na światłach dogonił nas pierwszy pan, któremu chyba sie skończyło, bo mimo że dalej już prowadziliśmy i trzymaliśmy tempo z Górczewskiej, to nie przysiadl na kole. Potem już Kasprzaka i do roboty.
Poniedziałek, 23 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Po weekendzie czas na robotę...

Po wczorajszej wycieczce przywitał mnie Pan Zakwas (szczególnie w przedramionach, bo wczoraj kombinowałem z ustawieniem siodełka i przekombinowałem). Przekombinowałem też przy lewoskręcie z Powstańców w Połczyńską - pojechałem jak kretyn, dobrze, że nikt nie wymyślił omijania korka na żyletki, bo leżałbym na masce, albo siedzialbym wgnieciony między dwa samochody, wprasowany w swój rower. Już drugi raz taką głupotę robię, wszystko przez pośpiech... :/
Sobota, 21 maja 2011 Kategoria do czytania, transport, < 50km

Z powrotem na szlaku

W zasadzie, to wpis miał być o tym, że w drodze powrotnej z uczelni przekroczyłem 5000 przejechanych kilometrów od rozpoczęcia jazdy na rowerze. Ale w sumie okazja kiepska - gdy patrzę na to, co wykręcili inni, to moje marne pięć tysięcy od czerwca kupra nie urywa. Zwłaszcza, że są tacy, co pięć tysięcy mają od początku tego roku. Na szczęście trafił się ciekawszy temat.

Zgodnie z planem pojechaliśmy wieczorkiem umyć Hipciowego brudasa. Złożyłem go do kupy w czwartek wieczorem, ale chciałem się wstrzymać z wszelkimi regulacjami do momentu, gdy rower wyczyszczony zostanie. Zatem skoczyliśmy na myjkę przy Górczewskiej, potem już testowo zakręciliśmy przez Prymasa, Arkuszową i wróciliśmy przez Estrady. W związku z tym, że w piątek jakoś weszly w zycie nowe przepisy, testowaliśmy odporność kierowców, jadąc obok siebie. Okazuje się, ze nikt nie wykazał się nadpobudliwością klaksonu, wszyscy grzecznie wyprzedzali. Za to na przejeździe rowerowym strąbił nas pan taksówkarz, który wymyślił, że na skrzyżowanie najedzie z prędkością około 90/100km/h; my go biedaka zmusiliśmy do przyhamowania, pech to pech. W domu byliśmy jakoś około pierwszej w nocy. Okazało się, że Hipcia juz zdrowa, nóżka kręci, łapki trzymają kierownicę, trochę tylko kark bolał od wszystkich wstrząsów, ale pierwszy test jazdy po kontuzji zdany.

I nareszcie miałem okazję na porządną przejażdżkę, bo, umówmy się, jeżdżenie samemu to żadna radocha: transport, ot co. Dopiero, gdy jedziemy razem, robi się przyjemnie, czy wolno, czy szybko, po równym, czy po nierównym, ale zawsze miło.
Piątek, 20 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Przyszły prezenty!

Hipek był grzeczny, więc odwiedził go Mikołaj. Nieważne, że Hipek sam sobie tego Mikołaja zamówił, sam zapłacił, a potem sam wystał swoje na poczcie; ważne jest to, że prezenty przyszły. W jednej paczuszce uroczo zwinięte oponki Schwalbe Smart Sam 1.75 (na zimę i gdybym wpadł na pomysł jazdy po trudniejszym terenie), w drugiej dwa komplety SPDków i klocki hamulcowe. Miodzio.

Teraz trzeba tylko zakupić odpowiednie obuwie i będzie można się zupełnie spiąć z rowerem. Noski to noski, z nich też jest zysk, ale noga będzie podawała naprawdę dobrze, gdy się w końcu (oboje) wepniemy.
Piątek, 20 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Nie gatki, a chęci czyste zrobią z Ciebie Rowerzystę

Nie wiem, czy chęci mogą być czyste, a sam dwuwiersz, mimo że kulawy (nie zgadzają się akcenty w obu wersach), jest boleśnie prawdziwy. "Rowerzysta" w tytule jest celowo z dużej litery, bo "Rowerzysta" to nie to samo co "rowerzysta".

Gdy wracałem wczoraj do domu, cudem uniknąłem kolizji z Misiem, który ubrany w wersji Pr0-brudny_MTB uparł się jechać obok kolegi ścieżką i zagadywać do niego na zakręcie patrząc w jego stronę. Nie chce mi się już pisać o setkach baranków, którym się wydaje, że ścieżka dla rowerów, to taki chodnik, po którym wolno jeździć tak, jak się chodzi na chodniku: bez zasad, w sposób losowy. Ubrani za to jadą "pr0", bo ważne, żeby mieć na bucie "Szimano", a na plecach "Kelis". Na forum BSa też są tacy, według których po spodenkach kolarskich, lub kasku na głowie, można rozpoznać, że to "nie byle bajker jedzie do sklepu po bułki".

Już myślałem, że na tym jednym się zakończy dzień zadziwiania się nad bezmyślnością, ale nie. Wypróżniłem się twórczo juz na forum BSa, ale przekleję sobie tutaj, bo mimo, że wkurw mi zszedł, to nadal zdania nie zmieniam: jadąc wczoraj (autem) przez ul. Leszno w kierunku Bemowa, za skrzyżowaniem z Okopową (kto tam jeździł, ten wie, że mimo że są dwa pasy, to jest ciasno, a po prawej stronie asfalt nie należy do równych), zauważyłem rowerzystę. Ubrany w koszulkę kolarską z napisem "Nocny rower", bez żadnego oświetlenia, jechał tamtędy rozmawiając przez komórkę. Za to miał na głowie kask. Bardzo dobrze że go miał; moim zdaniem, jeśli nie można takiemu imbecylowi przeszczepić choć fragmentu mózgu, a prawa człowieka zabraniają na odstrzał takich baranów (lepiej odstrzelić, niż żeby ktoś miał go trzepnąć samochodem i miał z tego tytułu problemy), to niech chociaż ma ten kask, może mu kiedyś uratuje zdrowie i nasz mały bohater zacznie myśleć. Zapadka zaskoczy w tępym łbie i coś tam zaświta.

Robi się coraz bardziej gorąco. Podobno kask ma chronić również przed udarem cieplnym, ale jeśli chodzi o mnie, to prędzej mi go spowoduje, niż mnie przed nim uchroni.

A z eReMeF Rege podhaczyłem taki kawałek. Dobry do jazdy.
Czwartek, 19 maja 2011 Kategoria do czytania, transport

Z pracy i do pracy

Muszę w końcu kupić buty do SPDków. Same pedały czekają już na poczcie, dziś pewnie je odbiorę, ale bez butów nie poszaleję. W kolejce też czeka smarowanie sterów i mostu. No i złożenie do kupy starego grata Hipci, skoro, przynajmniej na razie, nie kupimy nowego sprzętu.

stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl