Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136325.94 km
  • Zajęło to: 259d 00h 15m
  • Średnia: 21.89 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Wtorek, 30 sierpnia 2011 Kategoria do czytania, transport, waypointgame

Podwójny sukces

Jeszcze w zeszły czwartek skarżyłem się, że nie mogę w dni "kursowe" osiągnąć pięćdziesięciu, a tu proszę - jednak się udało. Wystarczy sobie tylko narzeknąć. Główny udział w tym miało wczorajsze popracowe, pokursowe i przedpracowe szukanie waypointów - wróciliśmy do domu po północy. Sprawdza się nowa zabawka z dostępem do internetu, ale można się posiekać, gdy próbuje pobrać mapę Googla. Dlatego, w sumie, tak długo nam zeszło. Przy Stawach Kellera zmarnowaliśmy jakiś kwadrans czekając, aż się dowiemy, gdzie jest vlepka i kolejny kwadrans jadąc i szukając jej.

Drugim sukcesem jest właśnie pobity rekord miesięcznego przebiegu i tym samym pierwszy raz tenże przebieg opisany czterocyfrową liczbą.

Dziś jadąc do pracy, tuż przy remontowanym właśnie torowisku przy Woronicza, spotkałem chłopaka, który wczoraj miał Moc. Dziś - miał jej trochę mniej, albo mu się już nie chciało. Mi chcieć się musiało, bo zbliżała się godzina zero, o której powinienem już siedzieć przy komputerze.

[edit]
A, zmienię sobie szablon bloga. Trochę szaleństwa w życiu być musi.
Poniedziałek, 29 sierpnia 2011 Kategoria do czytania, transport, waypointgame

Do pracy.

Po całym weekendzie bez roweru dziś aż jechało się samo. Nogi nie bolały jak przez ostatnie kilka tygodni - sielanka.

Spotkaliśmy po drodze chłopaka, który miał Moc. Poniedziałek rano, a on ma Moc. Z każdych świateł rwał pierwszy i pędził. Cóż mogliśmy zrobić - korzystaliśmy bezczelnie. Dociągnął nas aż do Kasprzaka. Nawet mieliśmy pomysł, żeby poprowadzić, ale kolega nie wyglądał na kogoś, kto chciałby oddać prowadzenie. Żadnej "utraty" sił, żadnego oglądania się na nas - pruł przed siebie.

Dziękujemy :)

Niedziela w sumie miała być rowerowa. Mieliśmy skoczyć w okolice Goszczyna z autem jako ruchomą bazą wypadową, potem zajechać do Rawy Mazowieckiej, tam postawić większą bazę i zakręcić pętlę dookoła Rawy. Prawie wyszło.

Okolice Goszczyna okazały się "zaliczalne" z samochodu, spacerem przyjemniej, a ściąganie roweru, pakowanie się na niego, zakładanie - byłoby stratą czasu. Stamtąd, spokojnie, w kierunku zachodzącego słońca - do Rawy. W niej okazuje się, że jest już po zachodzie i nie do końca chce nam się szlajać po krzakach, lasach i ruinach młynów. Zaliczyliśmy dwa WP w Rawie, trzeci (zalew Tatar) odpuściliśmy. W nieznane parki, na wyspy bez żadnego oświetlenia nie chciałem się zapuszczać. I tym sposobem - zaliczyliśmy WP, nie pojeździliśmy wcale.

Szlag!
Piątek, 26 sierpnia 2011 Kategoria transport, do czytania

Śledzimy się GPSem

Wczoraj podpisałem nową umową (Mix) z moim operatorem. Wskutek tego, jak to w Miksach, dostałem nowy telefonik. Poprosiłem, żeby: dzwonił, SMSował, miał GPS i WiFi. Dostałem taki, jak chciałem. I, jako że dla odmiany był na Androidzie (a nie na Samsungowym OS, jak mój poprzedni telefon), ściągnąłem sobie Sport Trackera z Endomondo. Chciałem zedrzeć SportsTrackera ze sports-tracker.com, ale jakoś nie wychodziło.

Zatem, o. Będzie mapka mojej podróży z roboty do domu. Nie uwzględniająca już faktu, że zapomniałem bidonu i musiałem się wracać.

Tutaj.

A podjeżdżając pod wiadukt na Bemowie pobiłem mój prywatny rekord prędkości w tym podjeździe. Od podstawy do szczytu powyżej 40km/h. Najszybciej chyba 41.3km/h.

