Informacje

  • Łącznie przejechałem: 136325.94 km
  • Zajęło to: 259d 00h 15m
  • Średnia: 21.89 km/h

Warto zerknąć

Aktualnie

button stats bikestats.pl

Historycznie

button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl button stats bikestats.pl

Zaliczając gminy

Moje rowery


Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy Hipek.bikestats.pl

Archiwum

Kategorie

Wtorek, 27 marca 2012 Kategoria do czytania, transport

Po zmianie czasu z pracy wraca się przy świetle słonecznym

Wieczorem zorientowałem się, że niepotrzebnie chwaliłem warszawskich kierowców, bo już wrócili do swoich standardów. Przy skrzyżowaniu Połczyńskiej z Powstańców znowu jakiś pajac nie mógł sekundy poczekać i musiał wpychać się, wyprzedzając na zwężającym się pasie. Oczywiście, mimo prób, nie udało mi się go dogonić, a miałem już w zanadrzu kilka pięknych inwektyw. Jak to jest, że zawsze takich kretynów nie można dogonić, a jeśli jakimś cudem się uda, to okazuje się być to dziadek, na którego lepiej nie krzyczeć, bo jeszcze zawału może dostać. Zachodzące słońce nie pozwoliło długo zastanawiać się nad tym wszystkim. Mimo że nie włączyłem lampki przez całą drogę, w domu okazała się być rozładowana. Najwyraźniej włączyła się w kieszeni.

Niemniej jednak, cało i zdrowo dotarłem do domu, skąd zrobiliśmy kurs tam i z powrotem na... kurs. W delikatnie zarysowanych planach były waypointy, ale przygotowania do rowerowego wyjazdu do Norwegii mają wyższy priorytet, więc wróciliśmy do domu, szukać sakw na przód i namiotów.

Rano, przy skrzyżowaniu z Prymasa, z kowbojskim okrzykiem kogoś, kto ujeżdża metalowego byka między nogami, minął nas Goro. Jechał, jakby mu się spieszyło, nam z kolei się nie, więc się jakoś nie goniliśmy. Skręciliśmy w Kasprzaka, miałem jechać tylko do I przystanku, ale pojechaliśmy ścieżką do Elekcyjnej, stamtąd już do Siedmiogrodzkiej, gdzie się pożegnaliśmy.
  • DST 45.32km
  • Czas 02:05
  • VAVG 21.75km/h
  • VMAX 35.74km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Poniedziałek, 26 marca 2012 Kategoria do czytania, transport

Rower po nierowerowym weekendzie smakuje inaczej

Po trzech dniach bez jazdy zupełnie inaczej się jeździ. Dystans do pracy nikczemny, bo wrócilismy w nocy i trzeba było się spieszyć - zaspałem.
  • DST 6.49km
  • Czas 00:18
  • VAVG 21.63km/h
  • VMAX 36.49km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 22 marca 2012 Kategoria do czytania, transport

Zaskoczyli mnie warszawscy kierowcy

Jadąc do domu zastanawiałem się coraz bardziej. O co biega? Wszyscy, co do sztuki zostawiają mi co najmniej metr odstępu, a zdecydowana większość zostawiała dwa i więcej. Jak ktoś nie mógł wyprzedzić, to za mną jechał. Tak było calusieńką drogę. Oczywiście, od pewnego momentu już tylko czekałem na pierwszego, który zniszczy tę piękną harmonię: w końcu się udało, jeden musiał zmieścić się obok wysepki i zostawił mi całe pół metra.

Ale i tak było inaczej niż zwykle :)
  • DST 13.20km
  • Czas 00:32
  • VAVG 24.75km/h
  • VMAX 39.24km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Czwartek, 22 marca 2012 Kategoria transport

Praca - kurs - praca

  • DST 36.15km
  • Czas 01:46
  • VAVG 20.46km/h
  • VMAX 48.03km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Środa, 21 marca 2012 Kategoria do czytania, transport

Cała zima na rowerze

Jako że dziś mamy pierwszy dzień wiosny, sprawdziłem dwukrotnie moje wycieczki od grudnia. Jednoznacznie z nich wynika, że w każdy z dni pracujących w zimie (czyli wyłączając urlopy) przyjechałem do pracy rowerem. Teraz można go wreszcie oddać do serwisu - suport juz czeka na wymianę, przydałoby się też wymienić amortyzator. A musi hulać jak szalony - na początku czerwca robimy akcję "Hipopotam w Norwegii".
  • DST 23.54km
  • Czas 01:02
  • VAVG 22.78km/h
  • VMAX 48.03km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Wtorek, 20 marca 2012 Kategoria do czytania, transport

Tam i z powrotem, raczej spokojnie

Nic ciekawego: nikt mnie nie starał sie jakoś szczególnie rozjechać, nikt nie usiłował trąbić, nuda. Na pewno jest to zasługa tego, że jadę Połczyńską/Lazurową, czyli miejscami rowerowo wyludnionymi, gdzie ciężko o jakąś specjalną rozrywkę, jadę jezdnią, więc piesi nie próbują podchodzić pod koła, gdyby nie muzyka, to człowiek by usnął. Na kurs też dojechaliśmy spokojnie, przy ścieżce przy Maczka psowyprowadzacze usiłowali zabić swoje psy, ale na szczęście widzieliśmy je z daleka (jak taki ciemny Burek kręci się w cieniu, to cholerę ciężko zauważyć, te akurat były białe). Po kursie chcieliśmy jechać, by odwiedzić kilka waypointów, ale, niestety, obowiązki w domu czekają, ostatnio jesteśmy bardzo zapracowani.

Rano do pracy musiałem jechać sam, więc śmignąłem Połczyńską, przynajmniej na DDR przy Szczęśliwickiej pojawił się jakiś motyw rozrywkowy: na przejście wlazła kobitka. Zawsze stosuję tę samą zasadę: jeśli ktoś się rozejrzy, to go z przyjemnością puszczę, a jeśli jadę za szybko i się wepchnę, to grzecznie przepraszam; jeśli ktoś idzie jak boża krówka i nawet nie zerknie (skąd rower na chodniku? ścieżki rowerowe? a co to?), to zawsze robię niespodziankę. Tym razem musiałem zwolnić bardzo bardzo, bo babeczka szła tak, że ani wte, ani wewte nie szło jej ominąć, zatem przejeżdżając za plecami, nachyliłem się do uszka i romantycznie szepnąłem "BUM!". Pisk zaskoczenia pomieszany z przerażeniem udowodnił, że niespodziankę udało się zrobić. :)
  • DST 40.39km
  • Czas 01:51
  • VAVG 21.83km/h
  • VMAX 39.24km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Poniedziałek, 19 marca 2012 Kategoria do czytania, transport

No i trzeba do pracy

Dzisiaj przynajmniej z wiatrem w plecy. Spotkaliśmy starego znajomego - kolegę, który Ma Moc. Dzisiaj jej nie miał (może przez zimę rower wisiał na kołku?), dopiero przy Prymasa nas wyprzedził (konkretnie: śmignął na czerwonym). Mój suport już nieprzerwanie chrobocze jak kołowrotek, jest to tylko trochę mniej irytujący dźwięk od dźwięku piszczącego łańcucha. Strach pomyśleć, co by było, gdyby oba się złożyły?
  • DST 8.40km
  • Czas 00:22
  • VAVG 22.91km/h
  • VMAX 42.51km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Niedziela, 18 marca 2012 Kategoria do czytania, waypointgame, < 50km, kampinos

Do Kampinosu

W sobotę rowerowanie wyszło średnio, poszliśmy na cztery godziny wspinaczki, potem trochę obowiązków domowych i już nam się odechciało. W niedzielę za to postanowiliśmy wykorzystać słońce i, jak cała Warszawa, wyjść na rower. Pojechaliśmy zatem rzadziej przez nas uczęszczaną trasą, przez Lachotrzew. Całą drogę jechaliśmy obok siebie, w myśl aktualnych przepisów, żadne auto nie miało potrzeby trąbić, aż do... babickiego cmentarza. Tam nagle za sobą usłyszałem klakson. Obejrzałem się i za kierownicą jadącego za mną samochodu (jasnozielone suzuki swift, blach nie zapamiętałem) ujrzałem wyraźnie poirytowaną siksę. Wzruszyłem ramionami, bo co mnie to, że ona się tam denerwuje, ale postanowiła zatrąbić drugi raz. Znów się obejrzałem, miałem wrażenie, że czegoś oczekiwała ode mnie. Nie wiem, czego chciała. Jechała za mną równiutkie piętnaście sekund, zanim mnie wyprzedziła, drąc o coś pysk (słyszałem, bo miała uchylony szyberdach, wiosna w końcu). Nie słuchałem, ale z miny i postawy ciała wywnioskowałem, że ma o coś pretensje. W aucie jeszcze była jedna siksa i, co zauważyłem na końcu, rozparte na tylnej kanapie prosię, które gwałtownym ruchem obejrzało się na mnie, gdy stukałem się po głowie. Prosię, jestem pewien, miało na sobie czarny, kreszowy dres. Byłem głęboko przekonany, że za moment się zatrzyma i będziemy mogli wspólnie zastanowić się, dlaczego szkoda jej było piętnastu sekund jechania za rowerzystami, ale nie szkoda jej kilku minut na pyskówkę; jednak nie zatrzymała się, może świniak musiał szybko dostać paszę, ta teoria jest mocna, bo akurat zatrzymali się pod sklepem.

Dalej droga poprowadziła nas prościutko przez Lipków w kierunku Hornówka. Mijaliśmy sporo ludków na rowerach, jadących na szczęście w przeciwną stronę. W Hornówku zbiliśmy na Truskaw i tu już pojechaliśmy gęsiego, bo na tej drodze raz, że dziury, dwa, że kierowcy potrafią czynić cuda. Zajechaliśmy pod wiaty przy czarnym szlaku tylko po to, zeby usiąść, zdjąć z siebie bluzy, popatrzeć na gromadę, która chyba własnie wróciła ze wspólnej wycieczki i pogapić się w mapę. Czekały na nas bowiem Wrzosowiska, a konkretnie ich skraj, przy którym stała sobie ambona. Okazało się, że bez kąpieli od tej strony nie dotrzemy, musieliśmy objechać i zaatakować od strony drogi palmirskiej, która była przepięknie błotnista. W końcu z niej zjechaliśmy, trochę jadąc, trochę pchając, trochę obchodząc bajora dotarliśmy pod samą ambonę, gdzie sobie siedział ktoś. Ktoś okazał się na szczęście nie myśliwym, ale chętnie współpracował, pozwolił wyleźć na górę, zdobyć vlepkę, nawet pogadaliśmy sobie o grze.

Stamtąd mielismy jechać jeszcze dalej w puszczę, ale postanowilismy zatrzymać się na piwo, po krótkim poszukiwaniu miejsca zatrzymaliśmy się i, w ciszy szumu krzewów, przy świergocie ptaków, odpoczywaliśmy. W końcu jednak trzeba było spojrzeć na zegarek, okazało się, że nie mamy po co jechać dalej, musieliśmy jeszcze zdążyć do Wola Parku... zatem, niestety, trzeba bylo zrobić w tył zwrot i pojechać do domu, tym razem przez Izabelin i, skrętem w prawo, przez Stare Babice.

Widok z miejscówki © Hipek99


Rowery w trawie puszczy © Hipek99


Perła w kniei © Hipek99
  • DST 37.47km
  • Czas 02:07
  • VAVG 17.70km/h
  • VMAX 31.09km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 16 marca 2012 Kategoria do czytania, transport

Dzień trzeba było dokończyć

Pisałem, że był jakiś dziwny dzień? Czas na ciąg dalszy.

Po dotarciu do roweru zauważyłem brak rękawiczek. Oczywiście - jechałem z nimi na górę, z garażu, musialem je położyć przy rowerze, ochroniarz zresztą potwierdzil moją wersję - leżały jakieś. Oczywiście - ktoś je zapieprzył. Brudne, stare rękawiczki, które nie mogły doczekać się prania. Na co komu? Nie mam pojęcia.

Gdy na Lazurowej jakiś kretyn - dostawca pizzy w białym Golfie mało mi się nie wpasował w bok wyjeżdżając z podporządkowanej, ciśnienie mi się podniosło i nabrałem ochoty na zrobienie komuś co najmniej przykrości, jeśli nie krzywdy. Niestety, pajac zdążył odjechać (dlaczego zawsze, gdy jakiś kretyn wyprzedzi mnie na żyletkę, albo zrobi coś równie mądrego, zaraz potem dostaje zielone światło i nie mogę go dogonić?), do domu dojechałem szukając tylko okazji - niestety, znowu, ludzie czuli mój nastrój i omijali mnie z daleka.
  • DST 13.80km
  • Czas 00:28
  • VAVG 29.57km/h
  • VMAX 40.36km/h
  • Sprzęt Unibike Viper
Piątek, 16 marca 2012 Kategoria do czytania, transport

Wydrze wydrzę wydrze wydrze wydrze wydrzę

Zaczęło się od wstania - myślałem, że jest 7:00, był 7:30. Potem - przy skrzyżowaniu Prymasa z Kasprzaka zbiorowe ogłupienie kierowców. Słyszałem tam już różne klaksony, ale pierwszy raz była to cała symfonia, pierwszy raz widziałem też, że ktoś na chama wjeżdża na czerwonym, jakaś tam pyskówka była do tego. Kulminację tego całego klaksonowania przeżyłem tuż pod pracą, kiedy to ciężarówka zajechała na przejeździe drogę rowerzyscie, który jechał przede mną. Rowerzysta go... zdzwonił dzwonkiem. Nie zobaczyłem, ale poczułem, jak te kilkanaście ton ciężarowki wzrusza ramionami. ;)

W pracy też kontynuacja - weszło nowe zarządzenie - nie możemy parkować rowerów przypiętych do poręczy przy podjeździe (szerokim podjeździe). Bo tak. Rowery się parkuje na zewnątrz. Poczekamy dwa tygodnie, znudzi im się.
  • DST 17.73km
  • Czas 00:49
  • VAVG 21.71km/h
  • VMAX 36.06km/h
  • Sprzęt Unibike Viper

stat4u Blogi rowerowe na www.bikestats.pl