[edit]
Ciekawie się złożyło. Średnia z tej wycieczki wyszła mi równo 22km/h, a dystans roczny - równo 4800.
Piątek, 26 sierpnia 2011 Kategoria transport

Z pracy i do pracy

Czwartek, 25 sierpnia 2011 Kategoria do czytania, transport, waypointgame

I znowu nie ma 50.

Nie mogę jakoś w te "kursowe" doby przekroczyć 50km. No jakoś nie wychodzi. Z pracy jadę krotką drogą, bo czasu nie ma, w domu moment, zmiana sakwy i lecimy najkrótszą drogą, po kursie wracamy też standardowo, a rano do pracy zwykle wstaję za późno i muszę się spieszyć. I brakuje zawsze tego kilometra-dwóch. Nawet mimo tego, że po kursie pojechalim ustrzelić cztery waypointy. I tak brakło.

Dziś rano do pracy dojechałem spokojnie. Tuż pod domem grzecznie (bo ja grzeczny chłopak jestem), upomniałem jakąś kobitkę, która wolnym krokiem wlazła mi pod rower i zupełnie zablokowała przejazd. Najpierw musiałem co prawda krzyknąć, żeby zwrócić jej uwagę. Bo na moje spokojne "uwaga!" nie zareagowała. Potem powiedziałem dwa zdania, które zwiesiły jej procesor. Po pierwszym - "tu jest ścieżka rowerowa", zauważyłem ewidentny brak zrozumienia. Użyłem rozsądniejszego argumentu (krowa rozumie, że nie wolno, gdy widzi patyk) "Wlazła mi pani pod koła". I tu zauważyłem cień, błysk, podmuch zrozumienia. Nie wiem, czy zrozumiała, że przebywanie w takich miejscach jak DDR jest ryzykowne, czy też skojarzyła, że moje koło to prawie jak krzywda, czyli, że boli, czyli, ze od koła trzeba się odsunąć. I się odsunęła.

Te rowerki na DDRach malują chyba farbą niewidzialną dla niektórych. Jestem tego pewien.

A - czy ktoś nie wie, dlaczego na Bielanach, Bemowie i Żoliborzu niektóre z "rowerków" na DDR zostały zamalowane? Chodzi o tę śliską farbę?
Środa, 24 sierpnia 2011 Kategoria do czytania, transport, waypointgame

Z pracy i do pracy. I naklejki.

Kursy do i z pracy bez zmian. Ot, zwykłe rowerowanie. Może z wyjątkiem tego, że wczoraj było gorąco. Jak cholera. Nie zrozumiem chyba tych, którzy lubią przyjeżdżać do domu cali mokrzy. Przy czym przez "mokrzy" nie rozumiem "spoceni pod pachami" czy też "ze szlaczkiem na plecach".

Ustabilizowałem temperaturę, wsadziłem Hipcię w auto i pojechaliśmy do mnie do pracy po paczkę. W paczce - nowy bagażnik i nowe sakwy. A stamtąd, skoro już byliśmy obok, pojechaliśmy po naklejki. Z Wilanowa Cmentarz Mnemonicki oraz Przystań rowerowa, z Mokotowa Pałacyk i Pomnik.

Rano do pracy - standardowo - razem do Kasprzaka, później każde w swoją stronę.
Wtorek, 23 sierpnia 2011 Kategoria do czytania, transport

Z pracy, kurs, do pracy

Podoba mi się moda na wjeżdżanie do tunelu przy Dworcu Zachodnim bez świateł. Dzięki temu ktoś wjeżdżający do tunelu nie widzi osoby, która jest tuż przy wyjeździe.

Podoba mi się też moda na przyspieszanie przy wyprzedzaniu (tu akurat przygoda Hipci). Bo jakaś dupa wołowa w pełnym mundurze i na kolarce (BeGieŻet Team!) nagle się zorientowała, że BABA chce go wyprzedzić. I zaczął przyspieszać. Bo BABA go wyprzedzała nie będzie.

A moda na jeżdżenie rowerem w szpilkach to moja ulubiona. Zastanawiam się, czemu kobity nie wcisną szpili w środek pedała... Takie cyclochicowe SPD prawie że.
Poniedziałek, 22 sierpnia 2011 Kategoria do czytania, transport

Do pracy - po weekendzie

Dziś musiałem być wczesniej, więc ruszyłem sam. Jakoś tak zmęczony.
Niedziela, 21 sierpnia 2011 Kategoria do czytania, waypointgame, < 50km, kampinos

Szczęście do waypointów

Coś ostatnio mamy szczęście do waypointów nieaktywnych (lub po prostu nie umiemy szukać naklejek). Pewnie dlatego, że niektóre z nich odwiedzamy po chwili już od ich założenia... a od tego czasu dużo mogło się zdarzyć.

Pierwsza część wycieczki, to jazda skrótem przez Estrady w kierunku jeziorka Kiełpińskiego. Po drodze łapiemy trzy punkty, z czego dwa są nieaktywne. Nad jeziorkiem chwila siedzenia w chmurze OFFa, kąpiel, po kąpieli chwila siedzenia w chmurze komarów, które wyległy gromadnie na zewnątrz i mimo że byliśmy szczelnie spryskani, upierały się o nas obijać i sprawdzać, czy gdzieś nie ma luki w zabezpieczeniach. Z nad jeziorka postanowiliśmy wrócić drogą po wschodniej stronie ("Tam wjechały samochody, nie może być wody") - drogą po zachodniej stronie idzie się przez jakieś 50m bez butów, po kostki w wodzie.

Auta musiały wjeżdżać jeszcze inaczej. Wyrosła przed nami kałuża, w którą wjechałem. A jak wjechałem, to już się zorientowałem, że czasu na zdjęcie butów i rozmyslenie się już nie ma. Albo przejadę, albo but w wodę i z buta :) do przejechania było także jakieś 50 metrów. Początkowo po równej wodzie, nawet dno bylo widoczne i niezbyt głęboko. 10-15cm. Potem nagle chwila płycizny i wjeżdżamy w kałużę prawie po osie. Tu już było ciężko, ale się udało. Buty - oczywiście - mokre. Świetnie, zwłaszcza, że mamy plan wracać przez las.

Do lasu dojeżdżamy ul. Konopnickiej (podziwiając korek, który nieprzerwanie ciągnął się od dwóch godzin i panów policjantów, którzy na bocznej uliczce z suszarką czekali na spryciarzy, chcących korek objechać.). Z Konopnickiej wsiadamy na zielony szlak i wio. Uroczysko Szczukówek - miejsce znane już z poprzedniej podróży po waypointy. Dalej jedziemy zielonym w kierunku Uroczyska Na Miny. Poprzednio trasa była nieprzejezdna, przynajmniej na noc, tym raze błoto trochę obeschło a między kałużami prowadziła ładna, wyjeżdżona ścieżka, wystarczyło się jej zatem trzymać.

Przy Uroczysku chwila na znalezienie vlepki i... klops; ktoś zadał sobie trud, by oderwać fragment z kodem. Resztka vlepki pozostała. Przy okazji dowiadujemy się, że ruch turystyczny dozwolony jest od wschodu do zachodu. Ale my tu nie turystycznie, tylko waypointowo, to się nie liczy :)

Stamtąd jedziemy do Starego Dębu, ze Starego Dębu - do Sierakowa. Skręcamy o jedną drogę za wcześniej i jedziemy jakimiś ścieżkami, przeklinając w duchu, że nie zabraliśmy kompasu. Na szczęście udało się wyjechać. Z Sierakowa jeszcze przez Izabelin łapiąc punkt przy nagrobku i do domu.

Brakło czterystu metrów do 50km. Chociaż licznik Hipci wskazał, że te 50km przekroczyliśmy.
Sobota, 20 sierpnia 2011 Kategoria do czytania, waypointgame, < 50km

Sobotnia wyprawa po punkty

Spakowaliśmy wszystko, bo teoretycznie mogła przyjść nam do głowy wyprawa nad jezioro i pojechaliśmy zdobywać waypointy. Wieczór już zapadał, miasto robiło się puste... Zaczęliśmy od Marymontu. Stacja Meteorologiczna, Latarnie Bielańskie; kolejnym punktem była dawna kotłownia szpitalna. Nałaziliśmy się dookoła muru po lasku - zaczynając od niewłaściwej strony. Kolejny punkt - lasek Lindego. Po zmroku zwiedzaliśmy wszystkie ławki po zachodniej stronie potoku i zaglądaliśmy każdej pod brzuch. Vlepki - nie było. Stamtąd zjeżdżając w dół Podleśną ustrzeliliśmy dwa punkty, a kolejnego szukaliśmy tuż obok Wisłostrady - ten ostatni - bez powodzenia.

Powrót do domu już spokojny, przez pl. Wilsona i Broniewskiego.

Niby czlowiek nic nie przejechał, ale czasu na zabawę poświęcił. I bardziej się zmęczył, niż jakby dwie godziny tylko jechał.

stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl